Witaj w Bostonie! Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Kuchnia Babci
Autor Wiadomość
Petunia Franklin


Petunia Franklin

Babcia Petunia

Kocha wszystkich


61

Wysłany: 2018-04-15, 20:26   Kuchnia Babci
   Multikonta: C/T
   Nazywaj mnie: A


 
   Podziel się na:  
Petunia Franklin


Petunia Franklin

Babcia Petunia

Kocha wszystkich


61

Wysłany: 2018-04-15, 21:24   
   Multikonta: C/T
   Nazywaj mnie: A


//wiosenne ubranko Petunii, start

Chociaż dzisiejszego dnia było ciepło i aż się chciało wyjść z domu, wziąć jakieś kijki, pomaszerować wokół parku, aby zadbać o formę, by tym sąsiadkom z kamienicy obok gul stanął, bo one to ciągle w oknach siedzą, w ogóle wyjść z domu, zajrzeć do zoo, zobaczyć co się tam dzieję, to Petunia wolała dziś zostać w domu. Nasza siwowłosa piękność zrobiła sobie wolne. Mogła robić sobie wolne kiedy chciała, przecież to ona zarządzała całym tym zwierzyńcem, który każdy odwiedzał i jeśli coś poszło przecież źle, jakiś pingwin zwiał czy tygrys, mogła zwalić to na któregoś ze swoich pracowników, prawda? Może była stara i trochę wredna, ale każdy ją uwielbiał. Stwarzała tylko takie pozory, Franklin miała trochę za uszami, ale raczej nikt o niczym nie wiedział. Jeszcze nie handlowała niczym i nie miała układów z gangami, spokojnie.
Dzisiejszego dnia Petunia postanowiła, że upiecze szarlotkę. Może nie było jeszcze sezonu na jabłka, ale jej znajomy, który była właścicielem spożywczaka na przeciwko, miał dla niej bardzo dobre owoce, z których zrobi przepyszne ciasto. Odwiedziła go z samego rana i kupiła kilka jabłek, pogawędziła i wróciła do domu.
- Przyda się odrobina muzyki - powiedziała i włączyła radio, które stało na parapecie. Lubiła słuchać muzyki, kiedy coś gotowała lub piekła. Uważała, że dzięki muzyce to wszystko jej wychodzi i tak dobrze smakuje. Z Petunii była świetna kucharka, więc z muzyką czy bez i tak wszystko jej wychodziło świetne, upieczone, ugotowane i wysmażone. Podwinęła rękawy i wzięła się do roboty. Czasami zarzuciła biodrem w rytm muzyki lecz to nie było to samo co kilka lat temu. Kiedyś to ona wywijała na parkiecie. Nóżka do nóżki i każdy facet szalał na jej punkcie. Jej mogliby na łyżkach zagrać, a ona bujała by się jak szalona. Pamiętała jak na jeden zabawie nie mogła oderwać się od facetów. Leciało wtedy Night Fever, a ona tańczyła podczas tej piosenki z czterema czy pięcioma facetami. Ahhh co to był za odbijany. Teraz to nie te lata i zdrowie. Jeśli któreś z jej dzieci albo znajomych będzie robiło huczne weselicho to jasne, że potańczy, ale to jak się napije, prawda? Jak łyknie lampkę szampana lub cztery to zapomni o wszystkim, o swoim wieku i o tym, że ma stare kości. Jeszcze pokaże tym młodym jak się powinno bawić.
- I'm walking on sunshine - podśpiewywała, a raczej darła się razem z Katriną Leskanich, która można było teraz usłyszeć w radiu wraz ze swoim zespołem. Z ogromnym uśmiechem na twarzy włożyła ciasto do nagrzanego piekarnika i usiadła przy stole czekając aż ciasto się upiecze i będzie gotowe do zjedzenia.
 
   Podziel się na:  
Mingus Lovell


Mingus Lovell

za mną nie było już nic

spaliłem wszystkie mosty i nic mnie nie trzymało


24

Wysłany: 2018-04-17, 17:28   
   Multikonta: Lyelle paddington
   Nazywaj mnie: patka szmatka


/po wszystkim + elegancki ciuszek specjalnie dla Babci

Pomimo tego, że minęło już trochę czasu, odkąd Mingus wrócił do Bostonu, nie odwiedził jeszcze Petunii, za co właściwie sam siebie mentalnie karał, bo naprawdę lubił tę kobietę i jeszcze tych kilka lat temu, kiedy uczył się w liceum, bywał u niej całkiem często. Nie wiem, co się stało z dziadkami Lovellami, ale podejrzewam, że po prostu nie ma ich już na świecie (opieka nad taką ilością wnucząt na pewno mogła wykończyć człowieka), więc brakowało Mingusowi trochę takiego babciowania, ale okazuje się, że dobra babcia nie musi być wcale powiązana więzami krwi. Blondyn lubił wpadać do niej na ciastko, przynosić jej niezobowiązującego kwiatka na Walentynki, opowiadać o swoim życiu, no i słuchać jej historii, bo przecież miała ich zdecydowanie wiele więcej. Czasami, gdy miewał jakieś dylematy, także przychodził do niej po radę. Kiedy wyjechał, obiecał pisać, i oczywiście robił to, bo przecież pisanie to całe jego życie, ale jego listy stały się w końcu znacznie mniej osobiste. Nie opowiadał jej o tym, co działo się w jego życiu, były to zdawkowe informacje, a raczej skupiał się na życiu Paryża. Nie chciał jej przecież opowiadać o przykrych wydarzeniach, jakie go spotykały, o swoim toksycznym partnerze i swoich porażkach - widać zatem, że już wcześniej miał tego świadomość, a mimo to tkwił w takim układzie i nie potrafił się z niego wydostać, co wynikało zapewne z jego słabości, której się trochę przed nią wstydził. Nigdy by przecież Petunii nie zarzucił, ze w jakikolwiek sposób była słaba.
Jeszcze jakiś czas przed powrotem do niej nie pisał, jakąś pocztówkę z lakonicznymi pozdrowieniami wysłał wiele miesięcy temu, a potem zamilkł. Postanowił jednak ją odwiedzić. Im dłużej będzie zwlekał, tym mu potem będzie trudniej, a nie o to chodziło, by to było trudne spotkanie. Poza tym, była jedną z niewielu przyjaznych mu dusz, jakie jeszcze tu tkwiły. No, chyba że zmarła w czasie jego nieobecności, ale o to nawet nie próbował jej posądzać, byle co nie zabierze Petunii do grobu.
Wystroił się jak szczur na otwarcie kanału, zakupił jej jakiś mały, ładny bukiecik z tulipanów i wkrótce stał przed drzwiami jej mieszkania, czekając, aż mu otworzy. Już tam słyszał jej śpiew, trochę stłumiony, ale na sam dźwięk jej głosu na jego twarzy pojawił się uśmiech. Miał nadzieję, że nie zmieniła się za bardzo przez te lata, to znaczy, nie postarzała się, ale oczywiście nie powiedziałby tego głośno.
- Dzień dobry, pani Franklin - dygnął niepewnie, ale posłał jej swój nieśmiały uśmiech, kiedy już ujrzał ją w drzwiach. Co więcej mógł powiedzieć? Oto ja, syn marnotrawny? Nie w tych latach żyjemy, ale przecież kto jak kto - ona powinna zrozumieć, że spełnianie marzeń nie były niczym złym, nawet, jeśli człowiek nie wychodzi potem na tym dobrze. Zapewne Mingus żałował by znacznie bardziej, gdyby się do Paryża nigdy nie wybrał.
_________________

      Była to Noc Paryża; a ja tylko umierałem.


 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo





W Bostonie zapanowała wiosna, a mieszkańcy miasta mogą czerpać z uroków jakie daje wyższa temperatura i słoneczne dni. Dla naszych graczy już wkrótce przewidujemy nowe wydarzenia, jedno z pewnością odbędzie się w kwietniu. Będzie pogodnie i przyjemnie bowiem szykuje się dla Was festiwal wiosenny.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur.
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 7