Witaj w Bostonie! Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Kuchnia
Autor Wiadomość
Saskia Lovell


Saskia Lovell

Future Forensic Doctor

He is my sin


27

Wysłany: 2017-12-11, 23:36   
   Multikonta: Stefa, Vincent, Ariel
   Nazywaj mnie: Marta


Saskia raczej nie powinna mieć ataku – nie miała w planach kładzenia się do łóżka czy na podłodze, a trochę alkoholu nie zaszkodzi. Minimalne ilości raz na jakiś czas mogła pić, ale lepiej by było, jakby jednak w ogóle nie spożywała procentów. No ale studenckie życie bywa czasem ciężkie i chciała się odprężyć. Wiedziała doskonale o tym, że dostanie za to porządną burę, ale żyje się raz, co nie? Potem będzie miała pewnie jakieś pół roku przerwy, może nawet dłużej. Co do jednak pierwszej pomocy w przypadku Saskii – kazać jej usiąść przy otwartym oknie. Jak zacznie kaszleć plwociną podbarwioną krwią, dzwonić po karetkę. Tylko tyle i aż tyle, mogłoby się wydawać. Gdy nie ma komplikacji, to Saskia jest w stanie poradzić sobie w pojedynkę. Gorzej, jak dojdzie do obrzęku płuc. Jak się zaczyna dusić, to mówienie graniczy wręcz z cudem, więc jedynie mogłaby siedzieć na linii z nadzieją, że ją namierzą i do tego czasu się nie udusi jak ta kobieta, którą niedawno kroili na zajęciach.
Lovell podziękowała skinieniem głowy za herbatkę, a potem upiła łyk. Na słowa Willa zareagowała… śmiechem. Słyszała to nie pierwszy raz, że powaliło ją na mózg. Praktycznie każdy były jej o tym mówił, że nie widzi swojej przyszłości z dziewczyną, która całe dnie będzie spędzać przy trupach i to z własnej woli. Czy nie mogła być normalna i pójść na specjalizację, gdzie będzie obcowała z ŻYWYMI ludźmi.
Niestety, to jedyna droga, żeby przyszli lekarze nauczyli się fachu. Lekcja w prosektorium to najlepsza lekcja anatomii… i nie tylko. Żadne zdjęcie nie jest w stanie odwzorować faktycznego wyglądu danej przypadłości – odpowiedziała ze spokojem w głosie. Przywykła do tłumaczenia tego typu rzeczy. – Sama oddała swoje ciało do celów naukowych. Potem zostanie skremowana i pochowana w uczelnianym kolumbarium. Z tego co pamiętam, chciała by zostać wpisaną na tablicę darczyńców. – Saskia uważała, że osoby, które oddawały ciało w celach naukowych byli bohaterami. Przyczyniali się do tego, że przyszłe pokolenia lekarzy będą w stanie ratować ludzkie życie i za to należał im się szacunek. Sama Saskia poważnie się nad tym zastanawiała, bo niestety organów raczej nie będzie mogła oddać, a pod względem medycznym była ciekawym przypadkiem i studenci wiele z jej „wnętrza” się nauczą. – Dobra, przyszłam tu się relaksować i napić piwa, a nie gadać o trupach. Poudaję chociaż normalną. – Zaśmiała się, wyciągając piwo z reklamówki i biorąc łyk.
 
   Podziel się na:  
Willoughby Winchester


Willoughby Winchester

I called you up

At one hundred and two


30

Wysłany: 2017-12-18, 01:58   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Patrycja


Will jej bury nie da, także przy nim mogła pić spokojnie (no chyba, że zacznie się dusić, wtedy to jej się dostanie, yup). Nikomu innemu nie musiała nic mówić, nie? Jak się nic nie stanie, to po co się z tym obnosić. Każdy ma na swoim koncie grzeszki i tajemnice, jedni mniejsze, inni większe, z takimi rzeczami się żyło bez przeszkód, a często zwyczajnie zapominało się o nich i już. Nie ma co dramatyzować niepotrzebnie.
Z żywymi ludźmi też wcale nie było tak kolorowo, łatwo i przyjemnie. Trzeba było znosić ich humory, fochy, głupotę i zwyczajne niedojebanie, a czasami jak się kumulowało wszystko w jednej osobie, to by człowiek wyszedł z siebie, stanął obok i nawet to by nie wystarczyło. Martwi mogli denerwować mniej, a co za tym szło, taka Saskia wracałaby do domu mniej zestresowana. Wpływałoby to pozytywnie nie tylko na jej nastrój, ale także zdrowie, zwłaszcza, ze jej serce nie mogło się denerwować. No i proszę, same plusy. Może tylko czasami śmierdziałaby trochę trupem, ale przecież do wszystkiego można się przyzwyczaić.
- Żeby jeszcze za to płacili, to bym może zrozumiał, ale tak za nic, to bez sensu – wzruszył ramionami. – To znaczy, na co komu wpisanie na jakąś listę? – tego nie rozumiał, bo właściwie nigdy nie lubił, kiedy jego nazwisko widniało gdzieś publicznie. Zaczęło się od wyczytywania go ze szkolnych list obecności, a potem były kartoteki i wyniki lekarskie, aż na końcu znajdował się na liście modeli występujących w danej kampanii czy reklamie. Czasami nawet tam wolałby być anonimy. Mógł pomyśleć o tym wcześniej, to by sobie wymyślił pseudonim, a teraz to już kicha, miał zbyt charakterystyczne imię, by łatwo zniknąć w tłumie. Zupełnie tak jakby tatuaż na czole nic do tego nie miał, hmm. – A tak, jakby płacili za takie ciało, to przynajmniej ludzie, którzy mają raka i muszą zadbać o rodzinę oddawaliby się, żeby zapewnić jakieś wsparcie dzieciom czy wnukom – to mu się wydawało logiczne, nieważne, że to zabrzmiało, jakby mieli się prostytuować. Taki Will akurat nic by nie miał z pieniędzy, które otrzymałby po swojej śmierci, chyba że jako dobry wujek przepisałby je mopsom brata, ale miał nadzieję, że te go jednak nie przeżyją. Na pewno byli jednak gdzieś tak głupi (albo zachłanni) ludzie, że polecieliby nawet na taki hajs. – Aha, okej – pokiwał w końcu głową, nieznacznie unosząc kąciki ust, kiedy blondynka umoczyła usta w złocistym płynie. – To może w takim razie ty mi powiesz, co robią normalne… no, laski jak wy. Marisa ostatnio nie potrafiła się określić, może następnym razem znajdę jej jakieś zajęcie i da mi spokój – wzruszył ramionami i odgarnął dłonią kosmyki opadające mu na twarz. Bardziej prawdopodobne było to, że zajmie się razem z nią pierwszą lepszą propozycją Saskii, zresztą, teraz pewnie też się mogli tym zająć, jak już Lovell udawała, to niech choć trochę skutecznie.
_________________
Into the sunrise falling away now, and we
feel it all

 
   Podziel się na:  
Saskia Lovell


Saskia Lovell

Future Forensic Doctor

He is my sin


27

Wysłany: 2017-12-23, 00:46   
   Multikonta: Stefa, Vincent, Ariel
   Nazywaj mnie: Marta


Gdyby tylko mogła to naprawdę wybrałaby bardziej „żywą” specjalizację, ale niestety choroba jej to dosyć mocno ograniczała i z całego wachlarza wyboru, jaki miała, medycyna sądowa wydawała się być najbardziej interesująca, z której też czerpałaby jakąś satysfakcję. Bądź co bądź, ale przepisywanie leków na ból gardła nie było czymś, co naprawdę chciałaby w życiu robić. Nie obrała łatwej ścieżki, to fakt, ale Saskia była zdolną i ambitną bestią i była pewna, że uda się osiągnąć to, co sobie zamierzyła. Musiała tylko zdać odpowiednio egzamin pod koniec studiów (a ten był coraz to bliżej), a potem nic tylko się dokształcać na rezydenturze. Wszystko krok po kroczku, powoli, ale do celu. Miała tylko nadzieję, że serducho nie spłata jej figla, przez co Felix postanowi ją położyć na oddziale kardiochirurgii na kilka tygodni czy nawet miesięcy…
Chyba coś płacą, ale ręki nie dam sobie uciąć… Ja jestem jej wdzięczna za to, że oddała swoje ciało i mogłam zobaczyć własne schorzenie na żywo… Nie wiem jak to ująć. – Tamtej kobiecie przydarzyło się to, na co była narażona Saskia. W duchu modliła się, żeby nigdy nie dostała ataku, gdy jest sama w domu, bo wtedy jej los może być przesądzony. I nie bez powodu każdy jej znajomy wiedział, że była chora. Nie dlatego, żeby ktokolwiek się nad nią litował, bo tego nie chciała. Tu chodziło o to, żeby wiedzieli, że w razie ataku mają dzwonić po karetkę, a w międzyczasie otworzyć okno i dać jej dostęp do powietrza. W ten sposób się zabezpieczała. Życie było jej jeszcze miłe. – To jest jakaś myśl. Aczkolwiek wiele osób nie oddaje tego z powodu pieniędzy… Po prostu chce przysłużyć się nauce. Żadne manekiny, żadna technologia nie zastąpi prawdziwego ciała, taki jest fakt. – Saskia szanowała tych ludzi, którzy postanowili oddać swoje ciało, które potem pomaga jej w nauce. Wbrew wszelkim pozorom, na zajęciach z anatomii nie ma miejsca na jedzenie kanapki czy głupie komentarze. Nikomu by to nie przyszło do głowy.
Co robiły normalne dziewczyny w jej wieku? Dobre pytanie, na które Lovell nie miała chyba odpowiedzi. Ona większość swojego czasu spędzała nad książkami, albo w szpitalu na rutynowych badaniach. Jak już znajdowała się chwila wolnego, to zwykle albo szła spać, albo spotykała się ze znajomymi na kawie czy przy piwie, tak jak teraz z Willem.
Oglądamy seriale na Netflixie, plotkujemy, popijając przy tym latte na odtłuszczonym mleku. Ja lubię pichcić słodkości w kuchni, ale to nie jest reguła. Swoją drogą, muszę Ci przynieść pewne ciacho na spróbowanie. Najnowszy przepis, zobaczysz. Bomba. – Uśmiechnęła się szeroko, upijając przy tym kolejny łyk piwa. Zdecydowanie nie była normalna i nawet udawanie średnio jej wychodziło.
 
   Podziel się na:  
Willoughby Winchester


Willoughby Winchester

I called you up

At one hundred and two


30

Wysłany: 2018-01-01, 23:31   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Patrycja


Will na pewno doceniał jej ambicje, jemu samemu było do nich przecież bardzo daleko, nie miał właściwie żadnych. Ludzie czasami obierali dziwne ścieżki życiowe, i o ile nie obchodziło go to, gdy chodziło o obcych, to kiedy ktoś znajomy babrał się w trupach (tak jakby sam nigdy tego nie robił...), zaczynało być dziwnie. Ale tak naprawdę, to też przecież nie byłą jego sprawa. Tylko czasami mógł sobie z Saskii trochę podrwić, ot co.
- To musisz się dowiedzieć. Może skorzystam. Może też trafi mi się szansa na zostanie kiedyś ciekawym obiektem medycznym - wzruszył ramionami. Pewnie ciekawiej byłoby, gdyby nie brał leków, a skończył z grzybicą jamy ustnej i mięsakiem Kaposiego, ale akurat takiego rozwoju wydarzeń nie przewidywał dla siebie w najbliższym czasie. Właściwie, w ogóle nie chciał, by AIDS zrobiło w jego ciele spustoszenie. Póki co w ogóle nie dawało o sobie znać, a Will był jedynie nosicielem wirusa. To rokowało bardzo dobrze, przynajmniej dopóki stać go było na leki. Pokręcił w końcu głową, a jego mina niemal teatralnie wyrażała zniesmaczenie, choć tak naprawdę gorsze rzeczy słyszał (i widział) w życiu. - Jak dobrze, że w mojej robocie patrzą na piękno zewnętrzne - przeczesał włos dłonią, odgarniając je z czoła, jakby chciał jej pokazać, jaką to ma piękną twarz. Tak naprawdę, piękno było bardzo sugestywne, i Winchester miał tę świadomość, że w modelingu odnalazł się nie przez piękną twarz a raczej przez to, że wyróżniał się i był w jakiś sposób charakterystyczny. Przez tatuaże czy sposób bycia. Nie szedł na casting, został wyłapany z tłumu (no, prawie). Potem, owszem, wysyłano go na castingi, ale to były już zlecenia z agencji, on sam z siebie nigdy nie wpadłby na pomysł, że faktycznie mógłby się w czymś takim odnaleźć. - Okej, będę czekał na ciasto - wzruszył ramionami. - Ale nie będę z tobą plotkował - ani pił odtłuszczonego latte. - Co to jest Neflux? - brzmiało trochę jak refluks, ale nie wiem, czy Will połączył te fakty. Jakby nie za bardzo ogarniał takie rzeczy. Nie był też pewien, czy podoba mu się pomysł oglądania seriali, ale może przynajmniej jak przymknie oko, to Saskia czy Marisa nie miałyby nic przeciwko. Chociaż jak ma piwo, to spoko, i tak zazwyczaj wbija wtedy tępy wzrok w telewizor, nie bardzo coś przyswajając.
_________________
Into the sunrise falling away now, and we
feel it all

 
   Podziel się na:  
Saskia Lovell


Saskia Lovell

Future Forensic Doctor

He is my sin


27

Wysłany: 2018-01-05, 19:35   
   Multikonta: Stefa, Vincent, Ariel
   Nazywaj mnie: Marta


Towarzystwo, w którym obracała się Saskia, musiało przywyknąć do jej dziwacznego hobby i że potrafiła mówić o krojeniu ludzi z kompletną neutralnością w głosie, jakby opowiadała o nowej sukience. Jednocześnie zachowywała stosowną powagę – szanowała te osoby, które postanowiły oddać swoje ciało na rzecz medycyny, bo dzięki nim mogła się uczyć i żartowanie czy jedzenie kanapek w uniwersyteckim prosektorium byłyby nie na miejscu. Jeżeli jednak komuś przeszkadzało to, kim Saskia była i jakie miała plany na przyszłość, rozwiązanie było bardzo proste – nie spotykać się z nią, nie utrzymywać kontaktów.
Nie trzeba być ciekawym obiektem medycznym, by oddać własne ciało. Zdrowi ludzie również je oddają… choć i tak często się zdarza, że osoba, która uważała się za zdrową, miała jakieś tam problemy… Wiesz, by się uczyć o anomaliach, trzeba najpierw wiedzieć, jak wyglądają rzeczy reprezentatywne… Skąd mam wiedzieć, że są zmiany na wątrobie, skoro nie wiem, jak wygląda zdrowa wątroba… Rozumiesz, o co mi chodzi? – zapytała, spoglądając na Willa. Przykład z wątrobą był bardzo uproszczony, ale pokazywał pewną zależność. Saskia doceniała każdego dawcę, niezależnie od tego, czy był osobą „szablonową” czy przypadkiem szczególnie rzadkim. Wiedziała doskonale, że to wszystko dla zwyczajnego człowieka, nie siedzącego w temacie mogło brzmieć makabrycznie i odrażająco, ale cóż… Taką robotę sobie wybrała, bywa. – To bardzo powierzchowne, moim zdaniem liczy się wnętrze – odpowiedziała, by następnie zaśmiać się z własnego żartu. Może to trochę „lamerskie”, no ale ją wyjątkowo to rozbawiło. Żarcik sytuacyjny, ot co.
Jakby Saskia była nieco wyższa, spokojnie mogłaby próbować swoich sił jako modelka… Mieściła się bardzo spokojnie w modelingowych ramach, choć to z kolei nie podobało się jej lekarzowi, który kazał jej koniecznie przytyć kilka dobrych kilogramów.
Coś upichcę na nasze następne spotkanie – obiecała. Nie było to dla niej żadnym problemem, wręcz przyjemnością, ale cholera wie kiedy nastąpi szansa na spotkanie się po raz kolejny, biorąc pod uwagę tryb życia Lovell. – Netflix, nie netflux. Platforma z serialami, polecam. – Nie miała czasu na spędzanie całych dni przed ekranem telewizora czy komputera, ale odcinek czy dwa dziennie zwykle udało się jej obejrzeć.
 
   Podziel się na:  
Willoughby Winchester


Willoughby Winchester

I called you up

At one hundred and two


30

Wysłany: 2018-01-14, 17:06   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Patrycja


Willowi nie przeszkadzały jej wybory życiowe, bo, uwaga, ważna sprawa - były jej, tylko i wyłącznie. Nie znosiła mu przecież trupów do domu ani nie pokazywała zdjęć. Czasami wspomniała, co robiła na zajęciach, to normalne, tak mu się wydawało. Jej zajęcia były przynajmniej dość ciekawe, nie jak niektórych, kiedy przez trzy godziny w tygodniu omawiali doktryny filozoficzne i inne bzdury.
- Rozumiem - skinął głową. I tak już wyrzucił ten pomysł z głowy. Ciężko było mu sobie wyobrazić, że jak już kopnie w kalendarz, miałaby się nad nim zebrać zgraja studentów, by po obejrzeniu jego nagiego ciała pociąć go na kawałki. Nic przyjemnego, nawet, jeśli faktycznie będzie już wtedy martwy. Może się odda na organy? O ile będą się jeszcze do czegokolwiek wtedy nadawały. - Ciężko za życia pokazać swoje najciekawsze wnętrze - uniósł jeden z kącików ust, niby to w krzywym uśmiechu. Miał na myśli to wnętrze, które najbardziej Saskię interesuje. Charakter to trochę inna sprawa. Nie każdy miał taki, by się nim móc poszczycić. Natomiast modelingowe ramy stawały się coraz bardziej elastyczne, jednocześnie trochę się przesuwając. Typowe wieszaki nie były już brane na wybieg tak często, stawiało się na drobne krągłości, albo i na modelki plus size. A czasami niektórzy stawiali nawet na maszkary pokroju Winchestera, który sam był na to najlepszym dowodem. - W porządku - skinął głową. Chętnie coś przekąsi, sam miał w kuchni dwie lewe ręce. - I jakie seriale na przykład oglądasz? - uniósł brwi, ignorując to, że go poprawiła. - Kroją w nich trupy? - na jego ustach pojawił się drwiący uśmiech. Jeszcze nie wiedział, jak blisko prawdy się znajdował.
_________________
Into the sunrise falling away now, and we
feel it all

 
   Podziel się na:  
Saskia Lovell


Saskia Lovell

Future Forensic Doctor

He is my sin


27

Wysłany: 2018-01-19, 16:12   
   Multikonta: Stefa, Vincent, Ariel
   Nazywaj mnie: Marta


Nie każdy miał takie poglądy jak Will. Zwłaszcza jej ex, którym się nie podobała jej fascynacja kierunkiem życiowym jakim obrała. I chyba się bali, że jak ułożą sobie życie i baba im z pracy będzie do domu wracać, to będzie od niej jechało trupem. Czy coś. Choć w większości to pewnie był zwykły strach przed nieznanym. Choroba Saskii była dla nich czymś nie do przeskoczenia. I chyba już przywykła do tej myśli i pewnie zostanie starą panną z kotem. Trzydziestka była bliżej niż dalej, a ona nadal ani narzeczonego, ani nawet chłopaka nie miała. Tylko trupy w głowie jej były. Oj państwo Lovell raczej szybko zięcia z jej strony się nie dorobią.
Każdy miał prawo do własnej decyzji – jeśli nie chciał oddawać ciała, to zawsze mógł organy, to już coś. Takich decyzji nie należało podejmować pod wpływem chwili. Musiały być przemyślane, a przede wszystkim trzeba uświadomić rodzinę o swoim wyborze tudzież woli.
Jak już będę lekarzem, to zaproszę Cię na RTG i wtedy mi pokażesz swoje wnętrze bez krojenia – zaśmiała się z jakże wybitnego żartu. Lubiła, gdy mogła porozmawiać z kimś kompletnie na luzie. Niektórzy strasznie się spinali, gdy im opowiadała o swoich studiach, że na praktykach musi kroić ciała i tak dalej, i tak dalej, a ona podchodzi do tego jak do czegoś „normalnego”… Bo przecież to było zupełnie normalne. Bez tego lekarz nigdy nie będzie lekarzem, ot co. – No w niektórych tak, ale nie oglądam tylko takich, żeby nie było. Ostatnio stwierdziłam, że bardzo dobrym pomysłem będzie obejrzenie na nowo wszystkich odcinków Przyjaciół. – Od czasu do czasu lubiła uciec od tematów w mniejszy lub większy sposób powiązanymi z jej studiami, dlatego oglądała jakieś luźne seriale, albo czytała książki, najchętniej oczywiście fantasy. Imię do czegoś zobowiązuje, czyż nie?
 
   Podziel się na:  
Willoughby Winchester


Willoughby Winchester

I called you up

At one hundred and two


30

Wysłany: 2018-02-16, 23:40   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Patrycja


Skoro nie akceptowali jej wyborów życiowych i pasji, to chyba wcale nie byli odpowiedni, by sobie z nią układać życie, prawda? Może kierunek, jaki obrała był dość specyficzny, ale nie była pierwsza, ani też pewnie ostatnia, mnóstwo osób pracowało z nieboszczykami, a przy okazji mieli małżeństwa, dzieci, psy - po prostu rodziny. Przyjaciół i życie towarzyskie też, i na urlopy latali na ciepłe wyspy, bo wszystko da się w życiu zrobić, jeśli człowiek tylko chce. (#postymotywującebozdałamsesję) Oczywiście dobry start w życiu też się przydawał. Saskia go miała - mogła studiować, a rodzice ją utrzymywali, nawet w wieku dwudziestu siedmiu lat. Will, choć koniec końców trafił na dobrą i wspierającą rodzinę, uciekł z domu przed ukończeniem dwudziestego roku życia i od tamtej pory żył na własną rękę. Dosłownie, sam, nie planując i nie wybiegając myślami w przyszłość, a trzymając się od jednego dnia do drugiego i zwyczajnie próbując przetrwać, nic poza tym. Nie miał ambicji. Nie dla niego rodzina i urlopy na ciepłych wyspach.
- Może lepiej zatrzymaj się na oglądaniu mojej facjaty - uniósł brwi i machnął dłonią przed swoją twarzą, tak, jakby chciał jej zaprezentować, jaką to ją piękną posiadał. Oczywiście sam się wcale za pięknego nie uważał, a i zdaniem co poniektórych tatuaże tylko go oszpecały (te na czole na przykład, heh). Mimo to, ktoś docenił jego wygląd, inaczej nie zaopiekowaliby się nim w agencji modeli. - Przyjaciele nie kroją trupów? To co robią? - oczywiście, nie znał tych seriali, tak samo jak nie potrafił skojarzyć imienia Saskii z jakąkolwiek książką czy malarstwem. Nie znał Wiedźmina. Ja pierdole, co ja za postać stworzyłam. Wziął garść chipsów, przeżuł, wcale nie wkładając w to gracji czy elegancji, i zapił piwem, tylko trochę plując okruszkami na samego siebie. Rozparł się wygodniej na kanapie i rzucił do blondynki pilot od telewizora, tak, że ten pacnął o kanapę tuż obok jej nogi. - To znajdź coś i mi pokaż, czym się interesują małolaty - nie żeby była od niego tylko trzy lata młodsza, nie? Właściwie trochę bardziej przeprowadzał ten eksperyment pod kątem Marisy, która była młodsza, no ale jedno to wszystko wychodziło.
_________________
Into the sunrise falling away now, and we
feel it all

 
   Podziel się na:  
Saskia Lovell


Saskia Lovell

Future Forensic Doctor

He is my sin


27

Wysłany: 2018-02-24, 00:10   
   Multikonta: Stefa, Vincent, Ariel
   Nazywaj mnie: Marta


Saskia chciała wierzyć, że kiedyś uda się jej spotkać na swojej drodze ludzi, którzy będą akceptowali jej wybory i nie będą mieli z nimi problemu. Chciała również wierzyć, że jakiś facet z nią wytrzyma i będzie miała możliwość spędzić z nim resztę życia. To czy uda im się założyć rodzinę, mieć dzieci to zależało od wielu czynników – choć Lovell nie ukrywała, że chciałaby zostać matką. Instynkt macierzyński dosyć mocno dawał o sobie znać i czasem się jej zdarzało przeglądać strony parentingowe, przechadzać się po sklepach dla dzieci, oglądając z zachwytem malutkie ubranka czy buciki. Zegar biologiczny podobno już zaczął tykać, a ona na chwilę obecną nie miała żadnych perspektyw na dorobienie się potomka – i tu nie chodzi tylko o brak stabilności finansowej czy partnera. Po prostu zdrowie jej na to nie pozwalało. I to nie było coś, co tak łatwo dało się przeskoczyć. I to Saskię chyba w tym wszystkim najbardziej bolało.
Facjatę masz niczego sobie, ale wnętrze pewnie też interesujące – powiedziała, wciąż ciągnąć jakże zabawną grę. Nie wiedziała ile w tych słowach było prawdy. Jakby nie patrzeć, Will nie był zwykłym człowiekiem, ze względu na swoją przypadłość. Oczywiście, jakby wiedziała, w żaden sposób nie dyskredytowało go w oczach Lovell. – Nawet Przyjaciół nie oglądałeś? O borze szumiący, musimy to nadrobić! Tyle straciłeś! – Była w szoku. Rozumiała, że nie każdy był fanem seriali i nie był na bieżąco z Grą o Tron, Strenger Things czy z The Crown, ale taki kultowy serial? No nie mogła mu tego wybaczyć. Winchester musiał się szykować na maratony z Saskią i Przyjaciółmi. Jego los był już przekreślony. – Zaraz, zaraz. Uważasz mnie za małolatę? Nie jestem jakoś wiele młodsza od Ciebie… Pfff! – Prychnęła z pogardą, jednocześnie biorąc od niego pilot, a także i puszkę piwa, by ją otworzyć i upić łyk. Taka rebeliantka z niej była. Felix nie pochwala. – Może Breaking Bad byłoby dobre na początek? Choć nie wiem czy takim małolatom – małolatom by się spodoabło… O. Albo Dr House, oglądałeś? – zapytała wskazując podbródkiem na telewizor, na którym była teraz widoczna piękna twarz Hugha Laurie.
 
   Podziel się na:  
Willoughby Winchester


Willoughby Winchester

I called you up

At one hundred and two


30

Wysłany: 2018-03-07, 00:02   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Patrycja


Hej, trafiła przecież na Willa, on w zupełności akceptował jej życiowe wybory. Sam wcale nie był w nich lepszy, wręcz przeciwnie, gorszy raczej, bo choć los się do niego uśmiechnął, on wciąż robił wszystko przeciwko wszystkim, rezygnując z możliwości, jakie ofiarowali mu adopcyjni rodzice. Nie było ich znowu tak mało. Nie tylko mógł skończyć liceum, nie martwiąc się o szacunek ulicy i o to, gdzie wyląduje, gdy skończy szkołę, i pewnie jakby się postarał, to na jakieś studia też byłoby go stać, za hajs rodziców. Abel chyba coś skończył, no nie? Za to Will zrobił wszystko po swojemu, bo albo epigenetyka przyssała i paskudne geny od obojga rodziców mocno dały o sobie znać, albo było wręcz przeciwnie - tym, czym nasiąknął u boku matki ćpunki i w bidulu, trącał potem przez całe życie, na czym nie tylko nikt nie korzystał, ale niektórzy cierpieli, w jakimś stopniu z nim na czele. Szkoda, że tak się zmarnował. Saskia się martwiła, ze nikt jej nie zechce, bo kroi trupy, no ale niech spojrzy na Winchestera, na czole ma wypisane, że coś z nim nie tak. I to dosłownie, yup.
Faktycznie, zdrowie było trochę gorszą sprawą, bo z tym ciężko jej było handlować. Tyle że można spełniać się w macierzyństwie nie tylko rodząc dziecko, na co dowodem jest sam Will, choć może to niespecjalnie zachęca, bo co gdyby Saskia adoptowała dziecko, a ono w podobny sposób by się jej odwdzięczyło? Oczywiście adopcja to też nie takie hop siup, zdecydowanie trudniejsza sprawa, niż zwykłe zaciążenie, ale ile satysfakcji!
- Okej, nie będę już się kłócił - uniósł dłonie w obronnym geście, tym samym ucinając temat i żarciki Saskii. Nie miał nic do nich, ale co jeszcze mógłby powiedzieć? Nie był przecież pierwszą lepszą trzpiotką, która to celowo zaniżała swoją wartość, byle tylko ktoś ją skomplementował. Akurat Willoughby na komplementy wcale nie był łasy, raczej szło to w drugą stronę - przytakiwał, że facjatę to ma niczego sobie, chociaż tak naprawdę jak patrzył w lustro, to nic go tam specjalnie nie porywało. Toteż zbyt często nie patrzył, po prostu żył z takim ryjem, jaki dostał, a że ktoś zobaczył w nim coś pięknego i postanowił zrobić z niego gwiazdę, no to tylko się cieszyć, i przypadkiem nie zadawać niepotrzebnych pytań. - Mówiłem ci, że nie oglądam telewizji - zmarszczył brwi, nie do końca rozumiejąc, co jest takie super i fascynującego w czymś, co się nazywa Friends. - Właściwie nie miałam telewizora, dopóki się tu nie przeniosłem - wzruszył ramionami. Kto wie, czy to po prostu nie spadek po Ablu i Pawle, którzy gdy wyjeżdżali, mieli trochę ograniczone pole manewru no i akurat telewizora nie uznali za wystarczająco istotny do wpakowania w tę podróż. Jeszcze nie wiedział o maratonach. Ale jak się dowie, to się pewnie wystraszy. Saskia chyba nie zdawała sobie sprawy, że wystraszenie takiego typa to nie lada wyzwanie, no i proszę, znalazła na to sposób. - Za małolatę, ale nie za dzieciaka. Za... no, studentkę. Jak Marisa - machnął ręką w kierunku jej pokoju, chociaż dziewczyny wcale tam nie było. Oczywiście Marisa była dobrych kilka lat od Saskii młodsza, ale dla niego nie stanowiło to większej różnicy. Nawet jeśli Saskię i jego nie dzieliła zbyt duża różnica wieku, to jednak w jakiś sposób dzieliła ich przepaść. Mentalność mieli całkiem inną. - Nic nie oglądałem - powtórzył jej po raz kolejny. - Wybierz, co chcesz - bo na dobrą sprawę, to jemu się już trochę odechciało. Żaden tytuł nic mu nie mówił, żadne zdjęcie nie wyglądało zachęcająco. Dobrze, że przynajmniej piwo mu zostało, no i chipsy, mógł się wygodnie rozłożyć na kanapie, tylko trochę miejsca zostawiając blondynce. Tak żeby akurat miała gdzie usiąść, chuda była, to się zmieści, ot co.
_________________
Into the sunrise falling away now, and we
feel it all

 
   Podziel się na:  
Saskia Lovell


Saskia Lovell

Future Forensic Doctor

He is my sin


27

Wysłany: 2018-03-29, 22:18   
   Multikonta: Stefa, Vincent, Ariel
   Nazywaj mnie: Marta


Willoughby był jedną z nielicznych osób na jej drodze, które wytrzymywało jej gadanie o trupach i ogólnie rzeczach związanych z patologią. Drugą taką osobą była Lexy, która uważała jej „hobby” za dziwne, ale w pełni je akceptowała. Spotkała się jednak wiele razy z zaskoczeniem i niedowierzaniem, że ktoś, z własnej woli, może chcieć pracować w prosektorium i naprawdę się tym interesuje. Fakt, po części ta medycyna sądowa była uwarunkowana jej własnym zdrowiem – nie chciała ryzykować zdrowiem i życiem swoich pacjentów, dlatego wolała zająć się tymi, którym już nic nie zaszkodzi. I gdyby mogła, to z wielką chęcią wybrała by bardziej… żywą specjalizację. Na przykład taką onkologię (ciekawe czemu?). Jednak miała jeszcze wiele innych specjalizacji do wyboru. Medycyna pracy, medycyna rodzinna… Ale siedzenie w gabinecie wcale a wcale się jej nie uśmiechało i stwierdziła, że sądowa będzie najlepszym wyborem. I już nie mogła doczekać się rezydentury, choć najpierw musiała zdać odpowiednio egzamin, który zbliżał się coraz to większymi krokami…
Tłumaczenie się Willa w sumie nie bardzo Saskię przekonały. Była raptem trzy lata od niego młodsza i wcale a wcale małolatą się nie czuła. Nie zamierzała jednak ciągnąć tego tematu, po pojawił się kolejny bardzo ciekawy. Kobiece ucho szybko wyłapało nieznane imię, a w oczach Lovell pojawiły się iskierki ciekawości. Uśmiechnęła się tajemniczo.
Kim jest Marisa? – zapytała, nie kryjąc swojej ciekawości. Zaraz potem konspiracyjnie odchrząknęła. – Znaczy, muszę wiedzieć, jaka ona jest, by znaleźć coś dobrego, do oglądania. Jakbyś mnie zaprosił na randkę i oglądalibyśmy takie Kości to bym była wniebowzięta, ale nie każdej dziewczynie się to podoba... – Tak, to zdecydowanie lepiej brzmiało. Choć Winchester pewnie i tak nie miał zielonego pojęcia, czym serial Kości były, ale mógł się domyślić po tytule. I preferencjach Saskii, która teraz ciężko główkowała nad tym, co mogłaby Willowi puścić. Zakładam, że miał super telewizor, z dostępem do Netflixa, więc się zalogowała na swoje konto i zaczęła przeglądać listę seriali. W sumie mogłaby z nim obejrzeć jakieś nowości… – O, może Sherlock? Wszystkie dziewczyny lubią Sherlocka. – Nie zastanawiając się nawet minuty dłużej, odpaliła pierwszy odcinek i chwyciła za miskę z chipsami, kładąc ją sobie na kolanach i biorąc kilka do ust, by następnie upić łyk piwa.
 
   Podziel się na:  
Willoughby Winchester


Willoughby Winchester

I called you up

At one hundred and two


30

Wysłany: 2018-04-04, 02:01   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Patrycja


Will był jednym z ludzi, którzy traktowali studia jako przedłużenie młodości i szkolnych lat. Jeżeli taki student nie musiał iść do pracy, sam się utrzymywać, martwić się o to, by mieć coś porządnego do zjedzenia, to jednak nie znał życia. Nie twierdził, że Saskia jest z tego powodu jakimś podgatunkiem człowieka, ale jednak znajdowali się na trochę innych etapach życia, nawet, jeśli to tylko trzy lata. Will od ponad dziesięciu utrzymywał się sam, właściwie, był sam i martwił się tylko o swój tyłek. Absolutnie nie czuł się przez to od niej lepszy, ale jednak trochę starszy, niż na swój wiek, zwłaszcza w porównaniu z jego równolatkami o mentalności godnej bohaterów sitcomów (których oczywiście nie oglądał, ale wiadomo, o kogo chodzi).
- Marisa i randka? - parsknął śmiechem. Dobre sobie! - To ta małolata, która ze mną mieszka - wzruszył tylko ramionami. Pewnie Evans byłaby równie oburzona za nazwanie jej małolatą, no ale miała dopiero dwadzieścia trzy lata, jak inaczej miał ją nazwać? Być może Saskia nie miała okazji zbyt dobrze jej poznać, albo nawet kiedykolwiek zobaczyć, ale na pewno wiedziała, ze Will mieszka sam. W kuchni czy salonie bankowo walały się jakieś babskie bibeloty. Chyba go nie podejrzewała o jakieś dziwne zamiłowania? Inna sprawa, że Will nie wytrzymałby sam w tak dużym mieszkaniu. Kiedyś było mu dobrze w jego małej klitce, no właśnie, samemu, ale jeszcze wtedy Marisa się do niego wprowadziła (a tak naprawdę, na chama wepchała mu się na chatę), a potem przenieśli się tutaj i jeszcze przez jakiś czas mieszkali ze Stephanie. To nagle tak dużo ludzi, ale w końcu przywykł, i to chyba aż za bardzo. - Studiuje weterynarię, może byście się dogadały. Też grzebie w trupach - albo miał słabość to takich lasek, albo miał do nich pecha. Ups? Ostatecznie, nie miał nic przeciwko Scherlockowi (chociaż pewnie wolał, by Marisa polubiła jego, nie Scherlocka, ale przecież nie powiedziałby tego głośno... ani nawet w myślach, nigdy by się do tego nie przyznał, nawet przed samym sobą, absolutnie), więc sięgnął po swoje piwo i rozłożył się wygodniej obok Saskii, a potem wsadził swoją wielką łapę w miskę, którą trzymała na kolanach. Westchnął sobie jeszcze i wbił wzrok w telewizor. Tak, czekał, aż Scherlock go zachwyci.
_________________
Into the sunrise falling away now, and we
feel it all

 
   Podziel się na:  
Saskia Lovell


Saskia Lovell

Future Forensic Doctor

He is my sin


27

Wysłany: 2018-04-15, 23:05   
   Multikonta: Stefa, Vincent, Ariel
   Nazywaj mnie: Marta


Przedłużenie młodości, dobre sobie. Przez studia Saskia nie miała czasu na wiele rzeczy, które podobno się robi będąc młodym. Imprezy do białego świtu, hektolitry przepitego alkoholu? Nie u niej. Lovell po pierwsze nie mogła ze względu na swoje marne i tak zdrowie (a to, że właśnie siedziała z piwem to się wykreśli), a i ogrom pracy, jaki musiała poświęcić nie pozwalał jej na takie szaleństwa. Dlatego zadowalała się takimi wieczorami jak ten, gdy mogła usiąść z kimś znajomym i po prostu pogadać. Bo w tym całym naukowym szaleństwie nawet ona potrzebowała chwili wytchnienia. Albo taka kawka z Lexy pomiędzy zajęciami, to było naprawdę w cenie! Prawdą jednak było to, że zanim zacznie żyć w stu procentach samodzielnie, jeszcze trochę minie. Może jak zacznie tę rezydenturę, to będzie łatwiej – zacznie zarabiać jakieś pieniądze, może będzie ją stać na wynajem niewielkiej kawalerki? Się zobaczy. Na razie jednak musiała skupić się na egzaminach, które zbliżały się nieubłaganie…
Wiek to tylko liczba – odpowiedziała, wzruszając ramionami. Saskia jeszcze wtedy nie wiedziała, jak bardzo te słowa będą dotyczyć i jej samej. No ale na razie niech żyje w błogiej nieświadomości, zwłaszcza, że kilka dni po wizycie u Willa, dostanie niezłą burę od Felixa. – W sumie to na zwierzęcych organach też pracowałam – przyznała. Z Marisą więc pewnie by się dogadała. Saskacz miała jednak przeczucie, że Willowi jednak na tej dziewczynie odrobinkę chociaż zależało i nie była tylko zwykłą małolatą, która z nim mieszkała. Jakby tak było, to by nie pytał się Lovell, jakie filmy dziewczyny lubią, co nie?
Wieczór minął im na jedzeniu niezdrowego żarcia, picia alkoholu i oglądaniu Sherlocka. Jak skończyli to było już nieco późno, więc Saskia przenocowała u Willa, by następnie z rana, po zjedzeniu jajecznicy na kaca, wrócić do domu.

THE END
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo





W Bostonie zapanowała wiosna, a mieszkańcy miasta mogą czerpać z uroków jakie daje wyższa temperatura i słoneczne dni. Dla naszych graczy już wkrótce przewidujemy nowe wydarzenia, jedno z pewnością odbędzie się w kwietniu. Będzie pogodnie i przyjemnie bowiem szykuje się dla Was festiwal wiosenny.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur.
Strona wygenerowana w 0,29 sekundy. Zapytań do SQL: 8