*

Witaj w Bostonie! Strona Główna




Poprzedni temat «» Następny temat
Stoliki
Autor Wiadomość
Heather Lancaster
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-30, 12:33   

Rok różnicy potrafi naprawdę wiele zmienić, jak w tym przypadku. Oczywiście, że Heather głównie powinna pamiętać o datach urodzin tych wszystkich osób. Jednakże o najbliższych pamiętała sama z siebie. Ostatnim razem wysłała nawet kwiaty matce nie tylko od siebie, ale również od Riley’a. Do dziś pamięta jak matka się cieszyła, że oboje o niej pamiętali. Cóż, czasem drobne kłamstewko było dobre dla ogółu. Tymczasem Heather głównie przykładała się do innych dat; jak na przykład otwarcie księgarni, w którym to Ackerman powinien uczestniczyć, spotkanie z producentem, z wydawnictwem, odnotowanie wywiadu ze sławnym dziennikarzem, urodziny Jima i reszty Paddingtonów, o których to pamiętała, bądź miała zapisane głównie ze względu na Leo niż na siebie. I wiele innych. Ale przecież na tym polegała jej praca, to wszystko leżało w zakresie jej obowiązków, więc nie mogła narzekać. I nie narzekała, bo szczerze uwielbiała swoją pracę. Podobnie zresztą jak Riley z wrodzoną łatwością odnalazła się w wielkim świecie, przez co rzadziej zaglądała do domu. Pamiętała jednak by dzwonić przynajmniej raz na dwa tygodnie ażeby nie wyjść na dziecko marnotrawne. Rozmowa nawet się kleiła, co kobieta przyjmowała z uśmiechem. Cóż, było miło przynajmniej do czasu, gdy jej matka albo ojciec nie wspomnieli o tym, że powinna sobie kogoś znaleźć lub o jej byłym narzeczonym, którego notabene niedawno widziała w mieście. Za każdym razem na poruszanie tematu jej życia miłosnego, Heather oznajmiała, że śpieszy się i musi wyjść. I tak się rozmowa kończyła w większości przypadkach.
Nie uraził ją tym znakiem uciszania. Sprawił jedynie, że wywróciła oczyma, zdając sobie sprawę, że niejednokrotnie zachowywała się całkiem podobnie. Pokręciła z politowaniem głową i odczekała tą chwilę, po czym uśmiechnęła się delikatnie, gdy wreszcie na nią spojrzał. – Dziękuję – powiedziała, gdy wręczył jej kwiaty i prezent. Kwiaty odłożyła na bok, ale do pudełka z prezentem od razu zajrzała. – O, to coś nowego – powiedziała wyjmując naszyjnik. Jeszcze gdyby nosiła naszyjniki… Ale skąd Riley mógłby o tym wiedzieć? – Bardzo dziękuję – powiedziała z uśmiechem. Spojrzała na niego trochę jak na idiotę, gdy składał jej życzenia, ale ostatecznie tylko westchnęła. – No tak, dzięki. Widzę, że znasz mnie jak nikt skoro wiesz o tym, że chce wychować całą drużynę piłkarską – stwierdziła z ironią, przewracając oczyma. – Niemniej, zaskoczyłeś mnie – wytknęła mu i nawet omiotła jego postać uważnym spojrzeniem. Nie, żeby miała na myśli jego schludny wygląd, raczej sam fakt, że pofatygował się, by zorganizować kolację i kupić jej prezent. Nawet jeśli to wszystko było spóźnione, jej to nie przeszkadzało. Nie w tym konkretnym wypadku.
 
   Podziel się na:  
Riley Lancaster
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-02, 01:16   

Uśmiechnął się szeroko, obserwując reakcję Heather. Sprawiała wrażenie dość zadowolonej zarówno z otrzymanego prezentu (bardzo spoko, w razie czego zawsze może sprzedać na eBayu albo oddać do lombardu), jak i z samej kolacji. Czy nie na tym znał się najlepiej? Riley potrafił wywierać świetne pierwsze wrażenie. Był czarujący i szarmancki, komplementował, odsuwał krzesła, żartował i sprawiał wrażenie niemal zainteresowanego rozmówcą... Doskonale wiedział, że jak cię widzą, tak cię piszą nie jest tylko pustym porzekadłem, dlatego bardzo zależało mu na tym, by faktycznie wypaść jak najlepiej. Po kilku latach pracy wśród polityków nabył także nieco pozazawodowego doświadczenia. Przykładał większą uwagę do tego, jak wygląda i jakie ubrania nosi, starannie dobierał słowa, chodził wyprostowany, miał czyste buty... Niestety przy bliższym poznaniu znacznie tracił. Był egoistką, hipochondrykiem, seksitą, marudził, uwielbiał krytykować ludzi i, niczym oświeceniowy satyryk, wytykać im wady, a w dodatku uważał sporą część świata za debili, rozmowa szybko go nudziła, a najgorsze było to, że... wcale się z tymi wszystkimi wadami nie krył. Potrafił świetnie się podlizywać i czarować, jeśli sytuacja tego wymagała i, przede wszystkim, jeśli widział w tym jakieś osobiste korzyści. Zależało mu na dobrych kontaktach zawodowych, szczególnie z politykami czy pracownikami sztabu, którzy zajmowali wyższe pozycje niż Riley, ale w życiu prywatnym... bywał trudny. Ciężko było z nim wytrzymać. Nie był rycerzem na białym koniu - zbyt dużo pracował, zbyt często ćpał, miał zbyt poprzewracany system wartości oraz zbyt wiele uwagi poświęcał Charlesowi. Najgorsze było to, że Lancaster ani myślał nad tym pracować! Po cichu uważał, że to reszta świata ma ze sobą problem, a nie on, dlatego bezwstydnie obnosił się z własnymi wadami, głośno wyrażając opinię i zachowując się tak koszmarnie, że reszta świata niemal chciała mu wybaczyć.
- To dobrze, podobno właśnie o to chodzi w urodzinach - zauważył. Sam, jak na control freaka przystało, niespodzianek nienawidził, ale kiedyś słyszał, że solenizanci lubią być zaskakiwani. On by się pewnie obraził. - Możemy już zamawiać? - zaproponował, równocześnie wskazując na leżące przed Heather menu. Wpatrywał się w nią przez chwilę z namysłem, usiłując przypomnieć sobie, gdzie ona ostatnio wyjeżdżała, aż w końcu... eureka! - Więc... jak było w Szwecji? Opowiadaj - zachęcił, rzucając ostatnie, tęskne spojrzenie w stronę telefonu.
 
   Podziel się na:  
Heather Lancaster
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-08, 00:47   

Heather była zadowolona raczej z samego zainteresowania Riley’ego rodziną, czyli nią, niż z samego prezentu czy kolacji. Nawet jeśli Riley robił to wszystko na pokaz to na pewno gdzieś tam głęboko na dnie serca robił to z miłości do siostry. Czy coś podobnego. W każdym razie Heather naprawdę doceniała, że znalazł dla niej chwilę. Sama postanowiła nawet nie odpowiadać na wezwania Ackermana w ciągu tej godziny czy dwóch. Cóż, jej szef z pewnością sobie poradzi przez jakiś czas a ona będzie mogła pobyć z bratem i dowiedzieć się jak się ma. Tym bardziej też nie krytykowała nigdy jego osoby. Sama nie była lepsza. Wiecznie zajęta pracą, dopiero od niedawna zaczęła odnajdywać czas dla przyjaciół czy kogokolwiek innego poza Ackermanem. Perfekcjonistka, która potrafiła każdemu wytknąć jego błąd prosto w twarz. Przekładała często pracę nad relacje, ale w gruncie rzeczy dało się odnaleźć w niej sporo zalet. Co prawda Heather również nie przepadała za niespodziankami, ale czasem udawanie było lepsze niż wytknięcie komuś, że zrobił coś, czego by nie chciała. W tym przypadku na pewno, więc tylko przyjęła prezent z uśmiechem.
- O, jasne – stwierdziła od razu na jego słowa. Sięgnęła po menu i zaczęła studiować listę potraw. W sumie od razu rzuciło jej się w oczy danie, na które miała ochotę, więc po chwili, gdy już wybrała lampkę wina, które chciałaby skosztować, zamknęła menu, oczekując, że prędko podejdzie do nich jakiś kelner, by mogli zamówić już jedzenie. – Świetnie. Byliśmy też w Norwegii – przypomniała mu tak tylko dla zasady. – To był wyjazd w sprawach biznesowych, więc głównie pracowaliśmy, ale udało nam się trochę pozwiedzać i muszę przyznać, że Skandynawia jest piękna. Wiesz powinieneś się tam wybrać kiedyś na urlop. O ile ty bierzesz kiedykolwiek urlopy! – rzuciła lekko Heather poprawiając swoje włosy. To akurat rozumiała! Bo o ile Leo sam nie wysłał jej na przymusowy urlop, o tyle mógł być pewien, że Heather sama nigdy się nie zdecyduje. Tym bardziej, że za bardzo kochała swoją pracę. A pewnie gdyby miała wolne… Cóż, nie wiedziałaby do czego ręce włożyć i to mogłoby być najgorsze uczucie jakiego doznała. – A jak… twoje sprawy? – zapytała dość subtelnie, nie chcąc wywołać niepotrzebnej kłótni, bo wiadomo, że Riley mógł różnie zareagować na jej dociekliwość.
 
   Podziel się na:  
Bostończyk


Bostończyk

Wysłany: 2017-11-11, 10:14   



 
   Podziel się na:  
Richard Ablett


Richard Ablett

kierownik hotelu

Pełen ojcowskich uczuć


43

Wysłany: 2017-12-23, 23:16   
   Multikonta: Brak
   Nazywaj mnie: Katri


Do dziś nie wiedział, jakim cudem dał się omotać młodej organizatorce ślubów i to tak bardzo, że aż wyszedł z propozycją wspólnej kolacji. Przyjemnie mu się z nią rozmawiało, starał się zapamiętać każde skierowane do niego słowo, zaś wszelkie polecenia odnośnie dekoracji sali skrupulatnie zapisywał w notesie. Nawet nie pamiętał dokładnie jak i kiedy zeszli do tematu jego pochodzenia, a potem rozwodzili się nad jego brytyjskimi korzeniami i akcentem. Z jak największą uprzejmością odpowiadał na pytania kobiety, sam zresztą zadawał własne dotyczące Bostonu i życia w tym mieście. Wyznał nawet, że wciąż czuje się trochę zagubiony w tak ogromnej metropolii. Kiedy więc zaczęły padać nazwy restauracji, nie wytrzymał presji i po prostu wyszedł z zaproszeniem.
Nad wyborem odpowiedniego lokalu głowił się dobre kilka godziny. Siedział nad laptopem, sprawdzał ranking bostońskich restauracji, wyszukiwał opinii o poszczególnych lokalach, sprawdzał ich położenie na mapie. Od natłoku informacji miał niemałą zagwozdkę. Wolał nie wybierać zbyt eleganckiej restauracji, choćby dlatego, że mogłoby okazać się to zbyt zobowiązujące, z drugiej strony nie mógł sobie pozwolić na zabranie pani Arnold byle gdzie. Nawet kwestia doboru ubioru stała się nagle bardzo kłopotliwa. Obiecał sobie jednak, że nie kupi kwiatów, choć i tak w połowie drogi, wystrojony w garnitur, wstąpił do kwiaciarni i zakupił białą różę, bo kompletnie nie wyobrażał sobie powitania z pustymi rękami przed randką.
Czekał przed wejściem do lokalu. Postanowili umówić się na miejscu, tak było zdecydowanie wygodniej i mniej zobowiązująco. Stolik zamówił na dwudziestą, chciał mieć pewność, że nie zostaną odesłani z kwitkiem. Richard wziął głęboki wdech, następnie uśmiechnął się pogodnie, gdy narzucał sobie same pozytywne myśli. Nawet jeśli ta randka nie okaże się zbyt udana, to przecież nie będzie to koniec świata. Kiedy więc ujrzał zbliżającą się Lydię, wyszedł ku niej postępując trzy duże kroki, następnie wyciągnął przed siebie białą różę.
Dobry wieczór – przywitał się uprzejmie, wręczając jej kwiat. Miał nadzieję, że nie wyszło mu to zbyt tandetnie. – Może lepiej już wejdźmy, jest dość chłodno – zaproponował szybko i ruszył ku drzwiom, aby je otworzyć przed damą. Z jednej strony do nieznanego kobiecie miejsca powinien wejść pierwszy w celu sprawdzenia czy w środku jest bezpiecznie, ale z drugiej kobiety jednak często przepuszczano w wejściu. Cóż, żaden z niego ekspert od savoir-vivre.
 
   Podziel się na:  
Lydia Arnold


Lydia Arnold

organizuje śluby i szuka męża idealnego

men in books are better


29

Wysłany: 2018-01-06, 15:34   
   Multikonta: Robert, Sawyer, Jane, Dylan
   Nazywaj mnie: Dagna


Lydia nie była zaskoczona takim obrotem sytuacji. Miała tendencję do flirtowania z napotkanymi mężczyznami, którzy mieli ładne buty i nie mieli obrączki na palcu (sprawdzane w tej kolejności). Nie przejmowała się różnicą wieku czy relacją zawodową. Jako niepoprawna romantyczka szukała miłości wszędzie, gdzie się dało, starała się losowi pomagać, no i zakochiwała się średnio trzy razy dziennie w mężczyznach widzianych w miejscach publicznych przez dziesięć sekund. Brzmi to jakby Richard nie był w żadnym stopniu wyjątkowy, ale nie ujmujmy mu, w końcu też musiał mieć w sobie to coś, by spodobać się Lydii. Codziennie mijała przecież na ulicy większą ilość mężczyzn niż tych trzech wybranków! Poza tym zapominała o większości swoich "miłości życia" już następnego dnia, a Richard zaprosił ją na kolację, co od razu zwiększało jego szanse na bycie na szczycie listy "Tych Jedynych". Mężczyzna nie musiał jednak odczuwać presji i oświadczać jej się na pierwszym spotkaniu - i tu przechodzimy do drugiej kwestii, to znaczy tego, że Lydia Arnold uwielbiała pierwsze randki. Uwielbiała pierwsze randki bardziej od mężczyzn, z którymi na nie chodziła. Uwielbiała ten dreszczyk emocji związany z poznawaniem nowej osoby, kiedy ciągle odczuwa się lekkie motylki w brzuchu i kiedy nie zna się jeszcze wszystkich wad i irytujących nawyków drugiej osoby. Uwielbiała obietnicę czegoś nowego, czegoś wielkiego i uwielbiała to, że wszystko mogło się wydarzyć. Choć większość osób nie znosiła pierwszych randek, uważając je za męczące i niezręczne, Arnold widziała w nich coś szczególnie magicznego. Na tyle, że rzadko kiedy udawało jej się dotrzeć do randki numer sześć, bo w międzyczasie iskierka nowości i ekscytacji rozmywała się i dopiero wtedy wchodziło się w fazę uważaną przez Lidkę nudną i męczącą. Choć zawsze poznawanie nowego mężczyzny kończyło się tak samo, nie odbierało to jej radości z pierwszych spotkań i nadziei na to, że tym razem wszystko będzie inaczej.
Uśmiechnęła się, z daleka widząc Richarda trzymającego w ręku różę. Nawet jeśli jemu wydawałoby się to tandetne, Lidka uwielbiała oklepane, ale szarmanckie, gesty.
- Dobry wieczór. Dziękuję. - uśmiechnęła się nie tylko na widok mężczyzny i kwiatu, ale też na sam głos jego akcentu. Mogłaby go słuchać, nawet gdyby Richard cały wieczór zanudzał. Ale nie zamierzał, prawda? - Mam nadzieję, że za długo nie czekałeś. - odparła raczej w ramach wstępnych uprzejmości, bo wiedziała, że się nie spóźniła. Spędziła trochę czasu przed lustrem, przymierzając kolejne sukienki i dobierając odpowiednią szminkę, ale miała już taką wprawę w przedrandkowych przygotowaniach, że nawet jeśli trwały pół dnia, to nie pozwalały jej na niegrzeczne spóźnienia. Była przecież randkowym ekspertem i wiedziała, ile czasu wcześniej musi zacząć się szykować! Weszła pierwsza do środka, gdzie zostawili płaszcze, a po podaniu nazwiska Abletta zostali poprowadzeni do zarezerwowanego stolika. - Nie pamiętam, żebyśmy ostatnio mówili o tej restauracji. - zauważyła z lekkim uśmiechem. Tak jakby pamiętała cokolwiek z ich ostatniej konwersacji przez ten akcent.
_________________
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo





Jeszcze nie tak dawno świętowaliśmy piąte urodziny forum oraz Nowy Rok. W ostatnim czasie na forum zostało wprowadzonych wiele zmian - powstał portal e-scandal oraz rozpoczęły się konkursy na postać miesiąca. Graficznie staramy się nie odbiegać od trendów, ale nie to jest najważniejsze, a to, że nigdzie się nie wybieramy, prowadzimy wiele rozgrywek i nie brakuje u nas ludzi chętnych do gry. Jeśli jeszcze zastanawiasz się czy do nas dołączyć - przestań i zarejestruj się. Dla każdego znajdzie się miejsce.
Na forum powstało subforum (kliknij tutaj) - Walentynki - w którym możecie prowadzić gry dotyczące tego wyjątkowego dnia. W tym temacie możecie przeczytać jakie propozycje na spędzenie dnia zakochanych oferuje Boston. Szczęśliwych Walentynek.!
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 7