Witaj w Bostonie! Strona Główna

Informacja systemowa
Z dniem 30 września 2018 roku serwisy wxv.pl/czo.pl/grupy-dyskusyjne.pl kończą swoją działalność świadczenia usług darmowego hostingu forów.
Więcej informacji: https://ees.pl/viewtopic.php?p=16936#16936


Poprzedni temat «» Następny temat
Kuchnia Babci
Autor Wiadomość
Petunia Franklin


Petunia Franklin

Babcia Petunia

Kocha wszystkich


61

Wysłany: 2018-04-15, 20:26   Kuchnia Babci
   Multikonta: Charlie
   Nazywaj mnie: ŚMIESZKĄ


 
   Podziel się na:  
Petunia Franklin


Petunia Franklin

Babcia Petunia

Kocha wszystkich


61

Wysłany: 2018-04-15, 21:24   
   Multikonta: Charlie
   Nazywaj mnie: ŚMIESZKĄ


//wiosenne ubranko Petunii, start

Chociaż dzisiejszego dnia było ciepło i aż się chciało wyjść z domu, wziąć jakieś kijki, pomaszerować wokół parku, aby zadbać o formę, by tym sąsiadkom z kamienicy obok gul stanął, bo one to ciągle w oknach siedzą, w ogóle wyjść z domu, zajrzeć do zoo, zobaczyć co się tam dzieję, to Petunia wolała dziś zostać w domu. Nasza siwowłosa piękność zrobiła sobie wolne. Mogła robić sobie wolne kiedy chciała, przecież to ona zarządzała całym tym zwierzyńcem, który każdy odwiedzał i jeśli coś poszło przecież źle, jakiś pingwin zwiał czy tygrys, mogła zwalić to na któregoś ze swoich pracowników, prawda? Może była stara i trochę wredna, ale każdy ją uwielbiał. Stwarzała tylko takie pozory, Franklin miała trochę za uszami, ale raczej nikt o niczym nie wiedział. Jeszcze nie handlowała niczym i nie miała układów z gangami, spokojnie.
Dzisiejszego dnia Petunia postanowiła, że upiecze szarlotkę. Może nie było jeszcze sezonu na jabłka, ale jej znajomy, który była właścicielem spożywczaka na przeciwko, miał dla niej bardzo dobre owoce, z których zrobi przepyszne ciasto. Odwiedziła go z samego rana i kupiła kilka jabłek, pogawędziła i wróciła do domu.
- Przyda się odrobina muzyki - powiedziała i włączyła radio, które stało na parapecie. Lubiła słuchać muzyki, kiedy coś gotowała lub piekła. Uważała, że dzięki muzyce to wszystko jej wychodzi i tak dobrze smakuje. Z Petunii była świetna kucharka, więc z muzyką czy bez i tak wszystko jej wychodziło świetne, upieczone, ugotowane i wysmażone. Podwinęła rękawy i wzięła się do roboty. Czasami zarzuciła biodrem w rytm muzyki lecz to nie było to samo co kilka lat temu. Kiedyś to ona wywijała na parkiecie. Nóżka do nóżki i każdy facet szalał na jej punkcie. Jej mogliby na łyżkach zagrać, a ona bujała by się jak szalona. Pamiętała jak na jeden zabawie nie mogła oderwać się od facetów. Leciało wtedy Night Fever, a ona tańczyła podczas tej piosenki z czterema czy pięcioma facetami. Ahhh co to był za odbijany. Teraz to nie te lata i zdrowie. Jeśli któreś z jej dzieci albo znajomych będzie robiło huczne weselicho to jasne, że potańczy, ale to jak się napije, prawda? Jak łyknie lampkę szampana lub cztery to zapomni o wszystkim, o swoim wieku i o tym, że ma stare kości. Jeszcze pokaże tym młodym jak się powinno bawić.
- I'm walking on sunshine - podśpiewywała, a raczej darła się razem z Katriną Leskanich, która można było teraz usłyszeć w radiu wraz ze swoim zespołem. Z ogromnym uśmiechem na twarzy włożyła ciasto do nagrzanego piekarnika i usiadła przy stole czekając aż ciasto się upiecze i będzie gotowe do zjedzenia.
 
   Podziel się na:  
Mingus Lovell


Mingus Lovell

za mną nie było już nic

spaliłem wszystkie mosty i nic mnie nie trzymało


24

Wysłany: 2018-04-17, 17:28   
   Multikonta: Lyelle paddington
   Nazywaj mnie: patka szmatka


/po wszystkim + elegancki ciuszek specjalnie dla Babci

Pomimo tego, że minęło już trochę czasu, odkąd Mingus wrócił do Bostonu, nie odwiedził jeszcze Petunii, za co właściwie sam siebie mentalnie karał, bo naprawdę lubił tę kobietę i jeszcze tych kilka lat temu, kiedy uczył się w liceum, bywał u niej całkiem często. Nie wiem, co się stało z dziadkami Lovellami, ale podejrzewam, że po prostu nie ma ich już na świecie (opieka nad taką ilością wnucząt na pewno mogła wykończyć człowieka), więc brakowało Mingusowi trochę takiego babciowania, ale okazuje się, że dobra babcia nie musi być wcale powiązana więzami krwi. Blondyn lubił wpadać do niej na ciastko, przynosić jej niezobowiązującego kwiatka na Walentynki, opowiadać o swoim życiu, no i słuchać jej historii, bo przecież miała ich zdecydowanie wiele więcej. Czasami, gdy miewał jakieś dylematy, także przychodził do niej po radę. Kiedy wyjechał, obiecał pisać, i oczywiście robił to, bo przecież pisanie to całe jego życie, ale jego listy stały się w końcu znacznie mniej osobiste. Nie opowiadał jej o tym, co działo się w jego życiu, były to zdawkowe informacje, a raczej skupiał się na życiu Paryża. Nie chciał jej przecież opowiadać o przykrych wydarzeniach, jakie go spotykały, o swoim toksycznym partnerze i swoich porażkach - widać zatem, że już wcześniej miał tego świadomość, a mimo to tkwił w takim układzie i nie potrafił się z niego wydostać, co wynikało zapewne z jego słabości, której się trochę przed nią wstydził. Nigdy by przecież Petunii nie zarzucił, ze w jakikolwiek sposób była słaba.
Jeszcze jakiś czas przed powrotem do niej nie pisał, jakąś pocztówkę z lakonicznymi pozdrowieniami wysłał wiele miesięcy temu, a potem zamilkł. Postanowił jednak ją odwiedzić. Im dłużej będzie zwlekał, tym mu potem będzie trudniej, a nie o to chodziło, by to było trudne spotkanie. Poza tym, była jedną z niewielu przyjaznych mu dusz, jakie jeszcze tu tkwiły. No, chyba że zmarła w czasie jego nieobecności, ale o to nawet nie próbował jej posądzać, byle co nie zabierze Petunii do grobu.
Wystroił się jak szczur na otwarcie kanału, zakupił jej jakiś mały, ładny bukiecik z tulipanów i wkrótce stał przed drzwiami jej mieszkania, czekając, aż mu otworzy. Już tam słyszał jej śpiew, trochę stłumiony, ale na sam dźwięk jej głosu na jego twarzy pojawił się uśmiech. Miał nadzieję, że nie zmieniła się za bardzo przez te lata, to znaczy, nie postarzała się, ale oczywiście nie powiedziałby tego głośno.
- Dzień dobry, pani Franklin - dygnął niepewnie, ale posłał jej swój nieśmiały uśmiech, kiedy już ujrzał ją w drzwiach. Co więcej mógł powiedzieć? Oto ja, syn marnotrawny? Nie w tych latach żyjemy, ale przecież kto jak kto - ona powinna zrozumieć, że spełnianie marzeń nie były niczym złym, nawet, jeśli człowiek nie wychodzi potem na tym dobrze. Zapewne Mingus żałował by znacznie bardziej, gdyby się do Paryża nigdy nie wybrał.
_________________

      Była to Noc Paryża; a ja tylko umierałem.


 
   Podziel się na:  
Petunia Franklin


Petunia Franklin

Babcia Petunia

Kocha wszystkich


61

Wysłany: 2018-05-07, 23:12   
   Multikonta: Charlie
   Nazywaj mnie: ŚMIESZKĄ


Franklin uwielbiała niespodzianki, bo kto ich nie lubił? Małe albo duże, to też zależało od okazji. Oczywiście jak każdy mówiła, że ,,nie trzeba było'', ,,a po co to’’, ale i tak brała co jej dawali. Taka była i koniec. Dzisiejszego dnia, nie spodziewała się takiej niespodzianki jaką otrzymała od losu. Wizyty jej małego aniołka, herubinka, słodkiego dzieciaczka, którego nie widziała tak długo, że zaczynała się o niego martwić. Zaczęła nawet rozważać małą podróż do Paryża, ponieważ stwierdziła, że skoro nie otrzymuje od niego listów to musiało sie jemu coś stać, a tu proszę, chłopak jak żywy, stoi w jej drzwiach.
- O na wszystkie żyrafy w moim zoo! - krzyknęła radośnie i klasnęła w dłonie, kiedy ujrzała młodego Lovella w progu swojego mieszkania - Skąd ty sie tutaj znalazłeś - z wielkim uśmiechem zaczęła go gestami ręki zapraszać do domu, aby w końcu wszedł. Skierowała się szybko do kuchni i starła pośpiesznie blat stołu, ponieważ trochę ubrudziła go mąką, a kiedy Mingus znalazł się już obok niej zaczęła go całować, raz w jeden policzek, raz w drugi. Była taka szczęśliwa, że ją odwiedził i dlatego, że nic mu się nie stało, że jej aniołek jednak w tym Paryżu nie zginął. Może blondyn nie był jej dzieckiem, ale trochę go tak traktowała. Troszczyła się o niego i karmiła jak by był jej. Czasem nawet mu gadała jak mamusia i starała wbić do głowy co jest złe, a co dobre. - Siadaj, siadaj - wskazała krzesło, na którym ma spocząć, a sama usiadła naprzeciwko niego. - To czego się napijesz? - zerwała się na równe nogi i podbiegła do kuchenki by nastawić wodę na jakąś herbatę czy kawę- Co u ciebie, odpowiadaj - powiedziała uradowana. Była ciekawa dlaczego tak długo się nie odzywał, co się u niego działo. Była uradowana. Chłopak poprawił jej humor, a nawet sprawił, że cały dzień i kolejne kilka stanął się lepsze. Takie odwiedziny, nie spodziewałam się.
- Piekę szarlotkę. Koniecznie musisz spróbować - dodała.
 
   Podziel się na:  
Mingus Lovell


Mingus Lovell

za mną nie było już nic

spaliłem wszystkie mosty i nic mnie nie trzymało


24

Wysłany: 2018-06-05, 00:24   
   Multikonta: Lyelle paddington
   Nazywaj mnie: patka szmatka


przepraszam za zwłokę, ale wracam do żywych! :lofek:

Poniekąd tak było. Mingusowi stało się, i to wiele, nie najmilszych zresztą rzeczy. Może gdyby Petunia zdecydowała się na wycieczkę do Paryża trochę wcześniej, nawróciłaby go na dobrą drogę, tym samym ochraniając go przed pewnymi nieprzyjemnymi konsekwencjami trybu życia, jaki prowadził i wyborów, jakich dokonał wcześniej. Tak się jednak nie stało. Musiał poczuć, musiał nauczyć się czegoś na własnych błędach. Oby faktycznie wyciągnął z tego jakieś wnioski, nie powtarzał takiego postępowania, to byłoby bardzo przykre, bo zrobiłby sobie krzywdę ponownie, tym razem z pełną świadomością. Ale może akurat wyjdzie mu to wszystko na dobre? Nie teraz, ale może kiedyś.
Mingus spuścił nieśmiało głowę, ale nie mógł powstrzymać uśmiechu wpełzającego na usta, kiedy usłyszał radość Petunii. Wzruszył ramionami, niepewnie na nią zerkając.
- Wróciłem do domu - odparł na jej pytanie, ale jej już nie było, nie zostało mu więc nic innego, jak wejść do środka, zamknąć za sobą drzwi i podreptać za nią do kuchni. Dał się wyściskać i ucałować, wręczył jej też kwiaty, które przyniósł, a potem wedle polecenia usiadł na kuchennym krześle. - Herbata będzie w sam raz. A na szarlotkę na pewno zaczekam, nie ma innej możliwości - uśmiechnął się ponownie, tym razem trochę pewniej. Widział, że nie jest zła, nie ma do niego pretensji, a tego chyba bał się najbardziej. - Po prostu wróciłem. Już jakiś czas temu, ale musiałem odnaleźć się w domu, u rodziców. Mam nową pracę, tu na miejscu. Nie jest wysokich lotów, wciąż szukam czegoś lepszego, ale nie mogę znów bez przerwy siedzieć im na głowie. A co tu słychać? Co się zmieniło? - celowo omijał temat Paryża i tego, czemu właściwie wrócił, skoro tak bardzo mu się kiedyś marzyło tam mieszkać. Nie było to teraz najważniejsze. On też chciał wiedzieć, co słychać u niej. Ich komunikacja, a potem jej brak, działały w obie strony.
_________________

      Była to Noc Paryża; a ja tylko umierałem.


 
   Podziel się na:  
Petunia Franklin


Petunia Franklin

Babcia Petunia

Kocha wszystkich


61

Wysłany: 2018-06-19, 12:44   
   Multikonta: Charlie
   Nazywaj mnie: ŚMIESZKĄ


//Zamuliłam trochę, wybacz :lofek:

- Już tak na stałe? - na jej twarzy pojawił się wielki uśmiech - Czyli będziemy się częściej widywać - dodała uradowana. Chyba jeszcze nie mogła uwierzyć w to, że chłopak wrócił i siedzi w jej mieszkaniu. Często o nim myślała, to fakt, była ciekawa co u niego. Miała nadzieję, że teraz jej wszystko opowie i posiedzi z nią trochę, bo wiadomo, czy wychodząc od niej znów nie zniknie.
Wzięła od niego kwiaty dając mu kolejnego buziaka w policzek i wsadziła je do wazonu, który postawiła w jakimś widocznym miejscu w kuchni, potem zrobiła sobie i Mingusowi herbaty w kolorowych kubkach, postawiła je na stoliku i zajęła swoje miejsce, by porozmawiać z chłopakiem dopóki ciasto jeszcze siedziało w piekarniku.
- To cudownie - klasnęła w dłonie. Czyli jednak chłopak nie zwieje z Bostonu tak prędko i jeszcze się spotkają, chociaż wiadomo co siedziało w jego głowie. - Co za praca? - Petunia zawsze była ciekawa, ale w tym wieku to musiała wiedzieć wszystko. Starsze panie tak miały. Ona potrafiła zaczepić kobietę w sklepie i po kilku minutach dowiedzieć się o niej wszystkiego.
- U mnie tak jak było tak i jest - powiedziała. -Chyba już nie ten wiek na zmiany - podobało jej się tak jak było do tej pory, czyli zoo, mieszkanie, jej siwe włosy. Była charyzmatyczna i energiczna więc faceta pewnie by sobie znalazła, ale jakoś nie czuła potrzeby. Miała w swoim życiu dwóch mężczyzn, z których jeden okazał się strasznym draniem, a drugiego darzyła tak wielkim uczuciem, że chyba nie kochała by tak już kolejnego mężczyzny. Dzieci ma przy sobie i najbliższych też.
- Czemu się nie odzywałeś przez tak długi czas? - dalej zaczęła wałkować ten temat. Przyglądając się cały czas blondynowi, upiła łyk herbaty.
 
   Podziel się na:  
Mingus Lovell


Mingus Lovell

za mną nie było już nic

spaliłem wszystkie mosty i nic mnie nie trzymało


24

Wysłany: 2018-07-09, 15:04   
   Multikonta: Lyelle paddington
   Nazywaj mnie: patka szmatka


- Tak, chyba tak - odwzajemnił jej uśmiech, choć ten jego na pewno nie był tak szeroki i radosny, jak jej. Był typowym smutnym chłopcem, jak więc wyglądałby, gdyby uśmiechał się równie szeroko, jak ona? Nieważne, w jak doborowym towarzystwie się znajdował, to po prostu nie leżało w jego naturze. Był zbyt wrażliwy, a i przy okazji zbyt skrzywdzony, bo wszystko to, co wydarzyło się nie tak dawno w Paryżu, wciąż ciążyło mu na sercu i przy każdym, najmniejszym choćby wspomnieniu, rozrywało je kawałek po kawałku. O tym wcale nie chciał jej mówić. Nie chciał tym nikogo martwić, i tak przecież nie mogli mu pomóc.
Usiadł przy stole i przysunął do siebie kubek z parującą herbatą. Otoczył go dłońmi, uważając, by się nie poparzyć.
- Poprawiam teksty w Vox Populi. Na razie te mniej ważne, ale może kiedyś mnie awansują. Dopiero zacząłem, nie spodziewam się cudów - potrząsnął głową, wprawiając swoje jasne loki w ruch. - Niektórzy mówią, że zawsze jest pora na zmiany. Ale też ich nie lubię. Są trudne - zwłaszcza, kiedy przychodziły znienacka, kiedy człowiek nie był na nie przygotowany i nie do końca to wszystko było tak, jakby on chciał. Ale z drugiej strony, jak często wszystko szło po czyjejś myśli? Przecież to niemal niewykonalne. - Dużo się działo, nim wyjechałem z Paryża. To nic istotnego, ale miałem sporo na głowie - kłamstwo numer jeden wyszło z butów. To wszystko było bardzo istotne, przynajmniej dla niego, poniekąd zniszczyło go, a on wciąż nie potrafił na nowo złożyć się w całość. Naprawdę nie chciał jej o tym opowiadać. A jednak gdzieś w głębi serduszka czuł, że to właśnie Petunia mogła być ku temu najbardziej odpowiednią osobą. O ile oczywiście nie puści ploty dalej, bo tego on by chyba nie przeżył, i to już tak całkiem dosłownie. Nie można zadzierać z mingusowymi uczuciami, bo był niezwykle podatny na ich wszelkie wpływy.
_________________

      Była to Noc Paryża; a ja tylko umierałem.


 
   Podziel się na:  
Petunia Franklin


Petunia Franklin

Babcia Petunia

Kocha wszystkich


61

Wysłany: 2018-07-17, 21:50   
   Multikonta: Charlie
   Nazywaj mnie: ŚMIESZKĄ


- Nie masz pojęcia jak się cieszę - bardzo się ucieszyła, kiedy usłyszała, że Mingus zostanie. Oznaczało to, że nie będzie musiała czekać na jego listy i się martwić o chłopaka. Zauważyła jednak, że coś jest nie tak i, że to nie był ten chłopak, którego znała przed wyjazdem do Paryża. Niby to miasto miłości, a Lovell wcale nie wyglądał na takiego jakby właśnie wrócił z tego miasta zakochanych. Brak w nim życia i nie było widać tej miłości.
- Jak na początek to bardzo dobre zajęcie - fantastycznie, że jej mały blondynek zaaklimatyzował się w mieście i znalazł pracę. Gdyby potrzebował pomocy to Petunia za pewne by pozwoliła, a nawet kazała mu u siebie nocować oraz prace w Zoo by mu załatwiła.
- Może inni mają rację - wzdychnęła lekko i chwyciła w dłoń kubek z ciepła herbatą - Ale ja już w swoim życiu przeżyłam tyle zmian, że mam ich po dziurki w nosie - uniosła lekko głowę i spojrzała na Mingusa. Strata ukochanej siostry i dwóch mężów to coś strasznego. Petunii ciężko było się pogodzić z takimi zmianami z utratą najbliższych. Dlatego na starość nie chciała żadnych zmian, chociaż wiedziała, że jednak jakieś jeszcze nastąpią. Nie mogłaby sobie darować, gdyby zabrakło, któregoś z jej dzieci, czy nawet tych, których uznaje za swoje pociechy, a tak naprawdę nimi nie są.
Nagle usłyszała piszczący dźwięk, który informował ją o tym, że szarlotka jest już gotowa i można ją wyciągać z piekarnika. - Ukroję ci kawałeczek - nie musiała tego raczej mówić, bo i tak by mu ukroiła, i nie kawałeczek, ale kawał ciasta. Tak też i zrobiła. Ukroiła kawał szarlotki jeszcze ciepłej, nawaliła bitej śmietany, bo czego to się nie robi dla takich słodziaków.
- To co takiego sie działo, że nie raczyłeś do mnie napisać - postawiła talerzyk ciasta przed chłopakiem, usiadła z powrotem na swoje miejsce i czekała na wyjaśnienia.
_________________



Petunia Franklin
I've been drinking, I've been drinking
I get filthy when that liquor get into me
 
   Podziel się na:  
Mingus Lovell


Mingus Lovell

za mną nie było już nic

spaliłem wszystkie mosty i nic mnie nie trzymało


24

Wysłany: 2018-08-01, 23:25   
   Multikonta: Lyelle paddington
   Nazywaj mnie: patka szmatka


Jego miłość została w Paryżu, stłamszona i zniszczona, pozbawiona wszelkich nadziei - zwłaszcza teraz, kiedy on sam był w Bostonie, na nowo się przystosowując, co niestety nie chciało mu przyjść z łatwością. Rodzina go przyjęła, pracę znalazł, ale brakowało mu przyjaciół, no i ta jedna jedyna osoba też nie byłą przy nim. Właściwie, już dla siebie nie istnieli. To nie mogło go przecież napawać radością. To zabijało go od środka. Mimo wszystko, uśmiechnął się do Petunii. Oczywiście, że to było dobre zajęcie. I choć darzył szacunkiem i sympatią Zoo Franklinów, to jednak był zbytnim chucherkiem do pracy fizycznej, bardziej satysfakcjonowała go praca z tekstem. Co nie zmieniało faktu, że jak najbardziej doceniłby taką możliwość.
- Zawsze pojawią się jakieś zmiany. Przecież nawet w zoo tak dużo się dzieje. Mama mi opowiadała, że ostatnio tam same rewolucje. Wszystkie w dobrą stronę - uśmiechnął się nieznacznie. Jeszcze nie odwiedzał zoo po powrocie, ale na pewno to nadrobi w niedalekiej przyszłości. - To nie muszą być duże zmiany. Po prostu wszystko idzie do przodu - wzruszył ramionami. Tylko on stał w miejscu, takie miał wrażenie. Nie potrafił się uwolnić od paryskich koszmarów.
Nie mógł się ponownie nie uśmiechnąć na samą myśl o szarlotce. Zdaje się, że nawet mama Lovell nie miała pretensji, kiedy ten zachwalał ciasta Petunii. Nie mógł też odmówić, nawet do głowy by mu to nie przyszło. Dobrze wiedział, że to nie byłaby żadna grzeczność, a wręcz odwrotnie. Dokarmiała go przecież od lat. Jeszcze jako nastolatek wpadał do niej na obiady, kto wie, może znał się z którymś z jej dzieci?
- Dziękuję - przysunął talerz z szarlotką bliżej siebie, ale postanowił chwilę odczekać, by ostygła. Jedynie bitą śmietanę zaczął zgarniać łyżeczką, bo przecież zaraz się roztopi, a szkoda by było. Mina mu jednak trochę zrzedła. - To nie tak... Chciałem napisać, tylko trochę rzeczy... To znaczy, to naprawdę nie było nic istotnego. Pracowałem dużo i... I pisałem, dla siebie - zmarszczył brwi. Zaplątał się w tym, co mówił, ale nie wiedział, jak wybrnąć. Wbił wzrok w ciasto i niemal odruchowo odkroił kawałek, by zaraz wziąć go do ust. Jeszcze szybciej wypluł go z powrotem, z hałasem odsuwając krzesło, by zaraz doskoczyć do zlewu i odkręcić zimną wodę. Zaczął moczyć w strumieniu język, który tak paskudnie sobie przed chwilą oparzył. Każdy sposób na samookaleczenie jest przecież dobry.
_________________

      Była to Noc Paryża; a ja tylko umierałem.


 
   Podziel się na:  
Petunia Franklin


Petunia Franklin

Babcia Petunia

Kocha wszystkich


61

Wysłany: 2018-08-15, 17:47   
   Multikonta: Charlie
   Nazywaj mnie: ŚMIESZKĄ


Kiedy Petunia była młoda (teraz też jej młoda xd), może było powiedzieć, że przeżyła to samo co Mingus. Straciła dwie swoje miłości, które były dla niej całym światem. Odeszły tak niespodziewanie i bez uprzedzenia, zostawiając ją samą sobie. Siostra, którą kochała bardzo mocno. Do dziś pamięta jak czytała jej ulubione książki i zabierała na lody. Pan Daniels, któremu oddała całą siebie. Zdjęcia z ich ślubu ma schowane gdzieś w domu. Gdyby Mingus się otworzył przed nią choć trochę, może mogłaby mu pomóc, choć trochę. Przecież Franklin nie gryzie.
- W sumie masz trochę racji - spojrzała na chłopaka - A Zoo faktycznie się zmienia. Dopóki mogę to coś tam robię. Niech ludzie wiedzą, że to jeszcze za życia Petunii odnowiono bramy, klatki i tyle zwierząt sprowadzono! - była z siebie dumna i z tego, że ma tyle energii do działania i cierpliwości do tego całego biznesu. Była również wdzięczna pracownikom za tak wspaniałą pomoc, a rodzinie i znajomym za wsparcie. Wyszła taka krótka mowa Oscarowa.
O odmowie ciasta czy innych pyszności, które przygotowywała babcia Franklin nie było mowy. Kiedy już coś dawała czy częstowała czymś, trzeba było brać i tyle, nie wdawać się z nią w żadne dyskusję, bo i tak by się z nią nie wygrało, a wcisnęłaby ci jeszcze dodatkową porcje. Słuchała uważnie młodzieńca, była ciekawa tego, co miał jej powiedzieć i dlaczego nie pisał. Przyglądała mu się uważnie jak wcina ciasto, a następnie je wypluwa. Z początku, pierwsza myśl, że było niedobre i nie smakowało Mingusowi, jednak nie, ciasto było dobre, ale gorące.
- Ostrożnie - dodała tylko, kiedy chłopak doleciał do zlewu i moczył sparzony język w zimnej wodzie - Oh Mingus, ty moje biedactwo, uważaj trochę - jeśli woda nie pomoże miała chyba w lodówce jakiś jogurt naturalny lub wyciągnie lód, bo raczej plasterek nie pomoże. Kiedyś była przecież pielęgniarką, pomoże mu.
_________________



Petunia Franklin
I've been drinking, I've been drinking
I get filthy when that liquor get into me
 
   Podziel się na:  
Mingus Lovell


Mingus Lovell

za mną nie było już nic

spaliłem wszystkie mosty i nic mnie nie trzymało


24

Wysłany: 2018-09-06, 17:03   
   Multikonta: Lyelle paddington
   Nazywaj mnie: patka szmatka


Tyle tylko, że siostra Petunii, pan Daniels i przeszła miłość Mingusa to trzy całkiem różne historie. Petunia dwa była pewnie super osobą, po której płakanie było zupełnie naturalne, pan Daniels okazał się szują i zostawił Petunię na lodzie, a z kolei paryski kochanek Lovella, choć względnie wierny, to był cholernie toksyczny i tak naprawdę blondynowi cała ta sytuacja tylko na dobre wyszła. Stracił tylko słuch, no i tę pierwszą, romantyczną miłość, ale mógł stracić życie, i to w paskudnych okolicznościach. Kiedyś na pewno się przed Petunią otworzy. Było to jednak jednoznaczne z wyjściem z szafy, a jak się ostatnio okazało, Mingus miał to jeszcze przed sobą, jeśli o rodzinę chodzi, i jego starsza siostra lesbijka ratująca orki z czarnoskórą hipiską, która była jej dziewczyną wcale go nie natchnęła.
Mingus na pewno będzie wiedział, ze to wszystko stało się za życia Petunii, posłał więc jej słaby uśmiech, ale cóż, przynajmniej szczery. Po prostu od jakiegoś czasu uśmiechanie się przychodziło mu z trudem. Zoo było jednak taką rzeczą, dla której warto było się uśmiechnąć. Niektórzy mieli trochę inne podejście, twierdząc, że zwierzę w niewoli to najgorsza rzecz na świecie, ale Mingus nie zaliczał się do tych ludzi, choć też nie twierdził, ze nie mają racji.
Płukał usta zimną wodą przez kilka dłuższych chwil, ale w końcu nic to już nie pomagało, więc przestał. Zakręcił kran i zerknął przepraszająco na Petunię, ale zaraz parsknął śmiechem, ze swojego gapiostwa.
- Mi to się zawsze trafi - rzucił, wracając do stołu i odgarniając z twarzy jasne loki. - Poczekam, aż trochę przestygnie - wskazał jeszcze na talerzyk, gdzie leżał jego dziabnięty kawałek i wypluty kęs. Wierzył, ze wszystko jest pyszne, nie mogło być inaczej, ale kiedy było gorące, to nawet nie mógł poczuć tego smaku.
_________________

      Była to Noc Paryża; a ja tylko umierałem.


 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo



Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci

  
ROZUMIEM


Wakacje dotarły do Bostonu.... i do Concord! No właśnie, prócz zmiany grafiki możecie teraz dokonać wyboru, czy żyć w wielkim mieście czy może przenieść się do nieco mniejszego miasteczka z przewagą zieleni i większą zażyłością wśród lokalnej społeczności. Wybór należy od Ciebie! Więcej informacjo o nowościach znajdziecie w ogłoszeniach. Już dziś ruszamy z konkursami na postać miesiąca oraz wakacyjny profil. Zachęcamy do wspólnej zabawy! Jeśli jeszcze zastanawiasz się czy do nas dołączyć - przestań i zarejestruj się. Dla każdego znajdzie się miejsce.
Tytuł postaci miesiąca wśród kobiet otrzymuje Saskia - dwudziestosiedmioletnia studentka medycyny. Gratulujemy! Jeśli jeszcze nie znasz Saskie możesz to zmienić tutaj.
Tytuł postaci miesiąca wśród mężczyzn otrzymuje Willie - trzydziestopięcioletni weterynarz. Gratulujemy! Jeśli jeszcze nie znasz Williego możesz to zmienić tutaj.
Strona wygenerowana w 0,19 sekundy. Zapytań do SQL: 7