Witaj w Bostonie! Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Przystanek autobusowy
Autor Wiadomość
Kathleen Harper
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-15, 17:05   

Przeczytałam tego posta jak wysłałaś i ty byłaś pierwszą osobą, która uświadomiła mi, ze jest piątek 13. :lol:
– Poważnie? Tak się składa, że ja też – zaśmiała się nieznacznie, ale w kwestii bycia genialnym to nawet niespecjalnie kłamała, a że tego dnia najwyraźniej humor się jej poprawił to się nie hamowała z takimi stwierdzeniami. Nieskończona lista pozytywów, a co z negatywami? – Fakt, czasami czułam się podglądana więc chyba i mnie to nie ominęło, ale na szczęście… od czego są żaluzje – uśmiechnęła się delikatnie. Tyler mógł mieć gorzej, bo widząc bekon kto wie czy nie porwaliby się na wtargnięcie do jego posiadłości. – Wiesz, że takie pospieszne podjadanie bekonu może być niezdrowe? – zapytała tak po prostu, wiadomo. Ona wcale nie martwiła się, nie.
Czerń z zasady pasuje do mężczyzn – przyznała i dopiero po chwili dodała. – Do Twoich rysów twarzy, koloru oczu i włosów tym bardziej – bo taka była prawda, a Kathleen nie kłamała i otrawcie rzucała swoje spostrzeżenia. Słysząc jednak uwagę odnośnie jej wyraźnie się zmieszała i nie chodziło o ta czerń… próbowała przypomnieć sobie o co chodzi z jej błękitem. Do dziś pamięta jak zgubiła swój ulubiony BŁĘKITNY stanik. Spiorunowała Evansa spojrzeniem, w którym zarazem pojawiła się mała część podziwu, bo miał dobra pamięć, ALBO wciąż miał jej stanik jako trofeum. – Naprawdę? Interesujące – starała się zachować pełną profeskę, ale lekkie rumieńce niczym nieogarniętej życiowo studentce wypłynęły na twarz. Pewnych emocji nie da się ukryć.
– Spragniony widowiska? – nie do wiary! Na jego nieszczęście nie zobaczy Kathleen karcących nawiedzonych ekologów. Mało kiedy porywała się na tego typu widowiska, a furia jest jej nieznana.
– Wiesz, to się tak z dnia na dzień nie zasłuży – zaśmiała się lekko. – I nie wiem czy dwa dobre uczynki wystarczą, ale jeśli się postarasz to na pewno ktoś by ci rozlewał Burbon. Gdyby nie to, że jestem starsza i pewnie prędzej zniknę z powierzchni ziemi to ja wpadłabym napić się z Tobą Burbona – głównie dlatego, że uratował jej życie.
Już się zepsuł. Będzie mnie to dręczyć, nie będę mogła skupić się na zajęciach, wpadnę rozkojarzona pod samochód w drodze powrotnej do domu… i co?! – nie nabrała się na ten seksowny uśmieszek, tylko spojrzała na niego jego jeszcze raz groźnie. – Tyler…? – wciąż czekała.
– Nie wiem co sugerujesz poprzez stare dobre czasy – w końcu kiedyś to co najwyżej studiowała.
 
   Podziel się na:  
Tyler Evans
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-30, 20:22   

A dzisiaj jest poniedziałek 30-ego :D Aaaaandrzejki! Będziemy lać wosk, wróżyć z fusów, poznamy imię twojego męża i przyszłego kochanka. Tyle magii w tym dniuuu!
- Dlatego tak bardzo się... Lubimy - w tym momencie miał zupełnie inne słowa w swojej głowie, ale uznał, że użycie tych bezpieczniejszych będzie... No, po prostu bezpieczniejsze. Negatywy... Hm... Kobieciarz i pijak. Żartuje. Nie ma negatywów. Same zalety! - Tak... Żaluzje - mruknął zamyślony, bo niestety też cierpiał z powodu żaluzji panny Harper jak i samych ekologów. Była to plaga, która zrujnowała mu jego hazardowy poranek, kiedy obstawiał, czy zobaczy nagą Harper - Kochanie prędzej mnie ekolodzy wykończą niż bekon -kłamał. Obstawiał kobiety i alkohol. A na szczycie listy znajdowały się alimenty.
- Cóż za wnikliwa analiza. Na pewno poprzedzona długą obserwacją panno Harper - mądre słowa w ustach Evansa to jeszcze nic. Mądre słowa w połączeniu z podejrzliwym spojrzeniem i seksownym uśmiechem to dopiero połączenie. Mówiąc krótko "Harper gapisz się na mnie, kiedy nie patrzę".
- Lubię ten kolor. Kojarzy mi się z wieloma przyjemnymi rzeczami. Też tak masz? -kontynuował bez cienia zażenowania, uśmiechając się znacząco, bo nie mogła go zdzielić po głowie za to w miejscu publicznym.
- Nic podobnego - pokręcił przecząco głową, ale nie potrafił ukryć uśmiechu. Lubił Kathleen w każdym wydaniu. Złą, smutną, wesołą i w morderczym szale, żeby odpowiednio ukierunkować młode umysły, podatne za zgubne sugestie.
- To ja będę przychodził do ciebie z butelką wina - obiecał, bo skoro Kathleen jako pierwsza wybierała się na tamta stronę, to ktoś musiał ją odwiedzać, prawda? A kto inny, jak nie on? Nazbiera tak sobie do puli dobrych uczynków - Po śmierci nie będziesz musiała się fatygować i przychodzić po mnie. Do mnie -poprawił się szybko. No cóż... Nie nawiedzaj mnie Harper, proszę...
- Odprowadzę cię do domu i nic złego się nie wydarzy - tym razem sięgnął po swój niewinny uśmiech pt. "Dziewica".
- Trochę się rozpędziłem - chrząknął, bo jego wyobraźnia już pogalopowała w stronę zachodzącego słońca, a na twarzy zaczął się pojawiać przysłowiowy banan.
 
   Podziel się na:  
Kathleen Harper
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-05, 12:43   

A dziś piąty, a ja trochę zwlekałam z odpisem, ale sporo się działo wiec sorki wielkie! Imię męża już znam, kochanka nie planuje, ale magia na całego.
Ciekawe jakie słowo miał w tym momencie na myśli, bo jedyne co jej tutaj odpowiadało to lubimy. Może była bardziej ostrożna od niego w doszukiwaniu się pewnych słów w myślach chociażby, a co dopiero wypowiadanie ich na głos. Każdy miał jakieś negatywy mimo wszystko i prawda jest taka, że kobieciarz z niego, imprezować też lubił, a dla Harper… to raczej nie była zaleta. – Nie lubisz żaluzji? – zapytała jakby nigdy nic słysząc to mruknięcie. Cóż, wcześniej nie była, aż tak ostrożna. Tyler Ekolodzy robią swoje. – Kochanie? Od kiedy to my przeszliśmy na takie zwracanie się do siebie? – mimo wszystko uśmiechnęła się pogodnie, będąc lekko rozbawioną. Oj, ona by go prędzej wykończyła niż ekolodzy czy bekon, bo kto by chciał się z taką Kathleen użerać.
– Wcale nie taką długą – stwierdziła wzruszając bezradnie ramionami. – Jestem spostrzegawcza, szybko wychwytuję różne rzeczy, krótkim spojrzeniem. Praca tego ode mnie wymaga – wcale się nie tłumaczyła i wcale się na niego nie wgapiała gdy miała okazję. Była poważną kobietą, która stroni od mężczyzn i skupia się na pracy, nauce i życiu w pojedynkę. Tak, wcale nie miała czasu na rzucanie urywkowych spojrzeń gdy wychodził z domu czy czasem zadziwiająco wcześnie wracał, czy z kimś wracał. Nie, nie… Myhym.
Też lubię ten kolor, kojarzy mi się z wieloma ładnymi rzeczami… na przykład akwamaryn, tak – przytaknęła próbując uniknąć dążenia tematu tamtej nocy, a mimo wszystko na usta się jej cisnęło jedno stwierdzenie, a raczej pytanie. – Miałam też taki jeden błękitny i ładny skrawek materiału, który został w takim pewnym jednym miejscu, wiesz coś o tym? – o tak, teraz w sumie mogłaby go zdzielić, ale raczej nie należała do kobiet bijących.
Sprawiasz inne wrażenie – jakby właśnie na widowisku mu zależało, ale jakoś niespecjalnie wydawała się urażona tym faktem.
Żebyś się nie wykosztował na mnie to przepiszę Ci moją piwniczkę z winami. Przynajmniej wykorzystasz je na rozlewanie na mój grób – stwierdziła żartobliwie. Tak, miała fajną piwniczkę z nie mała ilością dobrych trunków i kiedy robiła pranie podpijała sobie czasami lampkę bądź dwie. – Czemu nie? Boisz się zobaczyć mnie jako ducha? – czemu ją tak bawił?
Musiałbyś iść ze mną na wykład, a czy przypadkiem nie masz jakiś planów? Gdzieś musisz się wybierać skoro stoisz na tym przystanku – stwierdzał, bo owszem mogli umówić się po wykładzie, ale kto wie czy by mu zdradziła o której kończy. – Wolałabym jednak wiedzieć co Ci ekolodzy zwojowali. Mi nie powiesz? – zapytała niewinnie lustrując go spojrzeniem.
Skoro się już rozpędziłeś to nie zwalniaj, jestem ciekawa – odparła z uśmiechem, a zarazem przyglądała się mu jakby chciała wymusić odpowiedzi na wiele pytań, bo nie jedno mu zadała, a on za każdym razem migał się od odpowiedzi.
 
   Podziel się na:  
Willoughby Winchester


Willoughby Winchester

I called you up

At one hundred and two


30

Wysłany: 2016-02-21, 18:38   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Patrycja


/ po Ethanie!

Cóż, zazwyczaj Will nie jeździł autobusami. Preferował własne nogi ewentualnie cudzy rower (raczej kradziony niż pożyczony), dziś jednak sytuacja przedstawiała się trochę inaczej. Było późno, ciemno, zimno a on do tego był zmęczony i chciał jak najszybciej wrócić na mieszkanie. Nie żeby w którejś z jego kieszeni miały brzęczeć drobne na bilet... Ale hej, był cwany i umiał uciekać. Poza tym, dobrze wiedział, jakie wrażenie sprawiał. Żaden kanar mu nie podskoczy, czy coś.
Tak się zatem znalazł na przystanku. Usiadł w kącie zajmując większą część ławeczki i rozcierał obolałe dłonie, coby je dodatkowo trochę ogrzać. Na razie był tu jedyny, bo do najbliższego autobusu jeszcze jakieś dziesięć minut. Ale zaraz się zejdą. Paskudni, nudni ludzie tworzący szarą masę, którzy o życiu nie mają pojęcia. Nie żeby on miał jakieś wyjątkowe... Ale hej, nie leżał na wygodnej kanapie tylko po to, żeby pachnąć i być podziwianym. Musiał ciężko harować i kombinować gdzie się dało, aby utrzymać się przy życiu. No, przynajmniej na razie, kto wie, może jego kariera modela nie okaże się strzałem w kolano? Trzeba tylko ją zacząć, cóż.
_________________
Into the sunrise falling away now, and we
feel it all

 
   Podziel się na:  
Faye Thorthon
[Usunięty]

Wysłany: 2016-02-21, 18:52   

/ Trzy dni po wypadkach z parku

Nie miała skręconej kostki. Była stłuczona. Dzięki ci... siło wyższa. Nie żeby Faye była wierząca, ale coś tam uchroniło ją od twkienia kilku dni w domu i pozwoliło na powrót do pracy. Dlatego pałętała się teraz po zmroku ulicami Bostonu, zamiast jak każdy normalny człowiek tkwić w cieple swojego mieszkania.
Już po paru chwilach przypomniała sobie, że Boston to nie Alaska, ale miała przy sobie odpowiednie wyposażenie w postaci gazu pieprzowego i syreny, która postawi na nogi pół miasta. Poza tym umiała się bronić. Znała przecież karate.
W każdym bądź razie łaziła po tych ciemnych ulicach i robiła zdjęcia. Potrzebowała czegoś mrocznego na swoją nową wystawę. Tego oczekiwała od siebie i wiedziała, że to wzbogaci jej portfolio. Mocne zdjęcia z mocnym wyrazem były czymś, co nie co zaburzy delikatną kontrukcje wystawy, którą właśnie tworzyła.
Szła właśnie Thompson Square, kiedy zobaczyła tego faceta. Stał na przystanku autobusowym, a jego sylwetka na tle świateł Bostonu malowała się... nieco magicznie, ale jednocześnie mrocznie.
Zanim się zorientowała podeszła bliżej i od razu zaczeła robić zdjęcia. Blask flesza wypełnił pół mrok, a ona natychmiast zerknęła na wyświetlacz aparatu, by zobaczyć efekt. Nie, to wciąż nie było to. Mogła to podrasować w programie graficznym, ale coś jej nie pasowało.
Kątek oka zobaczyła, że mężczyzna się poruszył. Kiedy pracowała traciła swoją nieśmiałość. Ale facet stanął idealnie, więc znów zaczeła robić zdjęcia, jak jakaś wariatka.
- Możesz się nie ruszać? - zapytała głośno naciskając migawkę - Wtedy nie walnę ci w twarz gazem pieprzowym i zostaniesz gwiazdą mojej wystawy...
 
   Podziel się na:  
Willoughby Winchester


Willoughby Winchester

I called you up

At one hundred and two


30

Wysłany: 2016-02-26, 02:06   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Patrycja


Winchester też potrafił się bronić. Od dziesięciu lat kradł, chował się, uciekał, atakował i bronił się po to, by przeżyć w warunkach, jakie sam sobie zgotował. O co w gruncie rzeczy obwiniał po cichu swoich biologicznych rodziców. Ale co z tego, kto był winny? Zresztą, akurat jej zaatakować nie miał zamiaru. Może i był typem spod ciemnej gwiazdy, niemniej jednak niewinne niewiasty zostawiał raczej w spokoju. Mógł jakąś wykorzystać bardziej mentalnie, może finansowo, ale w gruncie rzeczy na to musiała się zgodzić ona sama, bo jeśli nie wejdzie w jego życie i nie zechce tam zostać, to on na nic będzie miał wpływu. Ale seksualnie? Nigdy. Więc w gruncie rzeczy, w takich okolicznościach, jak te teraz, Faye mogła się przy nim czuć nawet bezpiecznie... Choć nie wyglądał, wiadomo. Może to i lepiej, nie zamierzał być obrońcą niewinnych i uciśnionych.
Kiedy tylko usłyszał dźwięk migawki, rozejrzał w poszukiwaniu jego źródła. Długo szukać nie musiał. brunetka niemal sama wpadła mu w oko. Uniósł ręce, zasłaniając odruchowo twarz, po czym odsunął się kilka kroków. Żadnym gazem nie chciał dostać na pewno, ale nie będzie też jak piesek na jej rozkazy, chyba coś się panience pomyliło.
- Gwiazdom wystawy się raczej płaci, nie? - burknął pod nosem, ale na tyle zdecydowanie, aby mieć pewność, że kobieta to usłyszała. Jasne, że miał zamiar próbować swoich sił w modelingu i nawet poczynił już ku temu jakieś kroki, ale hej - wszystko to robił dla kasy. Więc sorry, ale Faye może zapomnieć, że użyczy jej swojej twarzy za darmo, zwłaszcza, że jeszcze trochę i może się okazać, że będzie ona więcej warta niż noga Davida Beckhama. Nie oznaczało to jednak, że tak do końca nie chciał z nią współpracować. Jeśli i ona pójdzie mu na rękę, na swojej wystawie będzie mogła wystawić perełki. Wszystko teraz zależało od niej. - Jeśli sypniesz jakimś groszem, to pokażę ci coś fajnego, co będziesz mogła sfotografować - zaproponował obojętnie. W końcu to jej powinno zależeć, nie jemu, nawet, jeśli potrzebował pieniędzy. Zawsze ich potrzebował, nie? Poza tym - czy nie powinien podpisać jakieś świstka, że pozwala jej prezentować publicznie swoją twarz? To nie jakaś kradzież? Może mógłby z tym iść do sądu i zgarnąć od niej jakąś małą fortunę? No cóż, jeśli rzuci mu czymś więcej niż kilkoma dolarami, to może ten pomysł ulotni się z jego głowy.
_________________
Into the sunrise falling away now, and we
feel it all

 
   Podziel się na:  
Faye Thorthon
[Usunięty]

Wysłany: 2016-02-26, 16:20   

Oho. Akurat musiała trafić na kretyna, który myśli, że pozjadał wszystkie rozumy. Albo dba o swoje finanse. Albo coś wiedział o pracy w modelingu. Zważywszy na jego wygląd było to mało prawdopodobne. Fotografowie rzadko zatrudniali wytatuowanych od stóp do głów modeli. Woleli, jak to określano, czystą fakturę, jaką była skóra. Ale Faye była zupełnie inna. Jej zdjęcia pojawiały się we francuskim Vougu. I to pod tym względem ona robiła, co chiała. Mogła sobie na to pozwolić, mimo młodego wieku.
- Tak. Zapłacę ci i mówię tu o pieniądzach, które będą warte twojego jakże cennego czasu - oznajmiła uśmiechając się bezczelnie
Kiedy szło o jej zdjęcia i pracę stawała się inną osobą. Zazwyczaj była nieśmiała i cicha, ale pracowała stawała się bezczelna, złośliwa i arogancka. Jeżeli czegoś chciała na zdjęciach, zazwyczaj to miała, a teraz chciała tego wytauwanego długowłosego kretyna.
- Mówię tu też o umowie i zyskach z wystawy - dodała ciężko wzdychając - I mówię tu o normalnej umowie o pracę, z której dostaniesz należne wynagrodzenie i zgodzisz się na to, że twoje zdjęcia mogą się pokazać nie tylko na wystawie, ale i w pewnych... czasopismach

Halo! Człowieku, ja ci tu mogę drzwi do modelingu otworzyć. Oczywiście nie miała pojęcia, czy ów facet miał ku temu ciągoty, ale większość ludzi, z którymi pracowała, robiła to dla pieniędzy, a to akurat mogła im dać. Wypromowała już kilka znanych nazwisk w świecie mody, choć częściej pracowała w bardziej artystycznej fotografii. Taką bardziej wolała, mogła się nią mocniej pobawić i bardziej eksperymentować.
- To jak? Zgadasz się? - zapytała niecierpliwie
Jeśli zapyta ją o kwotę to chyba go walnie i na tym skończy się ich współpraca...
 
   Podziel się na:  
Willoughby Winchester


Willoughby Winchester

I called you up

At one hundred and two


30

Wysłany: 2016-02-28, 00:36   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Patrycja


Will i pozjadane rozumy? Nah, może to nie do końca o to chodziło. Na tematy, o których rozmawia się przy inteligenckich rozmowach nie miał najmniejszego pojęcia. W końcu nie skończył nawet liceum. Ale życie trochę znał. Chociaż troszeczkę. O finanse dbał. A o modelingu wiedział tyle, że potrafią człowieka do niego wciągnąć z ulicy. Przecież w jego przypadku tak było. Ot, kobieta mu powiedziała, że ma ciekawą urodę i dała ulotkę agencji. Poszedł tam, bo co miał do stracenia? Tak zaczyna się jego przygoda w tym podłym świecie szołbiznesu. Zresztą, przecież tak wielu modeli jest wytatuowanych. A Zombie Boy? Ten to może ma dopiero czystą fakturę!
- Mam tylko nadzieję, że nie cenisz zbyt nisko mojego cennego czasu – zmarszczył brwi. Ale spoko – był gotów przystać na tę propozycję. W gruncie rzeczy, nieważne, ile mu zapłaci. Każdy grosz się przyda. Nie był jedynie pewien, czy tamta agencja nie będzie miała nic przeciwko… Ale hej, przecież niż jeszcze nie podpisał, nie? – Czasopismach? Będę w pornosach? – wyszczerzył się głupkowato. Proszę, nawet żart się go złapał! Ale prawda była taka, że mówiła całkiem sensownie. Podobało mu się to, choć wciąż nie tracił podejrzeń. Przecież nie dożyłby tego dnia, gdyby nie był ostrożny, czasem wręcz do przesady. – To zależy. Najpierw chcę zobaczyć umowę – zażądał w odpowiedzi na jej pytanie. Jednocześnie szybko sięgnął ręką do kieszeni spodni i wyjął z nich małą kuleczkę. Z drugiej kieszeni wyciągnął zapalniczkę. Niemal w mgnieniu oka podpalił materiał małej piłki, a ta zapłonęła w jego dłoni, oświetlając tajemniczym blaskiem jego twarz. Tak, Will trzymał parę atutów w rękawie (w kieszeni?) i jeśli tylko mógł je dobrze sprzedać, to nie zamierzał się wahać. Miał nadzieję, ze jedynie bardziej ją tym zachęci. Dlatego podrzucił płonącą piłeczkę w dłonie, niemalże od niechcenia. Ot, jakby to była dla niego codzienność… Okej, jeszcze do niedawna była, zwyczajnie przez zimę nie mógł tak często występować na ulicy, nie?
_________________
Into the sunrise falling away now, and we
feel it all

 
   Podziel się na:  
Faye Thorthon
[Usunięty]

Wysłany: 2016-02-28, 16:46   

Fakt, iż dbał o swoje finanse bardzo się cenił. W branży modowej i fotograficznej łatwo zrobić kogoś w balona, zwłaszcza jak ten ktoś nie zna się na tym i na finansach. Dlatego Faye zawsze bardzo ostrożnie podchodziła do wszelkich propozycji. Inaczej zachowywała się, gdy sama proponowała robotę na planie zdjęciowym.
- Wycenie cię tak, jak na to zasługujesz, ale nigdy nie płace poniżej kilku tysięcy- burknęła
Dlaczego? Dlatego, że rzadko zapraszała na sesje modeli, a jeśli już to te zdjęcia trafiały do różnych modowych czasopism, za co dostawała sporo kasy, więc czemu nie miałaby dać jej część modelowi, skoro to głównie on na tym zarabiał?
- Skoro tak bardzo chcesz... Mogę ci to załatwić - zażartowała
No tak, naprawdę dobrze dbał o interesy. Tylko skąd ona mu tu umowę wytrzaśnie?
- Czy ja wyglądam, jakbym miała przy sobie umowę?
Spojrzała na niego rozdrażniona i wiedząc, że ten gość się nie podda, zaczeła szybko myśleć. Kiedy zapalił tą cholerną kuleczkę nie mogła się powstrzymać i cyknęła parę fotek. W końcu wkurzona wyciągnęła telefon i wykręciła numer, który znała na pamięc.
- Wiem, jest późno, ale jestem na Thompson Square i mam tu gościa, który idealnie nada się na nową wsyatawę... Tak, wiem... Wiem, ale musisz mi tu przyjechać z umową, żeby ją podpisał, a ja go nie zabiła... Nie, na pewno... Tak. Ustaw standardową kwotę i zaznacz zysk w dochodów z wystawy i sprzedaży zdjęć... Tak... Chwila...
Odsunęła telefon od ucha i spojrzała na niego.
- Zgodzisz się na podesłanie umowy mailem, byś mógł ją przejrzeć teraz, a podpisać jutro?
 
   Podziel się na:  
Willoughby Winchester


Willoughby Winchester

I called you up

At one hundred and two


30

Wysłany: 2016-03-05, 02:04   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Patrycja


Dla Willoughby'ego ten biznes był kompletnie obcym terenem, ale dbać o swoje zawsze trzeba. Przecież nikt tego za niego nie zrobi, a jeśli ktoś go wyroluje, to tylko na jego własne życzenie. Nie wiedział do końca, jak ugryźć temat kontraktu na sprzedanie twarzy i w ogóle na jakich zasadach to niby ma działać... Ale hej, kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa. Ostatecznie straci najwyżej kilka godzin z życia i odrobinę nerwów, no i może będzie pluł sobie w brodę, że dał się namówić jakiejś świrusce z ulicy, ale niech akurat mówi prawdę? Miał szansę na zarobienie całkiem sporego grosza, o!
- Zdaje się, że o umowie powinnaś wspomnieć zanim zaczęłaś robić mi zdjęcia - uniósł brwi. To chyba nie do końca legalne, nie? Chociaż na ten temat może on akurat nie powinien się wypowiadać, hehć. Pozwolił jej na spokojne przeprowadzenie rozmowy, w międzyczasie obracając w palcach płonącą kulkę, ale kiedy skierowała do niego swoje pytanie, zgasił ją zamykając w dłoni i odcinając tym samym dopływ tlenu, jednocześnie spoglądając na nią z wyraźnym zdziwieniem. Tak go zaskoczyła, że aż nie zdołał przybrać na twarz swojej codziennej maski egoizmu, chamstwa i braku zainteresowania. Ups? - Nie mam maila - rzucił, marszcząc brwi. Tak, pod tym kątem był ciut dziwnym człowiekiem. Nie miał telewizora i w internecie też niemal nie istniał. O dziwo, posiadał łącze na mieszkaniu, ale nie korzystał zbyt często. Nie udzielał się na żadnych portalach społecznościowych, nie oglądał filmów, nie interesował się żadnymi blogami, nawet nie zakładał kont na stronach dla dorosłych. W końcu wystarczały mu ogólnie dostępne filmy, nie potrzebował żadnego premium, nie? Zwłaszcza odkąd nabrał obrzydzenia do samego siebie i nawet z ręką się nie zabawia. Tak, to totalnie w temacie tego posta jest... Hej, pewnie byłby chętny na sesje rozbierane! Bradley ma małego z tatuażem na czubku, czyż to nie fascynujący obiekt do czynienia fotografii?
_________________
Into the sunrise falling away now, and we
feel it all

 
   Podziel się na:  
Faye Thorthon
[Usunięty]

Wysłany: 2016-03-05, 19:25   

Dbanie o swoje interesy to zawsze podstawa. Nawet jeśli nie wiedziało się, jak lub nie znało podstaw. Takie zasady wyznawała Faye, ale hej, przecież nie każdy musi myśleć tak, jak ona. Oczywiście ceniłą sobie fakt, iż ktoś jednak podzielał jej sposób myślenia.
Obrzuciła go zirytowanym spojrzeniem. Rzadko tak robiła. Większość ludzi nie miała problemu z tym, by być na zdjęciu, zwłaszcza że rzadko kiedy robiła zdjęcia ich twarzy. Zwykle chodziło o ich sylwetki, kontury. Zresztą nie ważne. ten tutaj był wyjątkowym przypadkiem, który właśnie kompletnie ją rozwalił.
- Co... Nie masz maila?
Oczy Faye zmieniły się spodki. Oczywiście wiedziała, że nie wszyscy opierają swoje życie na internecie, ale przecież skrzynka mailowa w dzisiejszych czasach była niejako podstawą. Przez chwile gapiła się na niego, jak na wyjątkowy okaz w zoo, a głos agentki prawie do niej nie docierał. Szybko, jednak wróciła na ziemię.
- Co... mam... Serio? Czekaj, sprawdzę...
Przytrzymała telefon ramieniem przy uchu, jednocześnie zaczęła grzebać w przepastnej torbie, w której zwykle trzymała rzeczy potrzebne jej przy pracy. I faktycznie znalazła tam teczkę, a w niej kilka umów.
- Nie mogłaś mi powiedzieć tego wcześniej? - burknęła do telefonu wściekła, że traciła cenny czas - Dobra. Dzięki. Pa.
Mrucząc coś pod nosem ruszyła w jego kierunku i wręczyła mu umowę. Schowała telefon do kieszeni spodni i uniosła brwi.
- Zrobić ci szybkie tłumaczenie czy podać długopis?
Uśmiechneła się uroczo. Choć uśmiech ten zwykle działał to wiedziała, że akurat na niego to nie zadziała, ale facet miał naprawdę genialną twarzy i świetne predyspozycje do pracy modela, zwłaszca przy fotografiach artystycznych.
- jestem Faye Thorthon - przedstawiła się - I naprawdę chce z tobą pracować...
 
   Podziel się na:  
Willoughby Winchester


Willoughby Winchester

I called you up

At one hundred and two


30

Wysłany: 2016-03-09, 23:10   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Patrycja


Will akurat bardzo go podzielał. Bo kto inny miał dbać o jego tyłek, jeśli nie on sam? Życie czegoś zdążyło już go nauczyć, ale tylko od niego zależało, czy wyciągnie odpowiednie wnioski i czy będzie się uczył na błędach, swoich jak i cudzych. Winchester na zdjęciach być nie chciał, bo nie miał pojęcia, co się z tymi zdjęciami później stanie. To znaczy, wiadomo, umowa w jakiś sposób to weryfikuje, choć i tego nigdy nie można być do końca pewnym, ale on miał z wieloma osobami na pieńku i drobną kartotekę, także... No, mógł nie wyjść na tym najlepiej. Ale czego się nie robi dla dobrej kasy? Może chciał wyjść na prostą drogę. Nikt mu tego przecież nie zabroni, nawet, jeśli to największy bullshit, jaki mógł słyszeć świat.
Zignorował jej spojrzenie, w gruncie rzeczy niespecjalnie obchodziło go, co myślą o nim inni. Jemu żadna skrzynka mailowa do szczęścia potrzebna nie była. Jak i wiele innych rzeczy. Jego wymagania względem życia ograniczały się raczej do minimum. Ale co się dziwić? Miał to chyba we krwi. Pierwsze trzy lata spędził z matką na dworcu kolejowym, dopóki ta łaskawie nie odebrała sobie życia, tym samym dając Willowi szansę na lepsze życie, którą on w późniejszym czasie i tak zmarnował. Czekał, aż brunetka skończy rozmowę, aż w końcu przyszło mu wziąć do ręki kilka kartek papieru, które mogą odwrócić jego życie o sto osiemdziesiąt stopni. Wow. Tłumy szaleją. Zerknął na nią, ale... Nigdy nie był w tym najlepszy. Cholercia.
- Willoughby Winchester - odparł w odpowiedzi na jej nazwisko. - A szybkie tłumaczenie brzmi w porządku - skinął jej głową. Schował kuleczkę, która jeszcze przed chwilą płonęła jasnym blaskiem, z powrotem do kieszeni, a potem wbił wzrok w umowę, czytając ją, starając się zrozumieć jak najwięcej, zwracając uwagę na wszelkie kwestie budzące wątpliwości, a jednocześnie pewnie słuchając tego, co mu Faye miała do powiedzenia. Niewiele go obchodziło to, że na marginesach zostawił ślady po paluchach, które umazane były zwykłym brudem jak i w drobnym stopniu płynem do zapalniczek. Przynajmniej zostawi na kontrakcie coś po sobie, nawet, jeśli go nie podpisze, nie?
_________________
Into the sunrise falling away now, and we
feel it all

 
   Podziel się na:  
Faye Thorthon
[Usunięty]

Wysłany: 2016-03-10, 18:14   

Faye większość swoich spraw załatwiała przez internet i była przyzwyczajona do faktu, iż każdy tego maila ma. Przecież był on potrzebny do tworzenia różnych kont na portalach społecznościowych i tak dalej. No cóż. Jak widać myliła się.
Ale doskonale wiedziała co znaczy, gdy matka postanowi się zabić. Była w tym ekspertem. Jej matka postanowiła zrobić to na jej oczach. Skąd jednak małego dziecko ma wiedzieć, że ta czerwona ciecz powiększająca się wokół matki to krew? I że im więcej tej cieczy tym gorzej? Niezbyt przyjemne wspomnienia.
- Dobra. Od tego jestem
Szybko pomogła przebrnąć mu przez kolejne aspekty umowy. Od wynagrodzenia po czas pracy. Od kwestii tego, gdzie mogą trafić zdjęcia po wystawę. Starałą się to zrobić, jak najdokładniej, ale sama niektórych rzeczy nie ogarniała. Szkoda, że jej agentka jednak nie przyjechała. Nie przeszkadzały jej ślady palców na umowie.
- Jeżeli nie chcesz, żeby zdjęcia wyszły poza wystawę to wystarczy, że to zaznaczysz - powiedziała wskazując odpowiednie miejsce - Akurat mam zapotrzebowanie w Vanity Fair na zdjęcia z wytatuowanym mężczyzną, a ty zdaje się masz całą masę tatuaży, więc gdybyś się zgodził częśc trafiłaby tam, ale to już praca w studio.
Obserwowała jego reakcje, gdy mówiła te słowa. Starała się być spokojna i go przekonać bo naprawdę chciała go mieć chociaż na swojej wystawie.
- Bo jeśli chodzi o wystawę... To zdjęcia troche bardziej artystyczne. jak ten trik z kulką... Świetnie nadajesz się do takich zdjęć bo masz taką... mroczną urodę.
Uśmiechnęła się nieco nieśmiało. Naprawdę tego chciała... Ale z drugiej strony nie była też osobą, która narzucała się, gdy widziała, że ktoś tego nie chce. Widziała, jednak że on tego chce. I to bardzo.
 
   Podziel się na:  
Willoughby Winchester


Willoughby Winchester

I called you up

At one hundred and two


30

Wysłany: 2016-03-13, 12:48   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Patrycja


I w tym jest pies pogrzebany. Willoughby nie udziela się na portalach społecznościowych. Nawet, jeśli ma konto w banku, to nie korzysta z płatności internetowych, choć tam i tak raczej jest potrzebny jedynie numer telefonu. Ostatecznie żadnego meila pracodawcom też podawać nie musiał - w końcu odkąd pamiętał, pracował w budce z kebabem, a dopiero niedawno został grabarzem. To nie są miejsca pracy, w których trzeba być obecnym w internecie. Podobno jak się nie istnieje na fejsbuku to się nie istnieje w ogóle (zapewne to dlatego matka starego znajomego założyła konto swojemu czteroletniemu dziecku, brawo). Dla niego to tylko lepiej. Nie musiał wcale istnieć dla świata. Wystarczyło mu kilka osób wokół, które nie potrzebowały żadnych portali społecznościowych, aby się z nim skontaktować.
No i proszę - coraz więcej ich łączyło. Phyllis zamknęła trzyletniego Willoughby'ego w tej samej kabinie, w której ostatni raz dawała sobie w żyłę. Może i nie było przy tym żadnych wielkich, krwawych plam, a on też wówczas nie rozumiał wiele, ale obraz leżącej bez ruchu matki, we własnych wymiocinach i kale, z wywróconymi gałkami ocznymi nawiedzał go w snach na tyle długo, że dziś jeszcze to pamięta. Nie samą matkę, ale ogół sytuacji. Przynajmniej był na tyle rozumnym dzieckiem, aby głośno płakać, gdy matka nie reagowała na jego szturchania, kopania i krzyki. Ale znaleziono ich i tak za późno. Chyba nikt jakoś wybitnie nie żałował.
Wodził wzrokiem po umowie, starając się nadążyć za jej słowami. Raczej rzadko zadawał pytania, bo w gruncie rzeczy z jej wyjaśnieniami niemal wszystko zrozumiał.
- Za Vanity Fair dostanę kolejne pieniądze, tak? - spytał, bo wiadomo, że to w gruncie rzeczy od tego zależało, czy zaznaczy kwadracik, czy też nie. Był trochę człowiekiem, który za pieniądze to i własną nerkę by oddał. Może nie rodzinę i nie przyjaciół, bo jakiś kręgosłup moralny w nim siedział, ale siebie samego? Czemu by nie. Parsknął urywanym śmiechem, słysząc ten ostatni komplement. O ile tak go mógł interpretować. Sam nie wiedział, czy kiedykolwiek chciał mieć jakąkolwiek urodę. Nie na tym mu w życiu zależało (jaki ten świat niesprawiedliwy!), zresztą, chyba wolał, aby ludzie się go bali i raczej unikali, niż do niego lgnęli, bo ma ładną buźkę. Ale jak tylko mu Faye powiedziała, że i za zdjęcia w studio dostanie hajs, to bez dłuższego zastanawiania się podpisał umowę. Nie ma to jak układy zawierane na ulicy. Coś dla niego, nie?
_________________
Into the sunrise falling away now, and we
feel it all

 
   Podziel się na:  
Faye Thorthon
[Usunięty]

Wysłany: 2016-03-13, 16:22   

Faye używała tylko maila bo tylko on jej do życia potrzebny był. Facebook i inne tego typu rzeczy... No dobra, na słynnym fejsie miała konto, ale i tak rzadko go używała, więc nie wiadomo czy można powiedzieć, że to się liczy.
Cóż Faye mogła powiedzieć o tym, co zrobiła jej matka? przez pierwszy rok po samobójstwie matki, Faye nie powiedziała ni słowa. Żyła w swoim zamkniętym świecie, do którego nie dopuszczała nikogo. Dopiero po latach zaczęła się nieco bardziej otwierać, a i tak w pewnym stopniu była zamknięta na świat. To było coś czego się już nie pozbędzie. Takie urazy zostawiają głęboki ślad w ludzkiej psychice. Zresztą jej matka na pewno nie była dobrą matką. Żyła w swoim świecie rozpaczy po stracie męża, a czwórka jej dzieci jej nie interesowała. Na szczęście wszyscy wyszli na ludzi.
- Tak. Za Vanity i za wystawę. To znaczy za wystawę dostaniesz wynagrodzenie plus zyski ze sprzedaży twoich zdjęć - powiedziała - Zastanów się. Vanity Fair otwiera drzwi do kariery, jeżeli model jest dobry. Nawet jeśli ma dużo tatuaży...
Uśmiechnęła się bo doskonale wiedziała, że tatuaże nie są zbyt cenione w świecie mody, ale i to ostatnio się przełamywało, a co za tym idzie zmieniało się podejście do takich osób.
- I uprzedzam, że praca ze mną nie jest łatwa. Robota modela to nie jest taka praca jak się wielu wydaje. To są godziny ciężkiej harówy - powiedziała szybko bo doskonale zdawała sobie sprawę, że ludzie często nie wiedzą nic na temat pracy modela. Wydaje im się, że to prosta robota, że stoi się przed fotografem parę minut i tyle, a to nie była prawda. uzyskanie właściwego ujęcia trwało czasem godzinami. To praca dla cierpliwych i tych, którzy mocno w siebie wierzą.
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo



Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci

  
ROZUMIEM


W Bostonie zapanowała wiosna, a mieszkańcy miasta mogą czerpać z uroków jakie daje wyższa temperatura i słoneczne dni. Dla naszych graczy już wkrótce przewidujemy nowe wydarzenia, jedno z pewnością odbędzie się w kwietniu. Będzie pogodnie i przyjemnie bowiem szykuje się dla Was festiwal wiosenny.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur.
Strona wygenerowana w 0,2 sekundy. Zapytań do SQL: 14