*

Witaj w Bostonie! Strona Główna




Poprzedni temat «» Następny temat
BRAMA
Autor Wiadomość
Bostończyk


Bostończyk

Wysłany: 2017-12-06, 08:36   BRAMA


 
   Podziel się na:  
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

ONKOLOG I RAJDOWIEC

Gdybyś była to byś coś zmieniła gdybyś była nie kończyłby się świat


42

Wysłany: 2017-12-06, 14:37   
   Multikonta: Caroline
   Nazywaj mnie: Ancy


| Ło matko, po śnieżycy i to długo. :choinka:

Musiał mieć choinkę, a ozdobami też nie pogardzi. Kiedy mieszkał sam w Bostonie zdarzało się tak, że na święta zielone drzewko nie stało w jego salonie, a już na pewno nie ozdobione. Często spędzał ten czas w szpitalu nie zdając sobie sprawy jak przemija, czy wpadał na koniec świata do babci. Teraz jednak świat nieco uległ zmianie, babcia nie żyła, Sofia była w Bostonie, tutaj też miał swojego syna. Musiał zadbać o świąteczny akcent we własnym domu, nie tyle dla siebie co dla innych. W tamtym roku chyba ciągał za sobą jakąś dziewczynę i chyba zainwestował w żywe drzewko. W tym roku postawił na coś sztucznego, ale gdy to zostało załatwione, a drzewko przymocował na dach samochodu zgarnął Sofie na małe zakupy. - Poszukamy jakiś ozdób na drzewko i musimy kupić skarpety na kominek, te z tamtego roku nie wygrały starcia z ogniem kominkowym - westchnął bezradnie. - Musimy też kupić prezenty, jest coś co chciałabyś dostać? - serio, kiepski był w robieniu prezentów z zaskoczenia, a z drugiej strony jej oczekiwania mogą go przerosnąć, ale... - ale wpierw chodźmy na grzańca, co roku jest tu taki sprzedawca, robi najlepsze w mieście... nigdzie takich nie dostaniesz – bo jak to tak spacer po wiosce Mikołaja bez grzańca w ręku. Czy to podchodzi po alkoholizm, czy to wciąż tylko świąteczna tradycja?
_________________
Cause nothin' lasts forever Even cold November rain
 
   Podziel się na:  
Sofia de Lorenzo Lovegood


Sofia de Lorenzo Lovegood

We are all lonely and we all want

SOMEONE TO tell us we are beautiful


38

Wysłany: 2017-12-12, 17:42   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Pata


/po wszystkim + taki kożuszek miała (proszę zignorować siostrę, bo nie chciało mi się wycinać)

Jeśli się nie mylę (a mogę się mylić), to za którymś razem Sofia pomagała Felixowi wybrać drzewko, bo jeśli się nie mylę (a ten risercz robiłam dwa lata temu, wiec nie zgadniesz - mogę się mylić), święta w Argentynie wymagały drzewek, i to całkiem ładnie ozdobionych. Co prawda w grudniu, zaraz po świętach, mieli wakacje, o śnieg było tam ciut trudno, z drugiej jednak strony, w Ushuaia śnieg też się chyba rządził swoimi prawami, może go mieli prawie cały rok, tego już nie pamiętam. Wracając do rzeczy: drzewko było ważne i Sofia się ucieszyła, że Felix postawił na sztuczne, bo przynajmniej przez kilka kolejnych lat będzie pewne to, że będą ubierać rodzinnie choinkę (o mamo, skoro mamy siostrę to bym chyba chciała to rozegrać we trójkę :cute: ).
- Pewnie, możemy iść na grzaniec. Dawno go nie piłam - a od jakiegoś czasu lubiła wszystko, co ma w sobie choć trochę procentów - ale nie musisz mi kupować prezentów, możemy po prostu zjeść wspólnie śniadanie - jej by to w zupełności wystarczało. Nie miała oczekiwań, sama pewnie kończyła przygotowywać obrazy, które malowała dla Felixa i Carmen specjalnie na święta. - Może w tym roku powinniśmy inaczej powiesić skarpety, żeby nie skończyły tak samo - zmarszczyła nosek w zastanowieniu, zatrzymując się za tłumem ludzi, który zdaje się był kolejkę do budki z grzańcami.
_________________

 
   Podziel się na:  
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

ONKOLOG I RAJDOWIEC

Gdybyś była to byś coś zmieniła gdybyś była nie kończyłby się świat


42

Wysłany: 2017-12-15, 16:33   
   Multikonta: Caroline
   Nazywaj mnie: Ancy


To może to Sofię, a nie dziewczynę targał po tych wioskach Mikołaja i razem wybierali zeszłoroczne drzewko, lub było to jeszcze wcześniej. Ja wiem, że mi świta, że szukał drzewka. O śniegu mogli tam chyba pomarzyć, choć teraz sama nie jestem pewna, ale w rodzinnej miejscowości było im cieplej niż obecnie w Bostonie, to z pewnością. Grudzień nie był najchłodniejszym miesiącem w tamtym klimacie, choć ogólnie był on chłodny. Sztuczne drzewko nie wymagało kolejnej wyprawy w miasto, w pogoni za tą idealną choinką. Wystarczyło odgrzebać tą ze strychu, odkurzyć i ubrać. W tym roku musiał ogarnąć jej zakup, ale ma spokój na dobrych parę lat. (Pomysł ubierania wspólnie choinki już padł i poszedł w obieg, zobaczymy! :cute: )
Chyba wychodził z założenia, że grzaniec to nic co mogłoby w większej mierze zaszkodzić. Skąd mógł wiedzieć, że Sofia od pewnego czasu lubuje w oprocentowanych trunkach. - Ale chciałem Ci coś kupić, symbolicznie... ale skoro wolisz pomidory, bułę i szynę też da się zrobić - zażartował, choć pewnie ostatecznie jej coś kupi nawet jeśli nie zamierzała mu nic podpowiedzieć. Może jakąś wypasioną kolekcję pędzli. - Powinniśmy, a nawet musimy, ale wpierw trzeba kupić jakieś ładne - stwierdził beztrosko oczekując swojej kolejki, ale nalewanie grzańca tak naprawdę szybko szło, więc po pewnym czasie stania w kolejce i dumania o skarpetkach podał w końcu siostrze grzańca - I? - wyczekując oceny, ale naprawdę uważał, że to są te najlepsze.
_________________
Cause nothin' lasts forever Even cold November rain
 
   Podziel się na:  
Sofia de Lorenzo Lovegood


Sofia de Lorenzo Lovegood

We are all lonely and we all want

SOMEONE TO tell us we are beautiful


38

Wysłany: 2017-12-18, 01:50   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Pata


Tutaj na pewno targał Sofię, no więc miała jakiś wpływ na to, jak wyglądały ich zeszłoroczne święta, chociaż wcale nie były one zbyt wesołe, skoro niedługo przed grudniem stracili Babcię i Sofia brała udział w halloweenowej drace. Te święta miały być lepsze, nawet, jeśli z plastikowym drzewkiem. No i tak, w tej chwili w Ushuaia na pewno mieli cieplej, niż w Bostonie, ale z tego, co wyczytałam na szybko, to grudzień był u nich najcieplejszym miesiącem, i wcale nie aż tak ciepłym. W ogóle wydawało mi się, ze kiedyś jak wpisałam w Google Grafika, to powyskakiwały mi zdjęcia ze śniegiem, ale zrobiłam to dziś znów, i śnieg był tylko na górach, a na dole nie za bardzo. Ale pingwiny też były, bo to przecież prawie Biegun Południowy, hehe. Jak się Lorenzo postarają i dobrze zapakują choinkę, to może nawet nie będzie jej trzeba wcale odkurzać… ba, może nawet nie będzie jej trzeba wcale co roku na nowo ubierać. Odkąd pamiętam, moi dziadkowie co roku wyjmują malutką, gotową i już ubraną choinkę i się w nic nie pieprzą. Babcia umarła, a choinka dalej tak sobie stoi z tym samym imidżem od x lat. (No tak, jak mogłam nie pomyśleć, że po prostu Patki się nie zaprasza na ubieranie choinki)
Hej, Sofia też wychodziła z założenia, że grzaniec nie zaszkodzi! Odrobina procentów nie zaszkodziła jeszcze nikomu, nawet, jeśli to była spora odrobina. Pewnie nawet wolałaby grzańca zamiast barszczyku na święta. Kaczka w grzańcu, może sobie zorganizują? Sofia im upichci, o ile nie wypije całego grzańca, nim będzie trzeba go wlewać do tej kaczki.
- Pomidory brzmią świetnie! – zachwyciła się niemal teatralnie. Pewnie po cichu marzyła, aby wziąć udział w jakimś festiwalu pomidorów, gdzie by się w pomidorach tarzali, ale niestety nie dane było jej zrealizować tego marzenia jeszcze za życia Jose. W końcu sama się wytapla w pomidorach, a potem zostawi pomidorowe odciski na płótnie i powiesi to w swojej galerii. – Możesz mi kupić jakiś drobiazg z Audrey Hepburn, jeśli ci zależy – ale wcale nie wymagała, oczywiście. Mógł to być plakat albo nawet podstawka pod kubek. – Dziękuję – przejęła od niego grzańca i posłała mu delikatny uśmiech. Dmuchnęła lekko w powierzchnię, a potem umoczyła usta, bardzo ostrożnie, aby się nie poparzyć, chociaż to nie było wcale takie proste. Pokiwała głową. – Pyszny – o ile w ogóle poczuła smak przy tej temperaturze, ale i tak nie robiło jej to chyba większej różnicy. – To teraz choinki. W którą to stronę? – rozejrzała się, ale nie była pewna, więc w końcu wbiła wyczekujący wzrok w Felixa, mając nadzieję, że on wie i ich poprowadzi.
_________________

 
   Podziel się na:  
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

ONKOLOG I RAJDOWIEC

Gdybyś była to byś coś zmieniła gdybyś była nie kończyłby się świat


42

Wysłany: 2018-01-04, 19:04   
   Multikonta: Caroline
   Nazywaj mnie: Ancy


Więc przygotowywali się na święta i w tamtym roku, coś mi światło, chociaż byłam przekonany, że z Sofią łaził za prezentami, a z kim innym za choinką, ale to teraz nieistotne. Wtedy mieli pachnącą i rozpadającą się, a teraz sztuczną i nieprzygotowaną... a raczej dopiero będą mieć. Tamte święta już dawno zostawił za sobą, może dlatego, że nie należały do najlepszych, w tych jednak pokładał odrobinę nadziei. W prawdzie, gdyby mógł przesiedziałby większość czasu w szpitalu, ale nazbierało się mu nadgodzin, zbliżał się koniec roku i przymusowy urlop był cóż... przymusowy. U nas też jest taka miniaturka, której się nie zmienia, tylko wyciąga na stolik w przedpokoju. :hihi: nie lubię jej w sumie, ale zła nie jest. W tym roku ominęło mnie ubieranie choinki i cała masa świątecznych przygotowań. Leżałam w łóżku lub na kanapie w salonie i dyrygowałam ludźmi. To mi się podobało, gdybym mogła robić tak bez uczucia bólu to w ogóle byłoby super.
Gdyby grzaniec został dołożony do każdej świątecznej potrawy to chyba byłby w stanie zorientować się, że hmm - coś tutaj nie gra. Teraz jednak wszystko zdawało się być takie niewinne, a atmosfera świąt udzielała się wszystkim tak bardzo, że jeszcze trudniej dostrzec było jakiekolwiek problemy, bo wszystko wydawało się być idealne.
- Nie zdawałem sobie sprawy, że jesteś taką fanką pomidorów - roześmiał się lekko widząc jej zachwyt. On był, kochał pomidorową, wszelkie sosy na bazie pomidorów, sałatki z pomidorami, kanapki z nimi i wiele innych. Jedynie sok pomidorowy do niego nie przemówił, ale tak się podobno zdarza. - Zapamiętam - puścił jej oczko już wiedząc za czym powinien się rozglądać. To znacznie ułatwiało sprawę, nie był zbyt dobry w robieniu prezentów.
- O ile dobrze pamiętam, to tam – przed wejściem rzucił okiem na mapę, a w orientacji w terenie zawsze był dobry, ale ten grzaniec może zwodzić.
_________________
Cause nothin' lasts forever Even cold November rain
 
   Podziel się na:  
Sofia de Lorenzo Lovegood


Sofia de Lorenzo Lovegood

We are all lonely and we all want

SOMEONE TO tell us we are beautiful


38

Wysłany: 2018-01-11, 22:04   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Pata


No to chyba było na odwrót, zresztą Sofia jest denna w prezenty, albo rzuci butelką wina (jak połowa moich postaci), albo odjebie prezent w kosmos, kończąc na czymś albo bardzo drogim albo bardzo brzydkim, co jej zdaniem ma duszę, przy czym obie te opcje skończą się tak, że prezent będzie kompletnie bezużyteczny. W Buenos Aires mieli pewnie pełno takich bezużytecznych rzeczy, które jej mąż tolerował bez mrugnięcia okiem.
Ich świąteczny stół i tak będzie raczej okrojony, zamiast indyka upieką pewnie kawałki kurczaka, i będzie dość ubogo, ale smacznie. Nie mieli zbyt wielu tradycji, choć pewnie babcia jakieś próbowała wprowadzić, kiedy ich wychowywała, ale ich dzieciństwo było mocno niespójne, więc kiedy wyszli z domów, niewiele im z tego zostało. Sofia przez wiele lat obchodziła święta z mężem, więc ubierali choinkę, dawali sobie prezenty - pierwsze jeszcze wieczorem, kiedy mieli kolację przy świecach i winie, kolejne rano, a potem cały dzień spędzali tylko we dwoje, wcześniej we troje, wraz z kotem. Zmierzałam chyba do tego, że zbyt wiele grzańca nie będzie u Lorenzów, o ile w ogóle pokuszą się o jakiś wspólny świąteczny posiłek, ale skoro Felix miał wolne, to może akurat się uda, mieszkali przecież razem. Sofia nawet lubiła siedzieć w kuchni, coś zorganizuje, kaczka w winie i te sprawy.
- Po tylu latach nie znamy się już tak dobrze - odparła, zupełnie psując atmosferę żartu, bo w jej słowach było na to zbyt wiele prawdy. Miała na myśli oczywiście czas rozłąki, choć nawet po dwóch latach wspólnego mieszkania nie było z nimi najlepiej. Często się mijali, Felix miał swoje życie, syna, pracę w niestałych godzinach i małolaty, którym czasami zawracał w głowie. Z kolei Sofia wiele czasu spędzała w galerii, tak trzymając nad nią pieczę, jak i po prostu tworząc, bo tam urządziła sobie warsztat, nie u Felixa, gdzie pewnie niemile widziane byłyby brud i smrodek od farb. - Świetnie, chodźmy - zachęciła go ruchem głowy, po czym sama ruszyła we wskazaną przez niego stronę, jednocześnie obejmując ciepły kubek dłońmi. I właśnie dotarło do mnie, jak bardzo zjebałam, skoro napisałaś wcześniej, ze choinka była już kupiona. Trudno! Teraz czas na lampki i bombki, pewnie były niedaleko choinek, więc wkrótce stanęli przed jakimś stoiskiem, a Sofia zaczęła uważnie lustrować spojrzeniem wszystko, co się tam znajdowało. Niełatwo było ją zadowolić. - Masz w ogóle na nią jakiś pomysł? - bo może Felix chciał wykazać się odrobiną artyzmu i precyzji i postawić na dwa albo trzy kolory, albo jakieś konkretne ozdoby, a może wolał pacnąć wszystko jak leci, żeby choinka wyglądała niczym potraktowana dorodnym poświątecznym pawiem?
_________________

 
   Podziel się na:  
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

ONKOLOG I RAJDOWIEC

Gdybyś była to byś coś zmieniła gdybyś była nie kończyłby się świat


42

Wysłany: 2018-01-18, 21:31   
   Multikonta: Caroline
   Nazywaj mnie: Ancy


Felix też nie ma talentu do prezentu (albo zwyczajnie nie chce się mu przykładać do nich) więc kupuje w ostatnim czasie zazwyczaj zasięgając czyiś rad. Jeśli to nie była Sofia to pewnie zgarnął Maise, bo wtedy z nią się nosił na dzielni. Teraz jednak miał problem, musiał sobie poradzić i musiał w to wkręcić Sofię, ale ostatecznie liczą się chęci, a nie prezenty, więc jak dziś zaliczą klapę w tym temacie to chociaż będą mieli ładną choinkę, bo czy tutaj można coś spierniczyć?
W Bostonie nie miał jeszcze czegoś takiego jak świąteczny stół, głównie dlatego, że święta spędzał na końcu świata, gdy babcia jeszcze żyła lub pochłaniała go praca. Teraz jednak mogli wysilić się wspólnie na coś świątecznego, skoro obie siostry były w Bostonie, babcia była już na innym świecie. Nie chodziło tutaj o celebrowanie każdego dnia świąt i każdej tradycji (których raczej i tak nie mieli we krwi) ale czas na jedną wspólną kolację powinni znaleźć, szczególnie, że miał wolne. Był dobry w kuchni, więc razem z Sofią mogli zaszaleć, jeśli tylko będą chcieć.
- To prawda – nie mógł nie przytaknąć, nawet jeśli zepsuła atmosferę to szczerą prawdą. Czasami czuł się winny, że tak wielu rzeczy nie wiedział odsuwając się od rodzeństwa i zostawiając ich na końcu świata, a z drugiej strony w drugą stronę to też zadziałało. Przez tyle lat mogli poznać się na nowo po kilka razy, ale jednak czekali z tym do teraz, a i tak choć Sofia zabawiła już jakiś czas w Bostonie wciąż zdawali się być dla siebie nieco obcy, choć byli rodziną. Wielu rzeczy o sobie nie wiedzieli wciąż i nie wiadomo czy poznają jeszcze.
Dziesięć razy zastanawiałam się nad tym czy nie zaczęłam gry od kupna choinki, ale stwierdziłam, że wszystko może się mi mieszać, więc zaufałam Tobie i teraz śmie chłam bardzo jak dotarło do mnie, że miałam rację. - Nie mam, jestem w tym beznadziejny... pamiętasz choinkę babci? Stare bombki każda z innej bajki, pozdrapywane farby niekiedy i poszarpane łańcuchy? - zamyślił się lekko – i cukierki... ciastka... mm tylko ten obraz w głowie, totalnie nie umiem w te nowe... - stwierdził bezradnie przyglądając się ozdobom, które były cudowne, ale on nie wiedział jak się za nie zabrać.
_________________
Cause nothin' lasts forever Even cold November rain
 
   Podziel się na:  
Sofia de Lorenzo Lovegood


Sofia de Lorenzo Lovegood

We are all lonely and we all want

SOMEONE TO tell us we are beautiful


38

Wysłany: 2018-02-12, 01:16   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Pata


Borze szumiący, miesiąc na odpis, widzisz i nie grzmisz

Sofia bardzo chętnie spędzi czas z bratem, zwłaszcza, jeśli mogą robić rzeczy całkiem przyjemne - jak kupowanie choinki, ozdób i prezentów. I, generalnie, planować święta, które u chyba każdego z nich od dłuższego czasu nie miały magicznej atmosfery ani w ogóle większego znaczenia. Dla Sofii to trzecie (jeśli dobrze liczę) święta bez męża, i choć każde kolejne były trochę prostsze, to nigdy o nim nie zapominała. Po jego śmierci świat się dla niej zawalił, a jej ciężko przychodziło odbudować go na nowo, zwłaszcza, że nie potrafiła poradzić sobie ani z jego odejściem, ani z samą sobą, tym, co siedziało w jej głowie, i już nawet nie chodziło o tęsknotę i pustkę, która jej została po Jose, ale o to, że targały nią sprzeczne emocje, że nie potrafiła odnaleźć motywacji, że czuła się tak samotna, jak chyba nigdy przedtem, nawet, jeśli jej rodzeństwo było tuż obok.
Teraz będziesz prawdziwą Mamą, więc musisz pamiętać, że zawsze masz rację, a w takie Patki (i Karolki pewnie też) nie ma co pokładać nadziei. Sofię oczywiście cieszyła każdą część tej wycieczki - pewnie tego specjalnie nie okazywała, ale cieszyła się, na swój sposób, bardziej wewnętrznie, choć pewnie gdyby spojrzał jej w oczy, dostrzegłby tam coś, co nieczęsto gościło w duszy Sofii - więc nieważne, na którym byli etapie (skoro i tak już kończę, ale to mój pierwszy post po zdanym egzaminie, przecież nie napiszę trzech zdań, choć i tak pierdolę głupoty).
- Pewnie nie uda nam się odtworzyć takiej choinki, jak u babci - choćby dlatego, że zawsze ubierali ją wspólnie, niespecjalnie snując wizje artystyczne, a raczej wieszając wszystko, gdzie popadnie, i dokąd dosięgną ich dziecięce rączki. Nie mówiła tego ze smutkiem, raczej stwierdzała fakt, choć i odrobina nostalgii dostała się do jej tonu. - Teraz już nawet nie robią takich kolorowych bombek z rysunkami - na przykład po mojej babci mamy bombki z Jackiem i Agatką, teraz nikt takich nie robi, są albo jednolite albo całe z brakatu, meh - ale widziałam gdzieś stoisko z grawerowanymi bombkami. Możemy zrobić po jednej dla każdego z nas, z imieniem, albo czymkolwiek. Och, i możemy kupić wszystkie w najróżniejszych kolorach, i łańcuchy też, żeby nie było nudno - i żeby wyglądała, jakby ktoś na nią puścił pawia, super opcja. Sofia pewnie nie przyglądała się tym ozdobom przez tak długi czas, jak brat, zamiast tego wskazywała palcem, które jej się podobają i wystarczała jego drobna aprobata, by już za nie płaciła. Gdy tylko Felix na czymś zawiesił wzrok na dłużej, też przygarniała do siebie, więc w końcu oboje mieli torby z bombkami i innymi ozdobami, i pewnie grawerowane duże bombki też zorganizowała, bo musiała, będą wisieć na samej górze choinki, tuż obok siebie. Na odchodne, jeśli tylko starczyło im rąk, pewnie zgarnęli jeszcze po grzańcu - a przynajmniej Sofia, bo jeśli Felix prowadził, to aż tak bardzo go nie namawiała. I, skoro już się odnalazłam w akcji, to jeszcze dodam, że Sofia na pewno nie przyjechała tu z Felixiem, musieli spotkać się już na miejscu, i tak samo teraz z nim nie wróci, choćby miała się tułać trzy razy dłużej autobusem. Nawet, jeśli minęły już ponad dwa lata od wypadku, wciąż nie usadowiła swej argentyńskiej pupy w samochodzie i nie zapowiadało się, aby miało to nastąpić w bliżej nieokreślonej przyszłości.

/zt. :lofek:
_________________

 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo





Jeszcze nie tak dawno świętowaliśmy piąte urodziny forum oraz Nowy Rok. W ostatnim czasie na forum zostało wprowadzonych wiele zmian - powstał portal e-scandal oraz rozpoczęły się konkursy na postać miesiąca. Graficznie staramy się nie odbiegać od trendów, ale nie to jest najważniejsze, a to, że nigdzie się nie wybieramy, prowadzimy wiele rozgrywek i nie brakuje u nas ludzi chętnych do gry. Jeśli jeszcze zastanawiasz się czy do nas dołączyć - przestań i zarejestruj się. Dla każdego znajdzie się miejsce.
Na forum powstało subforum (kliknij tutaj) - Walentynki - w którym możecie prowadzić gry dotyczące tego wyjątkowego dnia. W tym temacie możecie przeczytać jakie propozycje na spędzenie dnia zakochanych oferuje Boston. Szczęśliwych Walentynek.!
Strona wygenerowana w 0,17 sekundy. Zapytań do SQL: 7