Witaj w Bostonie! Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
five minutes of (fake) date
Autor Wiadomość
Sofia de Lorenzo Lovegood


Sofia de Lorenzo Lovegood

We are all lonely

AND WE ALL WANT SOMEONE TO tell us we are beautiful


39

Wysłany: 2018-02-19, 02:07   five minutes of (fake) date
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Pata


/po Richardzie + ciuszek (bez pani obok, ale z jakimś płaszczem i ciepłym szalikiem, które oczywiście zdjęła w knajpie)

Dziwna sprawa, te Walentynki. Jeszcze dziwniejsza, że Sofia o nich zupełnie zapomniała, skoro sklepowe witryny wzdłuż każdej z uliczek, jakie mijała dzień w dzień, były przystrojone dość sporą ilością serduszek i pluszowych misiów. Kiedy jeszcze jej mąż żył, czasami przynosił jej bukiet kwiatów z tej okazji, a czasami, kiedy był mniej zapracowany, zabierał ją na kolację. Sofia chętnie spędzała z nim ten dzień, nieważne, czy wymieniali się kartkami i spędzali go w mieszkaniu wraz z kotem, czy też może zabrał ją na kurs tanga, bo i to mu się kiedyś zdarzyło. Te czasy dawno jednak minęły, a Sofia od ponad dwóch lat żyła samotnie tu, w Bostonie, nie obchodząc już Walentynek, i właściwie nawet nie patrząc na nie z żadną nostalgią. Myśli o mężu siedziały w jej głowie niemal nieprzerwanie. Ten dzień w roku wspominała znacznie częściej, niż w kolejną rocznicę.
Po ostatnim wypadku na lodowisku już się tam nie pojawiała, próbowała jednak szukać natchnienia także w innych miejscach. Od jakiegoś czasu żyłą w przeświadczeniu, że artysta powinien doświadczyć wszystkiego - roztrzaskanie głowy na lodowisku mogła odhaczyć na tej liście. Dziś postawiła na kawę i ciasto w kawiarni, co mogło się wydać dość zwyczajne, miała jednak zamiar obserwować ludzi, próbując wyczytać z ich twarzy i gestów jak najwięcej. Nie miała pojęcia, że wchodząc tam pakuje się w szybkie randki. Została zaskoczona, zgarnięta, zaprowadzona, a z tego wszystkiego rozumiała może jakąś jedną piątą angielskich słów, które padały w jej kierunku. Inaczej nigdy by się na to nie zgodziła, skoro już jednak dostała plakietkę z imieniem, którą przypięła nad piersią, a potem zadając nieśmiałe i nieskładne pytania oraz obserwując innych zrozumiała, o co chodzi, zajęła miejsce przy jednym ze stolików, tym, które jej wskazano.
Rozumiała ideę szybkich randek, ale w gruncie rzeczy była przekonana, że takie rzecz to tylko w filmach, tym zabawniej było wziąć w czymś takim udział. Nie brała tego przecież na poważnie, na palcu wciąż nosiła obrączkę i wciąż podpisywała się nazwiskiem męża, co oczywiście nigdy się nie zmieni, ale może ktoś, z kim będzie rozmawiać ześle na nią natchnienie, wizję kolejnego dzieła, które tej nocy ukaże się spod jej dłoni i pędzli? Słuchała więc uważnie, o samej sobie mówiąc raczej niewiele, bo nie o to jej przecież chodziło. Zresztą, nawet nie wiedziała, co się mówi w takich sytuacjach, była to dla niej kompletna nowość. Większość mężczyzn zasiadających na przeciw niej albo była skupiona na sobie, albo nie była nią zainteresowana. Nie dziwiło jej to, zbliżała się do czterdziestki, a oni byli raczej młodsi, poza tym jej twarz była zmęczona, a oczy zmętniałe od całego nieszczęścia, które spotkało ją w życiu i które wciąż siedzi w jej głowie.
- Mam na imię Sofia - zaczęła po raz kolejny, kiedy następny mężczyzna dosiadł się do jej stolika. - Jestem z Argentyny, maluję, mam galerię sztuki w Sullivan Square - dobra reklama zawsze na topie. Wymieniała suche fakty swoim łamanym angielskim, dopiero po dłuższej chwili unosząc wzrok na twarz swojego rozmówcy. Nie miała pojęcia, czym się różnił od ludzi go poprzedzających, ale może dostrzegła coś w jego oczach? Wystarczyło, by uśmiechnęła się, choć z przeszłością na jej twarzy wcale nie wyglądała na wesołą, i pokręciła głową. - Właściwie jestem tutaj przez wypadek - więc równie dobrze mógł ją sobie odpuścić, a dobry tekst zatrzymać na dziewczynę obok, która była młodą blondynką tryskającą entuzjazmem (i, jak na gust Sofii, trochę zbyt świergoczącą, ale może to po prostu ona była już zbyt zgorzkniała? ciężko było jej sobie przypomnieć, czy kiedy sama miała niewiele ponad dwadzieścia lat zachowywała się podobnie, to było przecież tyle lat temu. Całe życie temu).
_________________
 
   Podziel się na:  
Vincent Blanco


vINCENT bLANCO

Radio Reporter

Eligible Bachelor


35

Wysłany: 2018-02-26, 23:05   
   Multikonta: Saskia Lovell
   Nazywaj mnie: mARTA


/ po Caroline, stylówka + jakiś płaszcz czy coś, co by ciepło było

Vincent lubił od czasu do czasu brać udział w dziwnych wydarzeniach w mieście, dzięki czemu poznawał nowych, ciekawych ludzi. Był namiętnym użytkownikiem Tindera i nie chodziło mu wcale o znalezienie panny do ruchania (choć jak jakaś była chętna to nie odmawiał, wiadomo). Po prostu lubił rozszerzać swoje znajomości, a tego typu eventy jak szybkie randki mu na to pozwalały – kto wie, może spotka kogoś ciekawego, z kim utrzyma dłuższy kontakt? Kilka takich znajomości już miał, a zawsze mogły do tego szacownego grona dołączyć kolejne.
Tak więc, w przeciwieństwie do Sophii, Vincent był tu z pełną świadomością imprezy, mającej się odbyć. Jednakże był trochę wcześniej, by zamówić białą herbatę, a do tego ciastko. Może i trenował i trzymał się jako – tako diety, ale od czasu do czasu sobie pozwalał. Dzisiaj były walentynki, więc trzeba było to jakoś uczcić. I co z tego, że Vincent nie obchodził tego… „święta” od czasu zerwania z Aurorą. Nie miał na to najmniejszej ochoty. Tak samo jak na poważne związki. Liczyła się jednak dobra zabawa, a szybkie randki zdecydowanie takową mu przyniosą.
Kilka pierwszych rund było raczej przeciętnych, by nie powiedzieć nudnych. Żadnej ciekawej osobowości, która przykułaby uwagę Vincenta i skłoniła do zadzwonienia pod numer, który panna zapisała mu na serwetce. Zrezygnowany usiadł przy stoliku Sophii, zastanawiając się, na kogo tym razem wpadł. Jednak już pierwsze słowa kobiety sprawiły, że przykuła jego uwagę. Artystyczna dusza – to tak sam jak on.
Vincent, urodzony w Hiszpanii, aczkolwiek mam rodziców Amerykanów. Pracuję w radiu jako prezenter. Jak chcesz możemy rozmawiać po hiszpańsku – powiedział na początek, uśmiechając się do kobiety. W końcu wyrwanie się z monotonii! – Urodziłem się w tym samym dniu i miesiącu co Vincent van Gogh, nie trudno więc się domyślić, skąd moje imię. – Mówił w takim języku, w jakim Sophia wolała – jeżeli to był hiszpański, to bez trudu się na niego przełączył. Bądź co bądź, ale większość życia spędził w Barcelonie. – Czemu jesteś tutaj przez przypadek, hm? Nie wiedziałaś, że jest taki event? – zapytał z ciekawości, zaintrygowany.
 
   Podziel się na:  
Sofia de Lorenzo Lovegood


Sofia de Lorenzo Lovegood

We are all lonely

AND WE ALL WANT SOMEONE TO tell us we are beautiful


39

Wysłany: 2018-03-08, 22:12   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Pata


Głupio mi odpisywać z zimowym profilem, skoro teraz tu tak ładnie, ale po weekendzie nadrobię, a pralka mi się jeszcze pierze i muszę czekać aż skończy, eh.
Sofia nie była fanką szybkich randek, bo kiedy była w wieku randkowania, nikt nie wpadał na tak głupie pomysły, a potem była mężatką i w ogóle nie zwracała na takie rzeczy uwagi. Nie miała zielonego pojęcia na temat Tindera. I chyba nawet nie chciała mieć. Przecież nie zamierzała szukać kogoś, by wypełnić dziurę w swoim sercu, ani na stałe, ani na chwilę. Nie czuła się stara czy nieatrakcyjna (chociaż może w jakimś stopniu owszem, była przecież bezpłodna, kto chciałby zakładać rodzinę z bezpłodną kobietą? Jose chciał, ale wówczas jeszcze nie wiedział). Czuła się za to mężatką, i po prostu... To wszystko było nie tak.
Nie spławiała mężczyzn, z którymi przyszło jej rozmawiać, ale nie wydawali się oni interesujący. Nie potrafili jej nawet zachęcić do tego, by zapisała im na serwetce swój numer. Grzecznie odmawiała, uśmiechając się przepraszająco, choć w jej wykonaniu to nawet nigdy nie był odpowiednio szczery uśmiech. Może jednak, mimo wszystko, to był dobry dzień, by zostać w domu.
Vincent, jak sie przedstawił, zwrócił jej uwagę trochę bardziej. Oczy otworzyły jej się szerze, gdy usłyszała o Hiszpanii, ale tylko na chwilę, skoro zaraz sprostował, ze jednak jest Amerykaninem. Jednak nie zawiódł jej. Rozmawianie po hiszpańsku, czy nie tego najbardziej brakowało jej na co dzień? Rozmawiała tak właściwie tylko z rodzeństwem, a w większości się z nimi mijała.
- Zdecydowanie wolę hiszpański - przytaknęła, gdy tylko to zaproponował. Od razu poczuła się też swobodniej. Hiszpański był przecież jej językiem. Nie musiała zastanawiać się na każdym słowem, jakie przyszło jej wypowiedzieć. - Van Gogh, naprawdę? To fascynujące - uśmiechnęła się, zdecydowanie bardziej szczerze, niż przedtem. Rozmowy o sztuce zawsze tak na nią działały, choćby tak błahe. - Nie wiedziałam. Przyszłam na kawę i ciastko, na ogłoszenie za drzwiami zwróciłam uwagę dopiero, jak mnie tu usadzili. Zazwyczaj nie zwracam na nie uwagi, to męczące czytać wszystko po angielsku, i rozumieć. Ale artysta musi być otwarty na nowe doznania. Przynajmniej wiem, że tego już nie będę chciała powtórzyć - wzruszyła nieznacznie ramionami. - Twoi rodzice byli fanami Van Gogha? - wróciła do tematu, który chyba jednak bardzie ją interesował. - A ty, znasz jego twórczość? Ja się urodziłam w dniu katastrofy samolotu w Ekwadorze. Ale tak właściwie, to chyba nie jest nic ciekawego. Właściwie nic takiego nie zdarzyło się tej daty, sprawdzałam kiedyś z ciekawości, wszyscy to robiliśmy, jeszcze w szkole. Zostało mi w głowie. Wiele dziwnych rzeczy zostaje mi w głowie - zaśmiała się krótko. W jej głowie przecież dzieją się same dziwne rzeczy.
_________________
 
   Podziel się na:  
Vincent Blanco


vINCENT bLANCO

Radio Reporter

Eligible Bachelor


35

Wysłany: 2018-03-15, 21:36   
   Multikonta: Saskia Lovell
   Nazywaj mnie: mARTA


Vincent nie traktował takich szybkich randek nigdy poważnie – prawdę powiedziawszy, to była tylko jakaś tam forma rozrywki i możliwość poznania nowych osób. Jak ktoś okazał się być na tyle interesujący, żeby poznać kogoś bardziej, to po całej akcji zwykle spotykali się przy barze przy drinku czy piwie i taki układ mu jak najbardziej pasował. Zawsze lepsze to niż podbijanie do randomowych dziewczyn, a potem próba wywinięcia się, jak okażą się kompletnym niewypałem. No i w porównaniu do Sophii, Vincent ani trochę nie czuł się w jakikolwiek sposób związany, więc nie narzekał, jeżeli z takiej niepozornej randki urodził się jakiś krótszy bądź dłuższy romans. Tak samo jak z tymi wszystkimi relacjami z Tindera. Godne uwagi były może ze dwie, trzy dziewczyny – i tu bardziej na myśli miał intelekt, a nie urodę samą w sobie. No bo co mu po ładnej pannie, z którą nie da się pogadać? No właśnie!
Vincent nie miał najmniejszego problemu w porozumiewaniu się po hiszpańsku, bo spędził w Barcelonie praktycznie całe życie, tam chodził do szkoły, tam studiował. Gdyby nie Caroline, to pewnie nigdy by nie zamieszkał na stałe w Ameryce. To nie było kompletnie jego miejsce na ziemi – zdecydowanie wolał Hiszpanię, za którą okropnie tęsknił, ale nie chciał zostawić siostry samej, zwłaszcza teraz.
Och, tutaj to jest dosyć regularna akcja, zwłaszcza w okresie okołowalentynkowym… A w życiu trzeba wszystkiego spróbować, tak myślę. – Uśmiechnął się delikatnie do Sophii. Była artystką i coś czuł, że się dogadają. On też miał w pewnym sensie artystyczną duszę, choć w nieco inny sposób ukierunkowaną. – Sam nie wiem, ale chyba tak, skoro postanowili przechrzcić mnie z Zacharego na Vincenta, na cześć van Gogha. – Zaśmiał się. Ogólnie państwo Blanco byli dosyć specyficznymi ludźmi i kto by ich tam zrozumiał? Sam Vince jednak się cieszył, że został Vincentem. Za każdym razem jak wspominał przy jakiejś pannie o van Goghu, to zyskiwał w ich oczach. Zawsze jakiś sposób na podryw, prawda? – Jako – tako kojarzę kilka jego dzieł. Słynny autoportret, Słoneczniki, czy Gwieździsta Noc. Byłem też w kinie na Twój Vincent, świetny film. A wiedza niepotrzebna zwykle najłatwiej wchodzi do głowy i już tak prosto się jej nie da pozbyć… – Sophia miała w sobie coś, co sprawiało, że Vincent z niechęcią spoglądał na zegarek, który z każdą sekundą przybliżał ich do końca tej rozmowy, na co w ogóle mu się nie uśmiechało i z chęcią by gdzieś ją porwał i kontynuował pogawędkę…
 
   Podziel się na:  
Sofia de Lorenzo Lovegood


Sofia de Lorenzo Lovegood

We are all lonely

AND WE ALL WANT SOMEONE TO tell us we are beautiful


39

Wysłany: 2018-03-21, 22:21   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Pata


Takich randek w ogóle nie można traktować poważnie, Sofia parsknęłaby śmiechem w twarz komuś, kto by je tak traktował. Nie można się w kimś zakochać w pięć minut. Nie można kogoś poznać w tak krótkim czasie. Nie można nawiązać nici porozumienie, więzi emocjonalnej. To zwyczajnie niewykonalne. Takie pięć minut może być początkiem, oczywiście, i to początkiem czegoś pięknego i wielkiego, ale samo w sobie nie jest specjalnie istotne. Może być ważne to pierwsze wrażenie, jakie się na kimś wywrze, ale nic poza tym, potem będzie mnóstwo takich pięciominutowych momentów w życiu, które nabiorą znacznie większego znaczenia, niż ten jeden, pierwszy, o którym z łatwością się zapomni.
Ich hiszpański pewnie różnił się od siebie, w końcu byli z dwóch różnych części świata i język ten w Argentynie nie brzmiał tak samo, ewoluował, miał przeróżne naleciałości. Sofii w żaden sposób to jednak nie przeszkadzało. Doceniała, że w ogóle mogła porozmawiać z Vincentem normalnie. Język stanowił dla niej największą barierę w tym kraju, przy nim bariera ta niemal automatycznie zniknęła.
- Oczywiście, że trzeba wszystkiego spróbować, ale nie we wszystkim każdy się odnajdzie - ona się tu na przykład nie odnalazła. - Dobrze wiedzieć, następnym razem będę unikać tego miejsca. Może w ogóle, takich miejsc. To znaczy, na Walentynki, za rok - wzruszyła ramionami. Raz na szybkich randkach zdecydowanie jej wystarczy, już to wiedziała. Raczej nie spodziewała się, ze miałaby zmienić zdanie. Na śmiech mężczyzny odpowiedziała uśmiechem, choć znacznie skromniejszym, niż ten jego. Miło mieć do opowiadania takie historie. Choć ona na pewno nie pomyślałaby o nich, jako o sposobie na podryw. Ale co mogła wiedzieć o takich rzeczach? Nikt jej nigdy nie podrywał, jej związki zawiązywały się w zupełnie inny sposób, a i nie miała ich w życiu zbyt wiele. - Jeszcze go nie widziałam, muszę to nadrobić - pokiwała głową. Nie była fanką filmów, to znaczy, zdecydowanie bardziej wolała malarstwo, ale film też był przecież jakąś formą sztuki, obrazu. Film o malarzu był dla niej pozycją obowiązkową, ale jeszcze nie miała okazji do obejrzenia go. - Ja mam imię po mojej... babci - rozejrzała się wokół, zdezorientowana, kiedy został nadany sygnał do zmiany randki i ludzie zaczęli się przesiadać, może co najwyżej rzucając sobie na koniec jeszcze kilka słów. Pięć minut, naprawdę? Minęło może pół! Zupełnie nie poczuła upływającego czasu, kiedy rozmawiała z Vincentem. Och, wszystko nie tak. Nie chciała zmiany, dopiero zaczęli i w przeciwieństwie do niektórych jej partnerów, z Blanco naprawdę dobrze jej się rozmawiało.
_________________
 
   Podziel się na:  
Vincent Blanco


vINCENT bLANCO

Radio Reporter

Eligible Bachelor


35

Wysłany: 2018-04-04, 19:53   
   Multikonta: Saskia Lovell
   Nazywaj mnie: mARTA


Szybkie randki, jak sama nazwa wskazywała, była super sposobem by na szybko kogoś poznać i ewentualnie rozwijać znajomość dalej, jeżeli ktoś wpadnie w oko. Choć trzeba przyznać, że Vincent raczej był typowym samcem w tej materii i raczej szukał na tego typu imprezach przelotnych romansów, a nie kandydatek na potencjalną żonę. Blanco miał jednak uraz do związków na poważnie i zdecydowanie wolał się nie angażować, mimo że już był w tym wieku, gdzie duża część jego kumpli miało minimum jedno dziecko i kilko roczny staż w małżeństwie. Vince to ten typ „wujka” wiecznego kawalera, który ani myśli o ustatkowaniu się, mimo że cała rodzina mu mówi, że to już ten czas. Zwłaszcza, jeżeli Twoja siostra miała już męża.
Jasne, ich hiszpański się nieco różnił, ale na szczęście nie na tyle, by nie być w stanie się porozumieć, łapali o co chodziło, więc tyle dobrze. Vincent lubił hiszpański, jego brzmienie, melodyjność i ostatnio nie miał zbytnio możliwości używania go, więc się cieszył, że spotkał kogoś na swojej drodze, z kim mógłby porozmawiać w swoim drugim ojczystym języku – tak, Blanco uważał zarówno angielski, jak i hiszpański za swoje ojczyste języki. W domu mówiło się zawsze tylko po angielsku, w szkole zaś tylko po hiszpańsku (nie licząc oczywiście lekcji angielskiego, z których był całkiem niezły, z wiadomych przyczyn).
Jak ładnie poprosisz, to Ci spiszę wszystkie miejscówki, które warto unikać w Walentynki – odpowiedział, całkiem serio. On miał je wszystkie w jednym palcu. Nie było w Bostonie takiego klubu czy baru, w którym nie byłoby go chociaż raz. – Zdecydowanie musisz obejrzeć. Miał nominacje do Oscara, niestety nie wygrał. Kompletnie niesłusznie, ale to moja opinia... – Westchnął. Czasem nie rozumiał, na jakich podstawach są wydawane te Oscary, no ale czasem bywa i tak. I nie był to zwykły film… Cały był niczym jeden, żywy obraz, bazujący na stylu van Gogha.
Vincentowi zdecydowanie nie podobało się to, że minęło już te pięć minut. Spojrzał na Sofię i nie wahał się nawet sekundy. Wiedział, że to z nią chciałby spędzić ten wieczór, rozmawiając o sztuce, wszelkiego rodzaju, i nie miał ochoty na kontynuowanie randek.
Chodź, zwijamy się – powiedział, chwytając Sofię za dłoń i ewakuując się z lokalu. Jakoś impreza będzie musiała sobie poradzić bez nich. Puścił ją dopiero po tym, jak wyszli na zewnątrz. – Co powiesz na kawę w lokalu bez tej walentynkowej szopki? – zapytał się, zakładając na siebie swój płaszcz, który zebrał w biegu z krzesła.
 
   Podziel się na:  
Sofia de Lorenzo Lovegood


Sofia de Lorenzo Lovegood

We are all lonely

AND WE ALL WANT SOMEONE TO tell us we are beautiful


39

Wysłany: 2018-04-11, 21:53   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Pata


Z Sofią było trochę inaczej - nie w głowie jej romanse, ani na dłużej, ani na krócej, skoro wciąż żyła wspomnieniem o swoim mężu, tym bardziej więc nie dla niej zabawy tego pokroju. Nie potrafiła ruszyć dalej, zrobić kroku na przód, utknęła w jednym, martwym już punkcie swojego życia, z którego nie potrafiła się wydostać. Nawet nie przyszło jej do głowy, że mogłaby. Nigdy nie otaczała się zbyt dużą liczbą przyjaciół, w Bostonie znała tak naprawdę tylko swoje rodzeństwo, bo pozostali ludzie pojawiali się raczej na chwilę, głównie na płaszczyźnie zawodowej, toteż nie miała tak naprawdę z kim nawet porozmawiać. Reszta Lorenzo miała swoje życie, Sofia mijała się z nimi gdzieś pomiędzy pobytami w galerii a domowym odsypianiem nocy pełnych artystycznej pasji. Przez wiele lat daleko od siebie, oddali się także emocjonalnie i niekoniecznie potrafili jeszcze ze sobą rozmawiać szczerze i od serca.
Nie zdążyła nawet dokładnie się zorientować, co się dzieje, kto wstaje, a kto siada, i co ona powinna teraz zrobić, bo zaraz wybiegała za Vincentem z kawiarni, w locie łapiąc tylko torebkę i wierzchnie okrycie. To tak mogła? Dlaczego nie zrobiła tego jakieś pół godziny temu, kiedy ta szopka się zaczynała? Poza oczywiście tym, że jako artystka musiała doświadczyć wszystkiego. Nim przystała na jego propozycję, odwróciła się jeszcze i spojrzała przez okno do wewnątrz. Dopiero gdy poczuła na szyi chłodny powiew lutowego powietrza, owinęła ją szalikiem i zaczęła nakładać na siebie płaszcz. Pokiwała w końcu głową, całkiem ochoczo, ruszając naprzód, by przypadkiem nikt ich nie zatrzymał, chociaż nawet nie wiedziała, w którą stronę Vincent chciałby ją zaprowadzić.
- Więc, chciałabym cię bardzo ładnie poprosić, abyś powiedział mi, jakich miejsc unikać. W Walentynki i inne żenujące dni tego typu. Mogę postawić ci kawę bez serduszka z pianki, co ty na to? - nawijała po hiszpańsku coraz szybciej, bo po uwolnieniu się z tamtej przytłaczającej przestrzeni poczuła się znacznie bardziej komfortowo. Oczywiście, serduszka uważała za jedną z niższych form sztuki, natomiast nie bardzo wiedziała, co miał na myśli Blanco, mówiąc o tym, by go ładnie poprosiła. Przecież nie to, co jej mąż, kiedy mówił do niej używając całkiem podobnych słów, prawda? To były także inne okoliczności, i inny ton wypowiedzi, i, rzecz jasna, inny człowiek. Inna historia, inny czas. Tamto to dawno i nieprawda.
_________________
 
   Podziel się na:  
Vincent Blanco


vINCENT bLANCO

Radio Reporter

Eligible Bachelor


35

Wysłany: 2018-04-18, 21:45   
   Multikonta: Saskia Lovell
   Nazywaj mnie: mARTA


Sofia i Vincent różnili się nieco podejściem do sprawy utraty ukochanej osoby. Vince, gdy Aurora postanowiła po dwóch latach związku zdradzić go z jego najlepszym (a chociaż tak mu się wydawało) kumplem. A on, głupi, odkładał każdy grosz, by kupić jej piękny pierścionek zaręczynowy! Ta sytuacja jednak odpowiedniego go zniechęciła do zawierania stałych związków i stwierdził, że skakanie z kwiatka na kwiatek będzie lepszą opcją niż wiązanie się z kimś na stałe. Blanco bał się odrzucenia i zranienia. Rozstanie z niedoszłą ex narzeczoną było dla niego dosyć ciężkie i to, co mu zrobiła, naprawdę go zabolało. Niezobowiązujące romanse były znacznie łatwiejsze – obie strony wiedziały, na co się piszą. Gdzieś w głębi serca może i chciałby się ustatkować. Ostatnio spotkał znajomego, który mu się pochwalił, że jego żona jest w ciąży i za niedługo zostanie ojcem. Wtedy Vincent poczuł, że on też by chciał mieć takiego szkraba latającego pod nogami. Tylko nie ma z kim, a wpadek wolał jednak nie zaliczać… To wszystko było dosyć skomplikowane.
W sumie ciężko powiedzieć, czy tak można było, ale Vincent miał to w dupie. Chciał spędzić czas z Sofią, a czekanie na skończenie się tej farsy byłoby zbyt nużące i prędzej by zasnął i szkoda było mu przerywać tak interesującej osoby. Decyzję podjął więc szybko, spontanicznie. A że kobieta jakoś specjalnie przed tym nie protestowała, to stwierdził, że dobrze zrobił. Uśmiechnął się zawadiacko do Sofii i puścił jej dłoń dopiero wtedy, gdy byli już na zewnątrz.
Zamiast serduszka z pianki może być maska Lorda Vadera, co Ty na to? – zapytał, spoglądając na kobietę. W sumie nie wiedział, gdzie jeszcze chciał iść… Schował ręce do kieszeni płaszcza, bo było jednak trochę zimno. – Jak Ci powiem, to nie spamiętasz. Daj mi jakiś namiar na siebie, to Ci wszystko spiszę i wyślę. – Czy ją podrywał? I tak, i nie. Nie chciał z Sofią tracić kontaktu. Po pierwsze, wydawała się nader ciekawą osobą, a po drugie, niewielu jego znajomych z Bostonu potrafiło mówić po hiszpańsku. A przypomnienie sobie języka zawsze w cenie.
 
   Podziel się na:  
Sofia de Lorenzo Lovegood


Sofia de Lorenzo Lovegood

We are all lonely

AND WE ALL WANT SOMEONE TO tell us we are beautiful


39

Wysłany: 2018-04-23, 15:49   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Pata


Całkiem możliwe, że Sofia też by się mocno zraziła do związków, gdyby spotkała ją taka sytuacja. Jej pierwszy poważny chłopak, Gabriel, nie był dla niej dobrym człowiekiem i źle ją potraktował, ale była wtedy młoda i głupia, nie miała w sobie odwagi, była zagubiona, samotna w wielkim mieście, w Buenos Aires, i tak naprawdę nie przejmowała się specjalnie nim, a bardziej tym, co ma ze sobą zrobić, gdzie się podziać, za co żyć? Odnalazł ją Jose i poza schronienie i bezpieczeństwem dał jej miłość, najczystszą z możliwych. Nigdy jej nie zdradził, wspierał ją całym sercem, pozwolił jej na rozwój, sfinansował jej studia, i tak dalej, i tak dalej. Nigdy jej nie zdradził, nie skrzywdził, a zostawił ją nie dla innej, ale dlatego, bo stanęła między nimi śmierć. Jak więc mogła przestać go kochać? Czasami wydawało jej się, że na niego zasługiwała; czasami obwiniała go o to, że zostawił ją samą na tym świecie - prawda była jednak taka, że Jose był najwspanialszym człowiekiem, na jakiego mogła trafić i ostatnie, co mogło jej po nim zostać, to brak wiary w miłość.
- Nie wiem, gdzie robią kawę z Lordem Vaderem - przyznała, przygryzając niepewnie wargę, ale odwzajemniła jego uśmiech. Od śmierci Lovegooda nie uśmiechała się zbyt często, a jeśli już, to uśmiech nigdy nie obejmował jej oczu, które bardzo przygasły od tamtego czasu. Teraz też tak było, jednak taki uśmiech się pojawił, choć Sofia wiele brakowało do tego, by poczuć się w pełni swobodnie w jego towarzystwie. To jednak przychodziło dopiero z czasem. Poznała Vincenta przecież pięć minut temu. Wsunęła dłonie w kieszenie płaszcza, ale zaraz skinęło głową na jego propozycję i zaczęła szperać w torebce w poszukiwaniu jakiegoś świstka papieru i czegoś do pisania. Na odwrocie paragonu z randkowej kawiarni spisała na kolanie swoje nazwisko, adres e-mail i bostoński numer telefonu, w jaki się w końcu zaopatrzyła po przyjeździe z Argentyny, bo utrzymywanie tamtego było zbyt drogie (co z tego, ze na jej koncie wciąż wisiała fortuna męża, z którą nie wiedziała, co zrobić?). Litery były trochę krzywe przez takie, a nie inne warunki, ale raczej czytelne, więc wysunęła paragon w stronę Vincenta. No cóż, nie rozumiała aluzji ani podrywów, właściwie, nawet by Blanco o to nie posądzała. Nie wyglądał, jakby była w jego typie.
_________________
 
   Podziel się na:  
Vincent Blanco


vINCENT bLANCO

Radio Reporter

Eligible Bachelor


35

Wysłany: 2018-05-31, 13:50   
   Multikonta: Saskia Lovell
   Nazywaj mnie: mARTA


Trzeba przyznać, że w tym wszystkim był jeden haczyk – Vincent starał się udawać takiego „otwartego” i nie angażującego się w żadne związki, żartując z kumplami o podrywaniu nowych panienek. Jednak gdzieś w głębi siebie czuł, że chciałby się ustatkować. Znaleźć kobietę, która zawróci mu znowu w głowie, sprawiając, że wracanie do domu będzie czystą przyjemnością, a nie codziennym obowiązkiem. Chciał się budzić obok ukochanej osoby, ba! Chciałby usłyszeć śmiech jego dziecka. Sęk jednak w tym, że się trochę bał… Bał się odrzucenia, bał się bycia zdradzonym po raz kolejny. To siedziało w jego głowie dosyć mocno. Przez co zachowywał się trochę jak taki duży chłopiec, który wydawał się być kompletnie niedojrzały. Co nie było tak do końca prawdą. Miał stałą pracę, jakąś wizję na siebie i jak kogoś pokocha, to odda mu się bezgranicznie – taki już był. Aurora go, co prawda, bardzo zraniła, co nie zmieniało faktu, że „leczenie się” z niej trwało dosyć długo i parę razy myślał, czy by nie spróbować do niej wrócić. Całe szczęście miał za dużą dumę na to, żeby w ogóle do niej zadzwonić.
Ale ja wiem. Piszesz się? – zapytał, spoglądając na nią. Widział, że Sofia nie czuje się jeszcze taka pewna w jego towarzystwie, ale się nie dziwił, nie wyglądała na kogoś, kto jest bardzo otwarty na nowe znajomości i potrzebuje czasu na oswojenie się z sytuacją. I kompletnie to rozumiał. Jednak cieszyło go to, że chciała jednak spędzić z nim trochę czasu i przede wszystkim, że podzieliła się z nim swoim numerem telefonu. Od razu zapisał go i wysłał esemesa (guess who am I). – Tak na marginesie, można gdzieś zobaczyć Twoje obrazy? Jestem ciekawy – zapytał. Skoro była malarką, to może gdzieś swoje prace wystawiała. Szkoda by było, jakby chowała je do przysłowiowej szuflady.
 
   Podziel się na:  
Sofia de Lorenzo Lovegood


Sofia de Lorenzo Lovegood

We are all lonely

AND WE ALL WANT SOMEONE TO tell us we are beautiful


39

Wysłany: 2018-06-26, 10:34   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Pata


Byłoby bardzo szkoda, gdyby Vincent zdecydował się na powrót do Aurory. Trzeba mieć jednak jakieś resztki godności, szacunku do samego siebie, prawda? Po takim powrocie Blanco straciłby je wszystkie doszczętnie. Sam sobie zrobiłby krzywdę. Na co mu to? Może była w jakimś stopniu wyjątkowa, ale przecież tego kwiatu jest pół światu, inna wyjątkowa też się znajdzie.
Sofia też bała się wiązać po raz kolejny. Oczywiście, po pierwsze, uznałaby to za zdradę wobec swojego, nieżyjącego już, męża. Tego za nic by nie chciała. Kochała go przecież nad życie, i wiedziała, że on też ją kochał. Poza tym jednak, nie była pewne, czy faktycznie gotowa byłaby znów się przywiązać - znów się zakochać - i zostać porzuconą. Nie chciała na nowo przeżywać samotności i strachu, jakie otaczały ją po śmierci Jose. Co więcej, zdecydowała się też wtedy na ucieczkę do miejsca na innym kontynencie, takiego, które znała tylko z pocztówek, jakie czasami przysyłał jej brat. Teraz, z perspektywy czasu, wydaje jej się, ze nie było to dobre posunięcie. Ale nie ma odwagi wracać do Argentyny. Zamiast tego, jakoś próbuję się tu poskładać do kupy, choć zajmuje jej to mnóstwo czasu. Zdecydowanie wolała unikać jakichkolwiek romansów, niż plątać się w ich nadmiarową ilość.
- Pewnie - pokiwała głową. Nie była fanką Lorda Vadera, ale wydawało się jej być to motywem skrajnie odległym od wszelkich walentynkowych serduszek i innego kiczu tego typu, więc uznała, że na pewno dobrze jej zrobi. Wygrzebała swój telefon z torebki, kiedy usłyszała sms-a, a odczytując go, nieznacznie uniosła kąciki warg. Zapisała na szybko numer Vincenta, po czym znów wrzuciła telefon do torby.- Oczywiście - odparła, kiedy już ruszyła za mężczyzną, gdzieś w kierunku kawiarni, w której serwowali inne siły zła, niż nadmiar serduszek. - Część została w Buenos Aires, ale w Bostonie mam galerię, na Mount Vernon. Wolę wystawiać innych, jest tu wielu młodych artystów, którzy starają się o to, by ich dostrzec, ale inni często ich nie rozumieją - a akurat ona ma tendencję do widzenia piękna w sztuce tam, gdzie inni widzą brzydotę czy, po prostu, jakieś tabu. - Kilka moich prac też tu wisi. Gdybyś kiedyś miał ochotę, to zapraszam. Często jestem tak nawet po godzinach otwarcia - a tak naprawdę, prawdopodobnie otworzyłaby mu o każdej porze dnia i nocy. Czasami zdarza jej się nocować u Felixa, u którego w teorii wciąż mieszkała, ale coraz częściej zdarzały jej się bezsenne noce, które przeznaczała na malowanie. Kiedy kończyła, czasami drzemała na podłodze pracowni - może powinna zainwestować w materac albo chociaż jakąś niewielką, rozkładaną kanapę, ale póki co, nawet na to nie wpadła, nie czułą potrzeby. Na podłodze było jej dobrze, nawet, jeśli potem czuła się troszeczkę obolała.
Coby troszeczkę przyspieszyć, zakładam, że dotarli w końcu do tej kawiarni, gdzie usiedli przy stoliku, a Sofia zdała się na Vincenta, jeśli chodzi o zamówienie. No chyba, że Vincent miał zamiar jej zrobić taką kawę osobiście, to wystarczy, że sprostujesz xD Lorenzo była otwarta, a Vincent przekonał ją do siebie od samego początku - znajomością hiszpańskiego i imieniem po malarzu. Tyle wystarczyło, by zacząć zdobywać jej zaufanie.
- Długo byłeś w Hiszpanii? - spytała w oczekiwaniu na kawę. Jego umiejętności językowe nie mogły wziąć się przecież znikąd, a mówił wcześniej, ze urodził się właśnie tam. Zdarzyło jej się być kiedyś w Europie, wraz z Jose jeździli tam czasem na wakacje, ale akurat Hiszpania chyba nigdy im się nie trafiła. Przez chwilę zaczęła tego żałować. Może mogłaby się tam wybrać za jakiś czas? Może sama, a może uda jej się zorganizować jakieś towarzystwo. Może Boydowi udałoby wyrwać się na chwilę z Los Angeles, albo po prostu wzięłaby kilku swoich podopiecznych na wycieczkę artystyczną. A może Vincent zechciałby jej pokazać coś ciekawego w swoich stronach.
_________________
 
   Podziel się na:  
Vincent Blanco


vINCENT bLANCO

Radio Reporter

Eligible Bachelor


35

Wysłany: 2018-07-09, 18:57   
   Multikonta: Saskia Lovell
   Nazywaj mnie: mARTA


Vincent wiedział, że powrót do Aurory byłby skrajną głupotą. Już się z niej wyleczył, aczkolwiek dosyć długo mu to zajęło, by się od niej uwolnić. Choć nie byłby pewny, jakby się zachował, gdyby się znów spotkali. Czy jego serce przypomniałoby sobie o pierwszej i tak naprawdę jedynej miłości? Blanco kochał ją z całego serca – to, że te uczucie okazało się być nieodwzajemnione to zupełnie inna sprawa. Mało kto wiedział, jak bardzo go to zraniło… Jeszcze tego samego dnia, w którym przyłapał swoją dziewczynę z najlepszym kumplem z roku, wylądował z jakąś przypadkową dziewczyną w łóżku, wracając do swojej natury lowelasa. Tak było po prostu łatwiej – nie przywiązywał się zbytnio, dzięki temu nie było szansy na bycie ponownie zranionym.
W takim razie na pewno kiedyś wpadnę Cię odwiedzić. Co prawda malarstwo to nie moja dziedzina sztuki, ale nigdy nie jest za późno, by przestać być ignorantem, nieprawdaż? – Może i miał na cześć sławnego malarza, jednakże smykałki do sztuk plastycznych nie dostał… Natura obdarzyła go zdecydowanie lepszym słuchem i głosem. Jak Sofia będzie chciała, może dać jej kilka lekcji gry na gitarze. Wyrywało się na nią dziewczyny za licealnych czasów…
Będąc w kawiarni, Vincent zastanawiał się, jaka kawa mogłaby zasmakować Lorenzo. W końcu postanowił kupić zarówno dla siebie, jak i Sofii cappuccino (najbardziej bezpieczne tak naprawdę), oczywiście z Lordem Vaderem zrobionego z pianki. Serduszkom mówili stanowcze nie. Dodatkowo poprosił o dwa kawałki sernika, co by przekąsić coś słodkiego do tej kawy. I chcąc nie chcąc, Sofia niewiele miała do powiedzenia w tej materii.
Urodziłem się tam, wychowałem, skończyłem studia. W Bostonie jestem od kilku lat. Moja siostra tu mieszka, miała wypadek i chciałem ją wspierać w ciężkich chwilach – wyjaśnił powody przebywania w Bostonie. Niby z Caroline teraz było wszystko w porządku – miała męża, dobrze prosperującą kawiarnię… Niczego wydawało się jej nie brakować. Vince miał jednak złe przeczucia i dlatego jeszcze nie spakował swoich rzeczy i nie wrócił do Barcelony. – Jak długo jesteś w Stanach? – zapytał. Jeżeli zaś chodzi o pokazanie ciekawych miejsc w Hiszpanii – nie widział najmniejszego problemu. Zawsze to był jakiś pretekst, by choć na chwilę wrócić w tamte strony.
 
   Podziel się na:  
Sofia de Lorenzo Lovegood


Sofia de Lorenzo Lovegood

We are all lonely

AND WE ALL WANT SOMEONE TO tell us we are beautiful


39

Wysłany: 2018-07-24, 17:45   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Pata


Takie rzeczy mają dość duży wpływ na człowieka. To nie są wcale małe uczucia, Vincent nie tylko mógł i miał prawo, ale wręcz powinien czuć się zraniony, a Aurora powinna smażyć się w piekle. Może nawet tak będzie. Sofia nie zamierzała w to wnikać. Mężczyzna nie musiał jej o niczym opowiadać, to jego własne sprawy, tak samo jak ona, choć przeżywała wszystko całą sobą i już od prawie trzech lat nie mogła dojść do siebie, wyleczyć się, to wcale nie zamierzała mu opowiadać o swoich przeżyciach. Był tylko przypadkowym człowiekiem z ulicy, czy tam z kawiarni, to, że ratuje ją przed Walentynkowym Koszmarem nie oznacza, że mogła go jakkolwiek obarczać swoimi problemami.
- Byłoby mi bardzo miło. Może udałoby mi się opowiedzieć ci coś ciekawego - choćby po to, by został na dłużej, bo kiedy zostawała sama ze swoimi myślami, to często nie kończyło się to dobrze. Jego towarzystwo wydawało się być dobrą alternatywą. Miała to szczęście, że do galerii sztuki nie przychodził pierwszy lepszy Janusz z ulicy, więc rzadko kiedy musiała się użerać z paskudnymi klientami. Chociaż jej klienci, ludzie nadziani, śpiący na forsie, wymagający i zadufani w sobie, też potrafili dać się we znaki. Zdecydowanie bardziej wolała pracować z młodymi artystami, ale przecież oni też musieli z czegoś wyżyć, a to była poniekąd broszka Sofii, by ich wypromować i sprzedać.
Gitara nie brzmiała wcale źle, choć z kolei to Lorenzo nie miała z muzyką wiele do czynienia, przynajmniej nie od strony tworzenia, bo lubiła słuchać, a w tle galerii zawsze leciało coś cichego i spokojnego, muskającego zmysły, pobudzając je do odbierania większej ilości bodźców, jednocześnie nie rozpraszając i pozwalając się skupić na obrazach. Całkiem możliwe, że dawno temu, jeszcze w szkole, ją też jakiś gagatek wyrywał na gitarę czy inny flet. Tyle że ona była typową głupią dziewczyną, która poleciała na dupka, i wiele potem przez to straciła - ale jeszcze więcej zyskała, bo dzięki tym okolicznościom trafiła na swojego przyszłego męża. Choć przecież go też straciła.
Sofia zapewne powiedziałaby Vincentowi, jaką kawę pije, i jakie ciastko lubi, jednocześnie płacąc za swoje zamówienie, ale skoro to on zdecydował, to podejrzewam, że był w tym temacie dość mocno stanowczy. Nie brzmi to najlepiej, jakby był jakąś dominą czy coś, ale zapewne był przy tym miły i zabawny, więc Sofii nie przeszkadzało, ona potrzebowała jakiejś dominy w życiu, coby ją w ryzach trzymała (wtf Patka). Najważniejsze, że był Lord Vader, który nawet dla niej wyglądał znajomo, choć przecież nie oglądała nigdy nawet Gwiezdnych Wojen.
- Czyli właściwie stamtąd pochodzisz? Czy Twoja siostra czuje się dobrze? - ostatnie pytanie wynikało tylko i wyłącznie z tego, ze się martwiła, nie z żadnego wścibstwa. Wypadki nie były dobrą rzeczą, a ona tego doświadczyła na własnej skórze. Gdzieś w jej głowie pojawił się obraz jej męża tracącego panowanie nad autem, ręce jej zadrżały, zacisnęła usta i pobladła, ale usilnie próbowała odrzucić to od siebie. To nie czas, by poddawać się wspomnieniom i tym uporczywym głosom w głowie. - Ja ehm... - zająknęła się, zdezorientowana własnymi myślami, spuściła na chwilę wzrok i wbiła go w stolik, próbując się otrząsnąć. - Ponad dwa lata. Dwa i pół, właściwie - odetchnęła głęboko i znów podniosła głowę, tym razem przenosząc spojrzenie na Vince'a, niestety nie była w stanie posłać mu jakiegoś kulawego uśmiechu. - Też przyjechałam do brata - pokiwała powoli głową i splotła dłonie na kolanach, pod stolikiem. Rozejrzała się wokół. Czy ktoś mógłby dolać do tej kawy trochę wódki? Najlepiej więcej niż trochę.
_________________
 
   Podziel się na:  
Vincent Blanco


vINCENT bLANCO

Radio Reporter

Eligible Bachelor


35

Wysłany: 2018-08-01, 01:43   
   Multikonta: Saskia Lovell
   Nazywaj mnie: mARTA


Byli dla siebie tak naprawdę obcymi ludźmi, którzy całkiem przypadkiem na siebie wpadli na głupiej walentynkowej zabawie. Vincent znalazł się tam całkiem świadomie, z przekonaniem, że znów znajdzie jakąś pannę na jedną noc, zaś Sophia była tam z czystego przypadku. Najwidoczniej tak miało być, bo zaczęło im się całkiem dobrze rozmawiać. To jednak nie oznaczało, że mają się tłumaczyć ze swojej przeszłości. Vincent nie rozmawiał o Aurorze nawet z siostrą czy najlepszym kumplem, a co dopiero z przypadkowo spotkaną osobą. To był temat, którego nie poruszał nawet po pijaku, a co dopiero na trzeźwo.
Jestem przekonany, że tak by było – odpowiedział, uśmiechając się. – Jeżeli chcesz posłuchać o teorii muzyki, trochę o jej historii to mam prowadzę audycje. Dużo gadania, dużo dobrej muzyki… Kreatywnie, choć z innej strony. – Lubił swoją robotę, lubił też słuchać opinii na temat tego, co robił, a nie zdarzało się to często. Dla Sofii będzie to też dobry sposób, by podszkolić nieco angielski. Vincent miał naprawdę wyśmienitą dykcję, wypracowaną latami, mówił bardzo wyraźnie, więc nie powinna mieć problemów ze zrozumieniem go. No i nuż może w jakiś sposób się zainspiruje i stworzy jakieś arcydzieło? Blanco byłoby bardzo miło, gdyby się tak stało. No i kto powiedział, że muzyka nie może łączyć się z malarstwem? Wręcz przeciwnie. Jedno i drugie mogło pięknie tworzyć harmonię, jeżeli były odpowiednio dobrane.
Tu nie chodziło o bycie jakoś specjalnie stanowczym. Zaprosił ją na kawę, więc on płacił i koniec, kropka. Wbrew pozorom miał w sobie coś z dżentelmena i nawet jeżeli spotykał się z jakąś dziewczyną na jedną noc, to przepuszczał ją w drzwiach, zdejmował płaszcz i nie pozwalał, by wydawała pieniądze na randce. Takie miał zasady i tyle. I cóż z tego, że ich spotkanie randką nie było (choć w teorii od takowej się zaczęło)? Sofia była kobietą, więc już spełniła jeden warunek. Drugim było spotykanie się prywatnie, a nie w celach biznesowych. To wystarczało, by Blanco płacił za wszystko.
Tak. Moi rodzice co prawda są Amerykanami, ale jeżeli mam być szczery, bardziej czuje się Hiszpanem – powiedział i uśmiechnął się pod nosem. Większość swojego życia spędził właśnie w Barcelonie, nic więc dziwnego, że mimo posiadania amerykańskiego obywatelstwa, wcale się takowym nie czuł. Vincent był święcie przekonany, że Boston był tylko przystanią w jego życiu i za niedługo wypłynie z niej na kolejny rejs… Bo w tym porcie nic na niego nie czekało. – Już z nią wszystko dobrze, dziękuję. – To miłe, że zapytała. To pokazywało, że była osobą empatyczną. Z drugiej strony, była artystką… Artyści byli zwykle bardziej wrażliwi, bardziej emocjonalni. Skądś to wiedział. Mimo skończenia bardzo technicznych studiów, bo realizacja dźwięku do takowych należała, to jednak miał w sobie coś z artysty. – Wszystko w porządku? Zbladłaś… – Vincentowi to nie umknęło i się nieco zmartwił. – Czyli kolejna rzecz nas łączy. – Uśmiechnął się, tym bardziej nieco szerzej, pokazując przy tym te swoje nieszczęsne dołeczki w policzkach.
 
   Podziel się na:  
Sofia de Lorenzo Lovegood


Sofia de Lorenzo Lovegood

We are all lonely

AND WE ALL WANT SOMEONE TO tell us we are beautiful


39

Wysłany: 2018-08-06, 19:19   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Pata


Sofia mogłaby się czuć trochę winna w związku z tym, ze odciągnęła go od jego ambitnych planów wyrwania panny na jedną noc. Sama się na taką raczej nie nadawała, przypadkowy seks zdecydowanie nie był jej domeną, więc o ile Vincent nie miał ochoty spędzić całej nocy na pogawędkach o dupie Maryni, to chyba nic z tego. Ale nic nie wiedziała, prawda? Może faktycznie tak miało być, cały ten ciąg przypadków doprowadził ich właśnie do takich konsekwencji, ale czy to było z góry zaplanowane przez los, czy też nie, tego się już nie dowiedzą. Po prostu stało się, tyle.
Oczywiście, że mogła chcieć posłuchać Vincenta. Może praca nad angielskim nie leżała w kręgu jej zainteresowań – gdyby tak było, zapewne nauczyłaby się go znacznie lepiej przez ponad dwa lata pobytu w Bostonie, a nie zostałaby na poziomie Kali jeść, Kali pić – ale Vincent miał miły dla ucha głos, no i zawsze to milej posłuchać czegoś ambitnego, a nie jakiejś byle sieczki robiącej papkę z mózgu, jaka teraz leci w tych młodzieżowych stacjach.
Pochodzenie Vincenta zaciekawiło ją – przez chwilę pozwoliła sobie na pociągnięcie tego tematu. Fascynujące, że jego korzenie nie miały znaczenia, jeśli chodzi o przynależność, co w jej wypadku było niemal nie do przyjęcia. I zainteresowało ją też, dlaczego jego rodzice wyjechali. Choć to przecież nie jej sprawa, prawda?
Wykpiła się od odpowiedzi na pytanie o swoją reakcję. Nie chciała mówić o wypadku i o utracie męża – tak samo, jak Vincent nie zamierzał jej opowiadać o swojej byłej dziewczynie. Nie miała wielkiej potrzeby, by zatrzymać to tylko dla siebie, ba, właściwie czuła się lepiej, gdy zrzucała z siebie trochę tego ciężaru, ale lepiej, niż rozmowy, działało na nią tworzenie, więc tyle z tego pożytku, że swoją tragedię przekuła na natchnienie artystyczny (choć czasami jej kreatywność zaczynała aż przerażać).
Kawa z Lordem Vaderem smakowała wyśmienicie, podobnie jak kawałek ciasta, którym Sofia wcale nie pogardziła. Tak samo, jak i towarzystwem. Spędziła z Vincentem jeszcze trochę czasu, rozmawiali o różnych rzeczach, czasami Sofia nawet się uśmiechała, nie wypadało jej przecież być kompletnym ponurakiem. To były zdecydowanie dobre Walentynki, zwłaszcza w porównaniu z tymi, które przeżywała po śmierci męża. Sytuacja wygląda jednak tak, że owe Walentynki były jakieś pół roku temu, toteż pozwalam sobie skończyć, a najwyżej niedługo zaczniemy sobie coś nowego, wiadomka!

/zt x2 :lofek:
_________________
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo



Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Zapoznaj się również z nasza Polityka Prywatnosci

  
ROZUMIEM


Wakacje dotarły do Bostonu.... i do Concord! No właśnie, prócz zmiany grafiki możecie teraz dokonać wyboru, czy żyć w wielkim mieście czy może przenieść się do nieco mniejszego miasteczka z przewagą zieleni i większą zażyłością wśród lokalnej społeczności. Wybór należy od Ciebie! Więcej informacjo o nowościach znajdziecie w ogłoszeniach. Już dziś ruszamy z konkursami na postać miesiąca oraz wakacyjny profil. Zachęcamy do wspólnej zabawy! Jeśli jeszcze zastanawiasz się czy do nas dołączyć - przestań i zarejestruj się. Dla każdego znajdzie się miejsce.
Tytuł postaci miesiąca wśród mężczyzn otrzymuje Jonathan - dwudziestosiedmioletni strażak, który lubi muzykę klasyczną, a w wolnych chwilach piecze babeczki. Gratulujemy! Jeśli jeszcze nie znasz Jonathana możesz to zmienić tutaj.
Tytuł postaci miesiąca wśród kobiet otrzymuje Charlie - czterdziestoletnia zwolenniczka aktywności na świeżym powietrzu oraz świetna kardiochirurg. Gratulujemy! Jeśli jeszcze nie znasz Charlie możesz to zmienić tutaj.
Konkurs na najlepszy wakacyjny profil wygrywa Lyelle. Gratulujemy! Jeśli jeszcze nie znasz Ly możesz to zmienić tutaj.
Strona wygenerowana w 0,22 sekundy. Zapytań do SQL: 8