*

Witaj w Bostonie! Strona Główna




Poprzedni temat «» Następny temat
Stoliki 2
Autor Wiadomość
Nick Iver
[Usunięty]

Wysłany: 2016-03-23, 11:14   

- Witaj Candice - na pewno wyciągnął do niej rękę, a kiedy formalnościom stało się zadość, Iver się nieco odprężył. - Cześć Max - uśmiechnął się do chłopca.
- Wiem, ale może to ludzka znieczulica? - zaproponował, patrząc na dzieci, które śmiały się do siebie, bawiąc się po swojemu. Maluchy zawsze znalazły sobie zajęcie, nie wiedząc nawet co w tym czasie robią dorośli. - Nie, nie porwiemy go - zaśmiał się.
- Ojciec małej zwiał kiedy tylko dowiedział się o jej istnieniu, a jej matka przegrała walkę z chorobą. Miała tylko ciocię, wujków i dziadków. Ale śmiałości jej nie brakuje jak widać. To dobre dziecko, pomysłowe, zdolne - na pewno już tak zaczęła bajerować Maxa, że ten słuchał jej w najlepsze.
- Jesteś wyrozumiała, to się ceni - posłał Candy pełne wdzięczności spojrzenie. - Mam wrażenie, że gdzieś cię już widziałem. Albo przychodzisz tutaj często, albo widuję cię w innym miejscu. Nie uznaj tego za spoufalanie się, mam pamięć do twarzy i lubię poszukiwać odpowiedzi na swoje pytania - wyjaśnił spokojnie.
Widząc, że Iris zerka na niego, mrugnął do niej. Miał słabość do tej małej. Anielska buzia i szczerość w oczach.
 
   Podziel się na:  
Candice Krueger
[Usunięty]

Wysłany: 2016-03-27, 16:31   

- Bardzo możliwe, albo to, że ludzie w tych czas po prostu są bardzo nieufni. Szukają zagrożenia praktycznie wszędzie, a rodzice to już w ogóle. Ja też czasami jestem przewrażliwiona, ale próbuje zachować fason.
Lekko się do niego uśmiechnęła. Osoby takie jak ona, czyli samotne matki, mają to do siebie, że czasami są totalnie przewrażliwione i panikują z byle powodu. Jednak Candy cały czas próbowała zachować zdrowy rozsądek i rozgraniczać kiedy przesadza, a kiedy nie. To dlatego dała im usiąść do siebie, przecież w cukierni nic złego się nie stanie. Zresztą wyglądali bardzo miło i przyjaźnie, więc nie widziała powodów by panikować.
- O, tą sytuację z ojcem to znam aż za dobrze, bo tatuś Max'a zrobił dokładnie to samo... No i współczuje, choć bardzo jestem pod wrażeniem, że jako Wujek jesteś z nią i nie poddałeś się.
Wiadomo jak to wygląda. Wychowywanie za kogoś dzieci jest trudną sztuką, wiele osób woli oddać dziecko bo tak łatwiej. Jednak są tak odważni jak Nick, więc no dużo zyskał u Candy, która myślała, że on jest prawnym opiekunem małej.
- Zdarza mi się tu być często, swego czasu, jak jeszcze byłam młoda występowałam w zespole, a później byłam Djem. Teraz prowadzę tutaj swój klub, więc no jak widzisz sposobności by mnie widzieć było sporo.
Zaśmiała się cicho.
 
   Podziel się na:  
Anabelle Loboutin


Anabelle Loboutin

pani mecenas

która nie ma czasu na związki


Wysłany: 2016-07-20, 17:37   
   Nazywaj mnie: Kamila


/po pracy

To wcale nie był taki łatwy dzień, jak się spodziewała. Po spotkaniu z Revan musiała pospieszyć się, by zdążyć na czas do sądu. A przez te typowe korki nie zdążyła. Gdy dobiegła w szpilkach na miejsce czekała ją nerwowa rozmowa z klientem, a potem trudna rozprawa rozwodowa. Akurat w rozwodach była ekspertem, więc mimo wcześniejszego spięcia, rozprawa przebiegła zgodnie z jej myślą, no i klienta oczywiście. Ile w tych ludzi nienawiści... po rozprawie czekała ją jeszcze robota papierkowa w kancelarii, więc gdy tam wróciła, zrobiła sobie kawę z ekspresu i dopiero wtedy zaczęła funkcjonować. Tego jej brakowało, porannej kawy. Na miejscu miała jeszcze kilka umówionych spotkań, a potem siadła do akt, by dokładniej przeanalizować otrzymane sprawy. Jednak miała dziś pecha, ponieważ gdy poszła po drugą kawę okazało się, że ekspres jest zepsuty. Co miała zrobić? Spróbowała się skupić na ważnych sprawach bez pomocy napoju bogów, ale wtedy pomyślała o najlepszej kawie, jaką podają w Caroline Cupcake. Przyda się jej przerwa w pracy, więc wzięła ze sobą papiery, na wypadek gdyby miała już nie wrócić, a zawsze może przejrzeć je w domu i wybrała się do kawiarni. Zamówiła ciasto wiśniowe i kawę, a gdy się odwróciła, zauważyła Skye. Odebrała swoje zamówienie i poszła z nim do stolika, przy którym siedziała Hozier.
- Chyba będziesz musiała zmienić zamówienie, bo truskawki mogą uczulić dziecko w tak wczesnym rozwoju. - powiedziała, widząc ciastko z truskawkami, które miała przed sobą kobieta i wtedy dopiero usiadła.
- A tak w ogóle to hej, co u ciebie? Jak się czujecie? - popatrzyła na nią troskliwie, a mówiła w liczbie mnogiej, bo przecież Hozier oczekiwała dziecka.
_________________
Anabelle Loboutin
She puts criminals to jail, saves lives, she is eternally young, pretty woman, lawyer and proud mom
 
   Podziel się na:  
Skye Hozier
[Usunięty]

Wysłany: 2016-07-23, 23:56   

/po wszystkim!

Prawie nie pamiętała, jak to jest leniuchować przez cały dzień i choć przez kilka godzin nie martwić się o nic. Czasem miała wrażenie, że była bardziej niańką Jamesa, ale do zajmowania się jego prywatnymi sprawami dochodziło ogarnianie życia zawodowego Toblera - jakby nie patrzeć, był dość wziętym aktorem teatralnym, dopiero skończył zdjęcia do serialu i zaraz zaczynał castingi do następnej edycji talent show, a wszystko samo się nie załatwi! - oraz fundacja. Miała dużo spraw na głowie, ciągle coś załatwiała, spieszyła się albo gonił ją kolejny termin, ale taki tryb życia jej odpowiadał, zwłaszcza odkąd musiała wracać do pustego domu. Wiedziała, że wkrótce będzie musiała zwolnić tempo, a kiedy dziecko pojawi się na świecie, nie będzie mogła spędzać poza domem dziesięciu, czasem kilkunastu godzin dziennie, a po powrocie wisieć nad laptopem. Na razie czuła się dobrze, była u lekarza, więc nie zamierzała całymi dniami leżeć na kanapie i ograniczyć aktywność zawodową do dwóch telefonów i jednego maila na przykład. Miałaby dość już po kilku godzinach bezczynności!
Dzisiaj jednak James spędzał dzień z Sonią, a do fundacji wpadła tylko na chwilę i około dziesiątej okazało się, że naprawdę nie ma co robić. Jak przystało na szanującą się kobietę, kilka następnych godzin spędziła na zakupach, a następnie wylądowała w kawiarni. Żeby nie siedzieć bezczynnie w oczekiwaniu na zamówienie, przeglądała właśnie pocztę i wiadomości na telefonie, gdy usłyszała głos Belle.
- To maliny - sprostowała z uśmiechem. Gdyby miała ciastko z truskawkami, raczej nie zdecydowałaby się na zmianę zamówienia - nie popadała w paranoje i wolała opierać się na tym, co mówił jej lekarz niż na ludowych przesądach. Wstała, by przywitać się z Anabelle i schowała telefon do torebki. - W porządku, mam dzisiaj luźniejszy dzień, więc jak wariatka buszowałam po sklepach, oglądając małe śpioszki, grzechotki czy wanienki. Na szczęście nie zgłupiałam na tyle, żeby już wszystko kupować, ale nie miałam pojęcia, że to taka frajda - pokręciła głową. Najwyraźniej sama była zdziwiona tym, że zmieniała się w wariatkę, a to dopiero pierwszy trymestr! - A co u ciebie? Ładnie wyglądasz - powiedziała szczerze, nim zabrała się za jedzenie.
 
   Podziel się na:  
Anabelle Loboutin


Anabelle Loboutin

pani mecenas

która nie ma czasu na związki


Wysłany: 2016-07-24, 21:50   
   Nazywaj mnie: Kamila


No tak, dopiero jak się przyjrzała bliżej, zauważyła że to jednak maliny, więc z otwartej ręki delikatnie się puknęli w czoło.
- To dobrze, już myślałam, że to truskawki. Moja kuzynka od strony mamy jadła dużo truskawek podczas ciąży, a po urodzeniu okazało się, że jej synek jest na nie uczulony, więc nie przesadzaj lepiej z tymi malinami. - normalnie nie wierzylibyśmy w ludowe przesądy, jednak sam fakt, że takie coś wydarzyło się w jej rodzinie dał jej do myślenia. Prawdopodobnie to był zwykły zbieg okoliczności, ale Belle wierzyła że to jednak prawda. Na całe szczęście Elise nie jest uczulona na ogórki, które Ana jadła tonami podczas ciąży.
- To prawda, takie zakupy pochłaniają dużo czasu, ale są bardzo przyjemne. Zwłaszcza śpioszki, teraz są takie urocze i piękne, aż się ma ochotę kupić po 5 sztuk dla chłopca i dziewczynki. Zabawki dla maleństwa mniej mnie interesowały, to właśnie śpioszki i łóżeczko stawiałam na pierwszym miejscu. I tapetę do pokoju dziecięcego. Naprawdę miałam przy tym niezłą zabawę, aż szkoda że nie mogę powrócić do tego zakupowego szaleństwa. Tyle że byłam mniej rozsądniejsza od ciebie i kupiłam śpioszki dla chłopca i dziewczynki, zanim poznałam płeć, więc będe mogła ci oddać wersję męską, jakbyś miała urodzić chłopca. A tobie które bardziej się podobają? - temat dzieci był dla niej niczym temat rzeka, mogłaby rozmawiać o nim bez końca. A miło było powspominać te czasy oczekiwania na Elise i zakupy, których w tym kresie nigdy nie było mało.
- Ach dziękuję, właśnie wcześniej skończyłam pracę przez zepsuty ekspres. Bez dobrej kawy nie umiem się skupić na sprawach, które muszę przeanalizować do jutra. Chyba jestem uzależniona od kofeiny - na koniec zaśmiała się i poprawiła bluzkę, która trochę źle układała się na jej biuście.
- A co słychać w fundacji? Zebraliście już fundusze na chemioterapię dla Aarona? - zapytała o pacjenta leżącego na onkologii, samotnego ojca wychowującego 4-letnią córeczkę bez pracy, ponieważ stracił ją tuż po Poznaniu diagnozy. Belle czuła się z nim w jakimś stopniu związana, sama w końcu wychowywała prawie 5-ciolatkę.
_________________
Anabelle Loboutin
She puts criminals to jail, saves lives, she is eternally young, pretty woman, lawyer and proud mom
 
   Podziel się na:  
David Walters


David Walters

Doskonały kucharz

podkochujący się w przyjaciółce


29

Wysłany: 2018-01-12, 18:47   
   Multikonta: Adrienne, Iris, Adam
   Nazywaj mnie: Aga


/po Nowym Roku?

David wrócił do swojego normalnego rytmu pracy. Restauracja była oblegana, więc kucharz miał co robić. I dobrze, to nie pozwalało mu na zbyt długie rozmyślania o tym, co się działo w Święta. A zdarzyło się bardzo wiele. Ta cała sytuacja z Emmą i udawaniem pary bardzo na niego wpłynęła. Bardziej niż powinna. Zakładał, że nie przejmie się rolą, w którą wskoczył, a jednak wzięło go aż za bardzo. Jakby dostał plaskacza w twarz i oprzytomniał. Otóż stało się tak, że zaczął myśleć o Emmie w inny sposób. Coś mu mówiło, że czuł do niej więcej, niż się czuje do przyjaciółki i ganił siebie za to, że nie zauważył tego wcześniej. Oczywiście dusił to wszystko w sobie i z nikim nie rozmawiał na ten temat. Baker nie unikał, ale był bardziej nieobecny i zamyślony. Praca była dla niego wybawieniem i chętnie jej się oddawał. Ale nie samą pracą człowiek żyje. Pewnego dnia, gdy sprawdzał pocztę na jednym z adresów e-mailowych zauważył wpis. Nie był świeży, ale David odpisał natychmiast. Odezwała się do niego znajoma z UK, z którą urwał mu się kontakt, chociaż polubili się. Walters zostawił jej adres i jak widać na coś się przydał. Pisała o tym, że zamieszkała w Bostonie i jeśli nadal jest szansa na spotkanie, to czy może się odezwać. Natychmiast wysłał wiadomość zwrotną z datą spotkania (o ile jej pasuje) oraz adresem. Odpisała, że akurat da radę w ten dzień, chociaż zmieniła godzinę. Nieważne, pasowało mu. I przynajmniej miał drugi powód, by oderwać się myślami od Emmy.
Cały dzień spoglądał na zegarek marząc o tym, czy czas płynął szybciej. Nie widzieli się kawał czasu, kontakt im się urwał, ale była nadzieja na odnowienie znajomości. Dave jako człowiek towarzyski bardzo się cieszył i liczył na miłe spotkanie. Sam wybrał miejsce, bo uważał, że ta kawiarnio-cukiernia jest najlepsza. Lubił zaopatrywać się tam w babeczki i inne słodkości.
Przyszedł przed czasem tak, by nie musiała na niego czekać. Zostało jeszcze pytanie czy się poznają, ale Dave stwierdził, że jeśli Daisy go pamięta (choćby jako tako), to go rozpozna, bo nie zmienił się zbytnio (tak sądziła Emma). Prędzej obstawiał, że to znajoma się zmieniła, bo kobiety tak już mają. Ale zobaczymy. Znalazł jakiś kącik i usiadł tam, patrząc przez okno na ludzi, spacerujących ulicami. Zegar pokazywał, że ma jeszcze 15 minut czasu. Cierpliwie czekał.
_________________
 
   Podziel się na:  
Daisy Palmer


Daisy Palmer

Onkolog

Iron Man's fiance


31

Wysłany: 2018-01-19, 08:07   
   Multikonta: Brak
   Nazywaj mnie: Clem
   Urlop: W WEEKENDY BYWAm z doskoku


Spóźniła się, więc pierwsze wrażenie na pewno nie było w zbyt dobrym tonie. Daisy nie lubiła wprawiać swoich przyjaciół w zakłopotanie i niepotrzebne nerwy, a przecież właśnie zrobiła taki psikus Davidowi. Piętnaście minut, niby studenckie, a jednak przez myśli może przebiec to małe zwątpienie. „A może nie przyjdzie?”
Na całe szczęście pojawiła się w drzwiach, od stop do głów pokryta śniegiem, który opadał z nieba przysparzając kłopotów na drodze nie tylko autobusom i autom, ale także i pieszym.
Ubrana była w ciemno czerwony płaszcz, któremu bliżej było do bordo aniżeli dorodnego pomidora, oraz żółty luźno przewiązany szalik i czapkę zakończoną na czubku głowy pomponem. Tupnęła nogami, zrzucając z butów do kostek resztki śniegu i sporą warstwę błota, po czym rozejrzała się dookoła. Pierwsze co uderzyło dziewczynę było to przyjemne ciepło, przeplatane z różnymi zapachami wszystkich smakołyków jakie znajdowały się tuż pod nosem. Choć było to niezwykle kuszące, aby podejść i zamówić chociażby połowę, tych łakoci, to drobna blondynka postanowiła ruszyć naprzód i odnaleźć druha, z którym nie widziała się... no właśnie.
- Kopę lat Walters. - przywitała go z szerokim uśmiechem, zdejmując z pomocą jednego pociągnięcia szał i czapkę. Ucieszyła się, że prócz Richarda i Johna w Bostonie był jeszcze ktoś życzliwy. Gdy zrzuciła z siebie nadmiar ciepłych ubrań i została w prostej, zielonej koszuli w kratę i ciemnych jeansach zasiadła na przeciwko niego. Oparła łokcie na blacie i pochyliła się w stronę przyjaciela. Dwukolorowe spojrzenie bez zahamowań czy wstydu, z nieoposaną radością i błyskiem zlustrowało go od stóp do głów.
- Rany julek, wydajesz się jeszcze wyższy niż ostatnio. Zapuściłeś brodę? I włosy? - niczym rakieta, Palmer zaczęła torpedować go pytaniami. Według niej coś się w nim zmieniło. Zniknął ten dziecięcy wyraz twarzy i zastąpiło go pewnego rodzaju doswiadczenie. Jego oczy zdawały się mówić, że widziały wiele, a lekki usmiech zdradzał zakłopotanie. Miała nadzieję, że to nie ona wprawiła go w ten stan.
_________________
Daisy Breena
Palmer

Expose yourself to your deepest fear;
after that, fear has no power, and the fear of freedom shrinks and vanishes.
You are free.

[mru]
 
   Podziel się na:  
David Walters


David Walters

Doskonały kucharz

podkochujący się w przyjaciółce


29

Wysłany: 2018-01-26, 20:27   
   Multikonta: Adrienne, Iris, Adam
   Nazywaj mnie: Aga


Walters zamyślony patrzył w dal, a wtedy jego towarzyszka przyszła na spotkanie. Dopiero po chwili spostrzegł, że ktoś do niego podszedł i zerwał się z krzesła.
- O rany - wypalił nagle. Poznał ją, ale i tak był zaskoczony.
- No cześć - uśmiechnął się, pokazując jej swoje słynne dołeczki.
Przez chwilę przypatrywał się kobiecie, ale nie przestał się uśmiechać.
- Dobrze cię widzieć - powiedział szczerze. - No trochę się zmieniłem - przyznał. On już dawno do tego przywykł, ale jeśli się nie widzi kilka lat, to można być w lekkim szoku.
- A ty nadal urocza - Dave szybko ją polubił, była taką pozytywną i dobrą osobą. Cieszył się, że mogli się znów spotkać i odnowić kontakt.
- Zdziwiłem się, widząc wiadomość, ale jakie to było pozytywne zaskoczenie - w życiu by nie pomyślał, że znowu się spotkają. Tyle czasu nie było odzewu, a tu jednak. - Co robisz w Bostonie? - zapytał.
- Jak to się stało, że tu trafiłaś? Jak w ogóle się potoczyło twoje życie, co? - nie tylko ona miała pytania. On także był bardzo ciekaw tego, jak potoczyło się jej życie i w jaki sposób trafiła aż do Stanów.
W międzyczasie zapewne coś zamówili, a że szykowało się nieco dłuższe posiedzenie, na pewno nie pożałowali sobie słodkości.
- No i fajnie, że ci się przypomniało o kontakcie ze mną. Od jak dawna tu jesteś? Zostajesz na dłużej? - ciekawość robiła swoje i wciąż zadawał pytania.
- Kurczę, no tyle czasu... I jednak się widzimy... - nadal nie mógł uwierzyć w to, że była obok. Dobrze mieć kolejną życzliwą osobę wokół siebie.
- Może trzeba ci w czymś pomóc, co? Jeśli mogę coś zrobić, mów śmiało - zaoferował się. Dla Waltersa to nie było nic wielkiego. Zawsze chętnie pomagał. I nie tylko damom w opresji ; ) - Pewnie trudno ci się przestawić, co? I wybacz te pytania, ale ja też jestem strasznie wszystkiego ciekaw. Mam nadzieję, że będziemy się częściej widywać - i koniecznie musiał poznać ją z Emmą. Panie na pewno znalazłyby wspólny język, w to nie wątpił.
_________________
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo





Jeszcze nie tak dawno świętowaliśmy piąte urodziny forum oraz Nowy Rok. W ostatnim czasie na forum zostało wprowadzonych wiele zmian - powstał portal e-scandal oraz rozpoczęły się konkursy na postać miesiąca. Graficznie staramy się nie odbiegać od trendów, ale nie to jest najważniejsze, a to, że nigdzie się nie wybieramy, prowadzimy wiele rozgrywek i nie brakuje u nas ludzi chętnych do gry. Jeśli jeszcze zastanawiasz się czy do nas dołączyć - przestań i zarejestruj się. Dla każdego znajdzie się miejsce.
Na forum powstało subforum (kliknij tutaj) - Walentynki - w którym możecie prowadzić gry dotyczące tego wyjątkowego dnia. W tym temacie możecie przeczytać jakie propozycje na spędzenie dnia zakochanych oferuje Boston. Szczęśliwych Walentynek.!
Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 8